wtorek, 28 lipca 2015

/ Alejandro Escamilla/

Podobno klasyki od wszystkich innych książek różnią się tym, że są doceniane bez względu na wiek czy szerokość geograficzną i reklamować ich nie trzeba, bo to marki, o których słyszał właściwie każdy (gorzej z czytaniem, ale to już inna kwestia). To jednak, że nazwiska Prousta czy Dostojewskiego same na siebie pracują, a za sukcesem ich książek stoją nawet szkoły, podczas gdy biedni debiutanci muszą radzić sobie sami, wcale nie oznacza, że od czasu do czasu nie chciałoby się powiedzieć, że "ostatnio o klasyce zrobiło się trochę głośniej". W nadziei, że to nie złudzenia (a nawet jeśli, czasem dobrze jest żyć złudzeniami właśnie), mówię to dzisiaj ja.

Dowody są trzy: po pierwsze Instytut Książki wakacyjnie mobilizuje księgarnie do brania udziału w kampanii promocyjnej: "Klasyka: Reaktywacja". W całym kraju możecie wypatrywać plakatów, które reklamują wydane ostatnio w Polsce klasyczne dzieła literatury światowej (oryginalnie publikowane w XIX i XX wieku). Nie wszystkie tytuły są tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Lista dziesięciu książek to przede wszystkim ciekawe propozycje na wakacje, ale też małe przypomnienie o klasyce w ogóle.

Klasyka to też mnóstwo nieoczywistych tytułów.

Drugi przykład mówienia o klasyce jest trochę bardziej kontrowersyjny. Ostatnio na Facebooku można było natrafić na wyznania pod tytułem: "Nie przeczytałem tego, tego i tego". Zaczęło się od przypomnianego przez Politykę teksu o o arcydziełach literackich, które są najbardziej znane z tego, że nie nikt ich nie czyta. Rozpoczyna go zdanie: "Nie przeczytałeś "Ulissesa", wciąż sobie obiecujesz, że zajrzysz do Prousta? Nie przejmuj się, jesteś w dobrym towarzystwie". 

Od czasu do czasu lubimy chwalić się tym, że czegoś nie czytaliśmy, bo zbyt ciężkie, bo nudne, bo nie moje klimaty, bo mam dość tego, że wszyscy to czytają i tak dalej. Najczęściej robimy to przy okazji - gdy ktoś sprawi, że na chwilę "fajne" staje się coś, co zwykle jest postrzegane raczej w kategoriach faux-pas. Przecież "skoro ten ktoś nie czytał Nabokova, mi wolno tym bardziej".

Jeśli jednak zdecydowalibyście się iść za tłumem, może warto pomyśleć raczej o tym, by o klasyce poopowiadać tak, jak w dowodzie trzecim, tym razem prosto z blogosfery - rewelacyjny tag literacki, na który trafiłam ostatnio u Pyzy.

Popularna klasyka, która nie przypadła ci do gustu?

Nie wybiorę książki, która kompletnie nie przypadła mi do gustu, bo takich wspominać nie lubię. Zamiast tego będzie o dwóch takich, które w jakiś sposób mnie zawiodły. Pierwsza to "Proces" - tyle o niej słyszałam, niesamowicie podobał mi się opis fabuły i nastawiłam się na coś genialnego, a tymczasem w książce oprócz tego, co już o niej wiedziałam, nie znalazłam właściwie niczego. Nigdy nie przeszkadzały mi spoilery, ale poznanie całej treści przed lekturą mimo wszystko psuje wrażenia. 

Druga książka to "Na Zachodzie bez zmian". Wszystkiemu winien jest ten tytuł - moim zdaniem perfekcyjny. Po takim tytule można spodziewać się zbyt wiele.

O którym okresie historycznym lubisz czytać najbardziej?

Jest jeden taki wiek, w którym powstało sporo moich ulubionych książek - te o Sherlocku Holmesie, "Jane Eyre", "Lalka" i mnóstwo, mnóstwo innych - dziewiętnasty.

Ulubiona baśń? 

A mogę taką, której nigdy nie rozumiałam? 

