niedziela, 27 września 2015

Ludzie dzielą się chyba na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy mają uczulenie na spoilery i w skrajnych przypadkach nie sprawdzają nawet fabuły przed przeczytaniem książki albo obejrzeniem filmu. Jeśli tak, do drugiej musimy wrzucić wszystkich z własnej woli oglądających w każde święta "To właśnie miłość" (2003), "Szklaną pułapkę" (1988) albo cokolwiek innego. 

Zatrzymajmy się na chwilę na tym człowieku, który po raz kolejny (drugi? trzeci? piąty?) wpatruje się w Andrew Lincolna przerzucającego kartki z wyznaniem miłosnym. Czy on naprawdę nie ma żadnego innego pomysłu na spędzenie swojego czasu wolnego? (Siedzący przed ekranem, nie Andrew, ten akurat odwala kawał dobrej roboty). Przyjmując nawet, że nie ma innych zajęć, mógłby przecież czytać albo oglądać coś, czego wcześniej nie znał. Dla tych, którzy przebrnęli już przez wszystko, co kiedykolwiek napisali klasycy (czy tacy w ogóle istnieją?), znajdą się przecież jeszcze tony nowości powstających nawet w tym momencie. Nie jestem pewna, czy ktoś to kiedyś policzył, ale całkiem możliwe, że do czasu kiedy skończycie czytać to zdanie, na świecie statystycznie "napisze się" jakaś książka. 

Czemu wracać do tych samych książek i filmów?
Każdy powód jest dobry (Na zdjęciu kadr z filmu "To właśnie miłość")

Z logicznego punktu widzenia ciągłe wracanie do tego samego pewnie nie ma żadnego sensu, ale co z tego, jeśli ponowne czytanie Bułhakowa to dla kogoś gwarancja, że trafi na kawał dobrego tekstu, a połowy szczegółów pewnie i tak już nie pamięta, więc może nawet da się czymś zaskoczyć? W tym samym czasie mógłby przecież męczyć się ze słabej jakości kryminałem. Albo zamiast pójść do kina na przeciętne "Sicario" (2015), zostanie w domu i zobaczy coś, co zna już niemal na pamięć i będzie się przy tym świetnie bawić. 

Ba, gdybyśmy nie lubili powtórek, dwa poważne segmenty kultury współczesnej miałyby poważny problem: pierwszym jest przemysł muzyczny, drugim - brazylijskie tasiemce. Jeśli to kogoś nie przekonuje, niech przypomni sobie słowa Jerzego Pilcha z książki "Bezpowrotnie utracona leworęczność": "Książek nie czyta się po to, aby je pamiętać. Książki czyta się po to, aby je zapominać, zapomina się je zaś po to, by móc znów je czytać". To chyba najlepsze usprawiedliwienie ponownego zaglądania do "Dziwnych losów Jane Eyre".

Jest jeszcze druga kategoria powrotów - kiedy sięgamy po coś, co już czytaliśmy albo oglądaliśmy, chociaż tak naprawdę widzimy to po raz pierwszy. Może i bohaterowie od czasu do czasu zrobią coś zaskakującego, ale generalnie fabuła opiera się na schemacie, który znamy od lat. W przypadku kina najczęściej są to komedie romantyczne i filmy akcji, zupełnie jak "Kryptonim U.N.C.L.E." (2015). Nie ma w nim ani jednego wątku, który mógłby zaskoczyć kogokolwiek, kto choćby otarł się o Bonda czy jakikolwiek inny film o ratowaniu świata, a mimo to ogląda się świetnie i jestem pewna, że w wielu przypadkach na jednym razie się nie skończy (u mnie na pewno nie).  

Kadr z filmu "Kryptonim U.N.C.L.E."

Dla niektórych wracanie do tych samych tytułów może być zwyczajną stratą czasu. Fakt, chociaż z drugiej strony jeśli znowu przeczytamy Jane Austen i już nie zrobi na nas takiego wrażenia jak kilka lat wcześniej, albo wręcz przeciwnie - nagle zauważymy, jak wiele rzeczy nam wcześniej umknęło, będziemy wiedzieć, że jesteśmy już kimś trochę innym. Jeśli nie, przynajmniej będziemy się świetnie bawić :) Dlatego mój plan na najbliższe dni to powrót do książki: "Tato, gdzie jedziemy?", Jeana-Louisa Fourniera. Będę sprawdzać, czy rzeczywiście jest tak ważna, jaką ją zapamiętałam.

