sobota, 8 sierpnia 2015


Niektórzy robią z tego prawdziwy biznes - zbierają chętnych i organizują wycieczki po mieście śladami bohatera filmu czy książki, muzyka albo malarza. Na przykład w Park Hyatt w Tokio, gdzie powstał film "Między słowami", można wykupić pakiet, który obejmuje pobyt w samym hotelu i zwiedzanie miasta śladami Boba i Charlotte. Trochę bliżej, bo w Warszawie, można na przykład wybrać się na "Miś Tour", czyli wycieczkę tropem kultowych seriali. 

>> Czytaj też: Kultura w ruchu

Jeśli więc kiedykolwiek przyszło wam do głowy zwiedzanie Krakowa śladami Szymborskiej albo podglądanie, gdzie w Paryżu bywał Hemingway, powinniście niestety wiedzieć, że nie jest to zupełnie nietypowy i odkrywczy pomysł (kapitalizm wymyślił już wszystko ;)). Nawet więcej - z myślą o tych, którzy takie plany postanowią wcielić w życie, powstają już różne narzędzia, które mają maksymalnie ułatwić tego typu zwiedzanie, między innymi TravelByArt, czyli aplikacja będąca przewodnikiem po Paryżu widzianym  oczami legendarnych twórców. Stworzyli ją Polacy, jest więc nadzieja, że jeśli projekt będzie się rozwijał, znajdą się w nim też polskie miasta. Co do samego Paryża, moim zdaniem warto go zwiedzić na dwa sposoby: po pierwsze z tą aplikacją, po drugie śladami programu "Brudne miasta", otwierającego trochę oczy na to, jak miasto mogło rzeczywiście kiedyś wyglądać (a nie - jak sobie je wyobrażamy), ale o tym może przy innej okazji...


To jest ten moment, kiedy dobrze jest zostawić na chwilę bohatera samemu sobie i spojrzeć na drugi plan [kadr z filmu "O północy w Paryżu"]

Na szczęście jednak wcale nie trzeba szukać specjalnego przewodnika po miejscach odwiedzanych przez naszego ulubionego pisarza albo bohatera książki, wystarczy trochę o nich poczytać i pozaznaczać na mapie najciekawsze miejsca, w jakich bywali - kawiarnie, parki, cokolwiek. To świetny sposób nie tylko na poznawanie nowych miast, do których wpadamy tylko na wakacje, ale też tych naszych, w końcu w swojej miejscowości też można być turystą.

Pomysł testuję na sobie, bo żeby w ciekawy sposób zwiedzić Warszawę, zaczęłam odwiedzać miejsca, w których bywali Wokulski i Izabela. Plusy są dwa, może nawet trzy - samo miasto przez pryzmat książki trochę bardziej mnie interesuje, znalazłam kilka nowych punktów do odwiedzenia, no i przede wszystkim przypominam sobie "Lalkę", która trochę zaczęła się już kurzyć na półce. A mówią, że literatura z aktywnością nie idą w parze :)

8 komentarzy:

  1. Super pomysł na spędzenie czasu i poznanie nowych miejsc ;) bardzo mi sie to podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa propozycja. Sama wybrałabym się do Sztokholmu śladami "Millenium" lub do Rzymu tropem "Aniołów i demonów" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwiedzałam w ten sposób Londyn i Amsterdam. Super sprawa:)

    OdpowiedzUsuń
  4. W Wiedniu zawszę idę do pewnej kawiarni tylko dlatego, że była ulubioną Thomasa Bernharda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja kiedyś jeździłam po stolicy śladami "Złego" Tyrmanda :) A z takich bardziej popularnych tras to chętnie przeszłabym się po Barcelonie śladami "Cienia wiatru".

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm... ja chyba wyruszyłabym śladami bohaterów książek Murakamiego i oczywiście Harry'ego Pottera! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Do LA śladami Danny'ego Upshawa z powieści Jamesa Ellroya.
    Do Londynu, po tropach bohaterów powieści Aaronovitcha. Tylko że już te ślady w dużej mierze obleciałam - warto :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja mam ten problem, że najbardziej fascynują mnie krainy fantastyczne (np. Ziemiomorze, Olondria). I jak się tam dostać? Niech mi ktoś powie! ;)

    OdpowiedzUsuń