"Księżniczka na ziarnku grochu". 

Książka, nieznajomości której wstydzisz się najbardziej?

Jestem trochę zła na siebie, bo jeszcze nie czytałam "Cesarza" Kapuścińskiego, a to chyba już klasyka.

Ulubiona współczesna powieść bazująca na klasyce?

Nic ciekawego nie wymyśliłam, ale za to przyszedł mi do głowy film, który bazuje na klasyce - "Zakochana złośnica".

Ulubiona ekranizacja filmowa?

Będzie serialowo i banalnie - Duma i uprzedzenie z 1995. 

Kadr z "Dumy i uprzedzenia" (źródło zdjęcia)

Najgorsza adaptacja klasyki?

Nie wiem jak tam książkowy oryginał, ale ostatnio z przypadku oglądałam "List w butelce"... coś strasznego. 

Seria wydawnicza, którą chciałbyś mieć w swojej kolekcji?

To się chyba jako seria nie liczy, ale chciałabym mieć wszystkie klasyki wydawane przez MG (które w tym temacie jest prawdziwym mistrzem).

Mało znana klasyka, którą chciałbyś każdemu polecić

Nie do końca wiem, co mogę uznać za mniej znaną klasykę, ale niech będą trzy książki: "Idiota", Dostojewskiego (bo mniej znany niż "Zbrodnia i kara"), "Lokatorka Wildfell Hall", sióstr Bronte (bo Bronte to nie tylko "Jane Eyre") i jakakolwiek książka filozoficzna, bo tak sobie myślę, że może nie najmniej znane, ale na pewno najczęściej ignorowane dzieła należące do klasyki to te pisane przez filozofów właśnie. 

***

Klasyki niby promować nie trzeba, ale czasem dobrze jest, żeby ktoś o tym na chwilę zapomniał.

27 komentarzy:

  1. Ale super tag! :)
    Ja właśnie robię sobie sierpień (a właściwie zaczynam od końca lipca) z klasyką. Chcę zdawać maturę rozszerzoną z polskiego, a - bądźmy szczerzy - niewiele lektur przeczytałam od deski do deski.
    Jeśli zawiodłaś się na Procesie, to serdecznie polecam Ci Zaproszenie na egzekucję. Nigdy nie czytałam książki tak podobnej do innego dzieła a przy tym lepszej :)
    Tak, tak. MG robi to dobrze - dają życie zapomnianym klasykom, a ich wydania po prostu zachwycają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, przygotowania do matury to idealna okazja, żeby przeczytać wszystko to, na co kiedyś nie miało się czasu :>
      "Zaproszenie na egzekucję" i generalnie Nabokova już od dawna planuję przeczytać, ale póki co niestety na planach się kończy. Muszę się wreszcie porządnie zmobilizować ;))

      Usuń
  2. Tak sobie myślę, że siła "Procesu" leży nie tyle w tym, o czym jest (bo właśnie o tym się najwięcej mówi, dodając też czasami, że "Kafka przeczuł Zagładę" albo że to o strasznej biurokracji, a każda taka jednoznaczna interpretacja trochę za bardzo zasłania samą powieść), ile w jaki sposób to jest napisane. W tych obrazach biczownika w szafie, ciągnącego się w nieskończoność strychu czy zdezorientowanego, tragiczno-komicznego Józefa K. jest moc ;).

    I zajrzałam, o jakie wydania MG chodzi -- no piękne są, faktycznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, generalnie ja też uważam, że jest to bardzo dobrze napisana książka, tylko przez to, że tyle razy o niej słyszałam, mniej więcej wyobrażałam sobie jak ona może wyglądać i oczekiwałam czegoś zupełnie innego - w tym sensie się zawiodłam albo może raczej zdziwiłam ;) A MG to mistrz klasyki, chociaż "50 książek na 50-lecie Znaku" to też rewelacyjne wydania.

      Usuń
    2. A to fakt, znam podobny mechanizm i faktycznie może działać zniechęcająco, jak się już samemu z książką zmierzy :). Już teraz rozumiem, o co Ci chodziło -- ale nie zniechęcaj się do Kafki ;).