*"Play it again, Sam", czyli: "Zagraj to jeszcze raz, Sam" to słowa wiązane z filmem "Casablanca", chociaż wcale tam nie padają (w rzeczywistości główna bohaterka prosi muzyka: "Zagraj to, Sam, przez wzgląd na dawne czasy").


Książki wspomniane w tekście:
  • "Bezpowrotnie utracona leworęczność"
    Jerzy Pilch
  • "Dziwne losy Jane Eyre"
    Charlotte Bronte
  • "Tato, gdzie jedziemy?"
    Jean-Louis Fournier

10 komentarzy:

  1. Ja wracam maniakalnie do Dirty dancing i filmów z serii Harry Potter. Zawsze są w stanie mnie pozytywnie naładować;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko DD albo któryś Harry Potter leci w telewizji, też najczęściej nie mogę się powstrzymać ;>

      Usuń
  2. "Sicario" było dla ciebie przeciętne? Ciekawa filmu jestem bardzo, a wszyscy moi ulubieni krytycy chwalili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem muzyka jest bardzo dobra, ale czasami puszczana w niewłaściwych momentach. Emily Blunt generalnie lubię, ale w tej roli (no może poza końcówką) mnie do siebie nie przekonała. A tak poza tym to cały film jest oparty na powtarzanym do znudzenia schemacie i zabrakło mi czegoś, co odróżniłoby go od wszystkich innych. Chociaż nie czepiam się jakoś strasznie, nie ogląda się tego źle, ale rewelacji też raczej nie ma :>

      Usuń
  3. Jak czytałam ten wpis na telefonie, to wystąpił błąd i nagle zawiesił mi się telefon tak, że w połowie tekstu, był powtórzony akapit z pierwszej połowy. Nie wiem jak to się stało, ale uznałam to za świetny zabieg stylistyczny, choć jak się okazuje przypadkowy. ;)

    A z tymi powrotami to różnie bywa, "Mistrz i Małgorzata" ciągle potrafią mnie zaskoczyć, ale niektóre powroty powodują tylko irytację na książkę/autora/inszego twórcę.

    Czasem zastanawia mnie kwestia powrotów kontekście dzieł artystycznych, niby znasz pracę, ale jednak w innym kontekście z innymi pracami może stworzyć coś nowego, czasem właśnie tak na nowo odkrywam pewnych artystów, choć przecież dzieło jest dokładnie takie same, przecież nikt go nie przemalował/nie dorzeźbił kawałka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak to czasem przez przypadek może wyjść coś fajnego :D
      Racja, takie powroty do czegoś po poznaniu innych dzieł albo kontekstu kulturowego są chyba najciekawsze :>

      Usuń
  4. Ja przy nowych dziełach jestem uczulona na spoilery, a jednocześnie mam mnóstwo tytułów (filmów i książek), które mogłabym oglądać/czytać miliony razy. Nie mówiąc już o tym jaką przyjemność czerpię z oglądania czegoś ponownie z osobą, która tego nie widziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc kompletnie mnie zaskoczyłaś. Byłam pewna, że jeśli ktoś nie lubi spoilerów, nie chce też oglądać po kilka razy tego samego, a tu okazuje się, że jednak można :D

      Usuń
  5. Ja lubie wracac do filmow, ktore lubie ;) pozdrawiam i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie to wszystko ujęłaś. :)
    Mnie zdarza się wracać do znanych już sobie historii - przeczytane już książki rzadko sięgam ponownie, ale filmy potrafię wałkować w nieskończoność. Szczególnie często oglądam pewien serial, który znam już właściwie na pamięć. :D
    Z całego serca dziękuję ci za soundtrack z Amelii z boku bloga... <3 Zachwycałam się nim oglądając film i teraz, kiedy mi o nim przypomniałaś, pewnie do końca dnia będę go słuchać. :)

    ocean-slow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń