sobota, 10 października 2015

Do tej pory miałam dość określone podejście do noblistów w dziedzinie literatury - prawie wcale mnie oni nie interesowali. Raz zdarzyło się, że przeczytałam książkę danego pisarza tylko dlatego, że został wyróżniony (była to "Ciotka Julia i skryba" autorstwa Llosy) i to wystarczyło, żeby zrazić się na jakiś czas. Nie byłam jednak całkiem niesprawiedliwa, nie przestałam na przykład czytać Szymborskiej tylko dlatego, że miała nieszczęście tego Nobla dostać :)

Zdjęcie: Margarita Kabakova

Aż tu nagle statuetka wędruje do Swietłany Aleksijewicz. Nie powinno to być jakieś wielkie zaskoczenie, w końcu była ona faworytką (chociaż z drugiej strony, patrząc choćby na Murakamiego, może to znaczyć tyle co nic). Mimo wszystko ja do ostatniej chwili za bardzo nie wierzyłam, że tak się to skończy, pewnie dlatego, że nigdy wcześniej literacki Nobel nie trafił do autora reportaży

Nic w tym dziwnego, w końcu jeszcze jakiś czas temu był to gatunek uważany za raczej podrzędny w stosunku do innych, dopiero niedawno stał się popularny i bardziej ceniony, co mogło mieć spory wpływ na decyzję jury. Kiedyś usłyszałam (co prawda w odniesieniu do ekonomii, ale tutaj schemat jest podobny), że można być geniuszem, ale jeśli ktoś nie wstrzeli się w obowiązujący paradygmat, szanse na bycie docenionym są minimalne - i pewnie jest w tym sporo prawdy. Nobel dla Aleksijewicz to więc znak, że reportaże są już oficjalnie akceptowane jako pełnoprawny gatunek literacki, którego wartością jest po pierwsze przekaz, ale też i walory językowe. 

Jednego i drugiego tekstom Swietłany Aleksijewicz odmówić nie sposób. Gdybym pisała o niej kilka lat temu, byłyby to pewnie same zachwyty. Byłam pod ogromnym wrażeniem "Czarnobylskiej modlitwy" - tego, jak blisko podchodziła ona do ludzi, którym Czarnobyl zdefiniował całe życie, jak bardzo interesowały ją ich losy i emocje, ale też jak dobrze potrafiła to wszystko opisać. Kiedy potem przeczytałam "Ostatnich świadków", Aleksijewicz została jednym z najbardziej cenionych przeze mnie autorów. Tym razem też przyjrzała się najbardziej poszkodowanym, rewelacyjnie weszła w ich życie i odczucia, pozostając przy tym dość oszczędną w języku. Zmuszała czytelnika, żeby część tekstu, tego po wielokropku, układał sobie sam w głowie. 

Zetknęłam się jeszcze z dwoma tytułami Białorusinki: "Czasami secondhandu" i tytułem, od którego większość - zresztą bardzo słusznie - zaczyna: "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety". Jako niezależne utwory były bardzo dobre, ale po zestawieniu ich z innymi można pomyśleć, że Swietłana Aleksijewicz pisze ciągle tę samą książkę - może z innym wątkiem głównym, ale zawsze z tragedią w tle. Może o różnych osobach, ale mimo wszystko całkiem podobnych. Nadal jednak polecam jej książki, przynajmniej jedną naprawdę warto znać. 

Można chyba powiedzieć, że dobrze się złożyło, bo Swietłana Aleksijewicz niedługo pojawi się w Krakowie. Będzie można ją zobaczyć na Conrad Festiwalu, czyli największym festiwalu literackim w kraju. Oficjalnie spotkanie odbywa się w Kinie pod Baranami, ale słyszałam już plotki, że zostanie przeniesione do Centrum Kongresowego i mam nadzieję, że tak właśnie będzie, bo Kino pod Baranami to miejsce kultowe i klimatyczne, ale jednak niezbyt duże.

14 komentarzy:

  1. Czytałam "Czarnobylską modlitwę" - ta książka mną wstrząsnęła i otworzyła mi oczy na wiele tematów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię, u mnie było podobnie :)

      Usuń
  2. Ja jeszcze nie miałam okazji poznać twórczości tej autorki. Sądząc jednak po problematyce, jaką podejmuje w tych reportażach stwierdzam, że ta nagroda jej się należała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Za swoje reportaże pozgarniała już chyba wszystkie nagrody w świecie literatury faktu, fajnie że została też doceniona szerzej :)

      Usuń
  3. Są autorzy, ktorzy wszystkie książki piszą "na jedno kopyto", ale wszystkie jednak czymś się różnią i kazda ma swoj klimat. Nie wiem, jak w tym przypadku, ale gratuluję Nobla ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pani Aleksijewicz chyba tak właśnie jest, bo każda jej książka jest ważna, ale nie warto czytać ich jedna po drugiej (w niewielkich odstępach czasowych), bo można się zrazić ;)

      Usuń
  4. Oczywiście mam w planach reportaże Swietłany Aleksijewicz, i to od pewnego czasu. Jednak gdy sobie pomyślę, jak długa jest moja lista noblistów, których twórczość wypadałoby poznać, to robi mi się słabo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie robienie jakichkolwiek list "do przeczytania" może wpędzić w depresję :D

      Usuń
  5. Też nie kieruję się w wyborze lektur Noblem i innymi nagrodami - wręcz przeciwnie, Nobel raczej mnie odstrasza. Reportaże lubię, ale Aleksijewicz nic nie czytałam, bo po prostu nie interesuje mnie ta tematyka i ciągłe czytanie o ludzkich tragediach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię, często są to książki bardzo przygnębiające.

      Usuń
  6. Great blog!
    Would you like to support each other by following each other´s blog? ^_^

    Et Omnia Vanitas

    OdpowiedzUsuń
  7. Great blog!
    Would you like to support each other by following each other´s blog? ^_^

    Et Omnia Vanitas

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze nie miałam okazji poznać jej twórczości, ale skoro tak polecasz to możliwe, że się skuszę. Lubię reportaże i ostatnio częściej po nie sięgam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Aleksijewicz (choć od baaardzo dawna chcę zapoznać się z jej twórczością), ale nie zmienia to faktu, że cieszę się, że komisja noblowska w końcu doceniła moją ukochaną literaturę faktu.

    OdpowiedzUsuń