      Usuń
    3. Dla odmiany mam zamiar przeczytać jakąś jego książkę, o której nigdy wcześniej nie słyszałam - tak żeby tym razem niczego sobie nie wyobrażać ;))

      Usuń
    4. Bardzo dobry pomysł! Ze swojej strony z Kafkianów mniej znanych polecam jego listy, zwłaszcza te do Mileny, a z opowiadań na pewno "Przemianę" (choć to akurat znane :)), "Dociekania psa" i "Kolonię karną" (straszna, ale warto).

      Usuń
    5. O, listami bardzo mnie zaciekawiłaś, bo uwielbiam je czytać ;> Jak tylko skończę mój aktualny stos (o ile w ogóle mi się to uda :O ;)), na pewno się za nią rozejrzę :>

      Usuń
  3. Ja z to Kafkę bardzo sobie chwalę. Przeczytałam całą Trylogię Samotności i o ile "Ameryka" mnie zirytowała (miałam ochotę mocno potrząsnąć tą niemotą, głównym bohaterem) to już "Proces" i "Zamek" bardzo mi się spodobały. Tak jaki pisze Pyza, nie chodzi o treść, ale o klimat jaki wytwarza autor w swoich powieściach.

    Również ubóstwiam miniserial "Duma i uprzedzenie" 1995 ;) Genialna pozycja na gorszy dzień;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, Duma i uprzedzenie może wyciągnąć z każdego dołka :> Chociaż akurat w moim przypadku "działa" tylko serial, książka już nie bardzo ;)

      Usuń
  4. Do klasyki trzeba dojrzeć, naprawdę. Nie są to łatwe książki, w jakimś stopniu się czymś wyróżniły, zasłużyły sobie na to miano. Często język jest trudny. Ale tak czy siak, warto czytać. Może i nie wszystkie pozycje, bo człowiek by pewnie zwariował, ale kilka wypadałoby znać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że nie wszystkie! Klasyka jest na tyle zróżnicowana, że można śmiało w niej przebierać ;))

      Usuń
  5. Mi się czasami wydaje, że to szkoły zniechęcają do klasyki. Gdybym czytała "Zbrodnie i kare" z własnej woli i nie musiałabym się aż tak z tym czytaniem śpieszyć to możliwe, że książka by mi się spodobała. A tak? Zaliczam ją do moich lekturowych koszmarów. Za to "Mistrza i Małgorzatę", których czytałam dla siebie jako lekturę dodatkową, bardzo dobrze wspominam :)

    ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, ja "Zbrodnię i karę" przeczytałam dopiero kiedy nie była już moją lekturą i bardzo mi się spodobała ;) Generalnie szkoły mają chyba ten problem, że chciałyby nas czegoś wartościowego nauczyć, ale za bardzo się z tym spieszą - niektóre lektury pojawiają się zbyt wcześnie, żeby czytać je z przyjemnością i zrozumieniem, a i czasu na czytanie zawsze się ma tyle, że ja czasem nawet nie próbowałam zdążyć ;>

      Usuń
    2. "Zbrodnię i karę" musiałam przeczytać w 3 dni, a pierwsza część "Chłopów" w dwa. I jak tu czerpać przyjemność z lektury ;/

      Usuń
    3. O rany, niezły bieg przez płotki (albo przez ciekawsze fragmenty) :D Wcale się nie dziwię, że ci się nie spodobało, ale polecam znaleźć kiedyś trochę więcej czasu - zwłaszcza na Dostojewskiego ;)

      Usuń
  6. Może to mój książkowy snobizm, ale wręcz nienawidzę, gdy ktoś zaczyna pojękiwać "ciężkie i trudne".
    Przypomina się mi anegdota z życia mojej przyjaciółki, która poszła na studiach na zaliczenie pewnego przedmiotu i przyznała się, że obowiązkowy artykuł pewnego autora (akurat chodziło o Levi-Straussa) czytała osiem razy, zanim tak naprawdę zrozumiała o co chodzi. Na co pan profesor odparł: "Na tym polega studiowanie proszę Pani."

    Generalnie jeśli książka jest "trudna" to może poświęcić jej więcej uwagi, akapity przeczytać parę razy, się wysilić nieco. .A tu nagle się wszystkim wydaje, że wystarczy połknąć strony jak nie przymierzając w kryminale Agathy Christie (do której nic nie mam, żeby nie było ;)
    Rozrywka nie musi być zawsze łatwa i przyjemna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie się z tobą zgadzam, ostatnio nawet sama częściej sięgam po te "ciężkie" niż inne, ale z drugiej strony rozumiem też tych, którzy książki traktują jak czystą rozrywkę, taki bardziej codzienny serial niż ambitniejszy film. Każdy po prostu z innego powodu zagląda do książek ;>

      Usuń
    2. Myślę, że dzisiaj sztuka kontemplacji wyszła po prostu z mody. Nawet wśród blogerów książkowych widzę wyraźną tendencję do połykania jak największej liczby książek. Aż czasem czuję się zażenowana, że tak nie potrafię. Według mnie różne książki czyta się w różnym tempie. Rzeczywiście są takie, które można połknąć w kilka dni, ale w wypadku innych zajmie to miesiąc, a czasem i dwa, jak człowiek akurat nie zawsze miał nastrój. I to przecież nie znaczy, że książka się nie podoba. To trochę jak z jedzeniem. Inaczej zabieramy się do dania w dobrej restauracji, a inaczej do chińszczyzny na wynos. ;)

      Usuń
    3. magnolie: Doskonale rozumiem wybieranie książkowego "codziennego serialu", często sama mam miesiące, gdzie tylko po to sięgam, bo na innych frontach życiowych jest zbyt intensywnie. Nie podoba mi się tylko to skreślanie na zapas, tak jakby przymiotnik "ambitny" nie mógł dotyczyć rozrywki.

      Magda Bitner: Dokładnie :)

      Usuń
  7. Jestem jedną z tych osób, które rzadko piszą o klasykach. ;) Zawsze sobie myślę, przeczytawszy takiego Tołstoja czy Dostojewskiego, co niby mogłabym dodać, czy jest coś nowego/innego/pomysłowego do napisania? Z pewnością jest (co udowadniają niektórzy utalentowani krytycy/blogerzy), ale ja nic takiego nie znajduję, więc nie piszę. Bo wątpię, by kogokolwiek interesowało, czy dany tytuł najzwyczajniej w świecie mnie wciągnął. ;)
    Druga sprawa: o klasykach każdy (zwłaszcza osoby wędrujące po książkowej blogosferze) słyszał. Zna zarys fabuły - jeśli zachce, sam przeczyta. Mniej znani autorzy skorzystają z każdego czytelnika, z każdego tekstu (albo grosza; mam tu na myśli oczywiście autorów żyjących). Tak się usprawiedliwiam, być może niesłusznie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest chyba problem większości blogerów, też unikam pisania o klasykach z dokładnie tych samych powodów. Ale za to lubię o nich czytać "nieprofesjonalne" teksty, więc może nie ma się czym przejmować? ;))

      Usuń
  8. Ja wracam do klasyki. Na dniach będzie o jednej takiej pozycji, która mi "przeorała mózg". Czytałam ją .... tak długo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jestem bardzo ciekawa co to za tytuł :>

      Usuń
  9. Za XIX wiek, zwłaszcza angielski, dużo bym dała, bo był absolutnie perfekcyjny ♥

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię klasykę i jestem bardzo mocno za jej promocją. I to inną, niż szkolną. Zresztą i promocja i klasyka nieszkolna - jest tyle książek zapominanych, jeszcze niewydanej klasyki itd. No, ktoś mądry się tym powinien zająć ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Co do klasyków wydanych przez MG, radzę uważać na ich wydania Dostojewskiego. Ich tłumaczenie "Braci Karamazow" jest znacznie okrojone. Nie wiem jak z resztą ich wydań, ale ich zapowiedziane "Biesy" też wyglądają podejrzanie. Mają tylko 464 strony, wydanie znaku ma ich 676 (nie licząc przypisów i komentarzy tłumacza).

    OdpowiedzUsuń