poniedziałek, 11 maja 2015

Jeśli myśleliście kiedyś o napisaniu i wydaniu własnej książki (albo właśnie skończyliście pisanie i zastanawiacie się co dalej), na pewno zainteresują was słowa kogoś, kto jeszcze nie tak dawno temu sam zastanawiał się, jak zainteresować wydawców swoją pierwszą powieścią. Jan Drożdż, który zadebiutował książką "Nieskończona Przestrzeń Snu", opowie wam o tym, czy współpraca z wydawnictwami to duże wyzwanie, dlaczego nie brał pod uwagę self-publishingu i jak to jest czytać opinie o własnym tekście :)

Zdjęcie: Luke Pamer

Jak wyglądał proces szukania wydawcy "Nieskończonej Przestrzeni Snu" - czy trudno było zainteresować wydawnictwa książką debiutanta? 

Rozpoczynając proces szukania wydawcy dla "Nieskończonej Przestrzeni Snu" nie miałem pojęcia o uwarunkowaniach rynku wydawniczego, a są one dosyć osobliwe - bardzo długie terminy odpowiedzi i częste przypadki całkowitego milczenia wydawnictw, brak pewności, czy powieść w ogóle została przeczytana, sporo odpowiedzi z założenia rezygnujących z przesłanej propozycji z uwagi na gatunek literatury, plany wydawnicze albo sytuację na rynku... W takich realiach pomocne bywają konkursy literackie, ale i takich możliwości jest bardzo mało, no chyba że obejmują przesłanie kilku wierszy czy limitowanych znakami opowiadań. 

W moim przypadku znaczącym momentem był udział w II edycji konkursu Literacki Debiut Roku, organizowanym przez Novae Res. Do udziału w konkursie zostało zgłoszonych 205 powieści, a tylko dla jednej przewidziano nagrodę w postaci wydania. Bardzo się ucieszyłem, gdy moja powieść znalazła się w finałowej piątce, ale już do podium nie udało się dotrzeć. Skorzystałem z zaproszenia do wzięcia udziału w gali konkursowej i wtedy zapytałem o możliwość wydania "Nieskończonej Przestrzeni Snu", ale już poza konkursem. Propozycja spotkała się zainteresowaniem, gdyż samą powieść oceniono jako ciekawą i wartościową.

Czy opcja z publikowaniem na własną rękę (tzw. self-publishing) była brana pod uwagę?

Nie uwzględniałem takiej możliwości. Moją główną intencją było dotarcie do czytelników, kwestia optymalizacji zysku schodziła na dalszy plan. Nie krytykując samej formuły self-publishingu, oceniam ją jako kosztowny i niezwykle czasochłonny proces, który tylko przy szczęściu i znacznym nakładzie środków może przynieść zamierzony efekt. Przede wszystkim jednak moje obowiązki zawodowe nie pozwoliłby mi na zorganizowanie procesu wydawniczego we własnym zakresie.

Czy współpraca z wydawnictwem to duże wyzwanie (pod względem na przykład konieczności chodzenia na kompromisy)?

Tak, na pewno jest to wyzwanie, zwłaszcza dla debiutanta. Przede wszystkim trzeba uporać się z własnymi obawami i przygotować na intensywną pracę oraz konstruktywny dialog. Dla mnie najważniejsze było ostateczne brzmienie tekstu i w tym aspekcie udało mi się osiągnąć zamierzony efekt - w stosunku do przekazanego tekstu zostały poprawione tylko elementy wymagające modyfikacji ze względów technicznych czy też językowych. Na wygląd wizualny nie miałem już takiego wpływu, gdyż decyzja w kwestii akceptacji okładki nie należała do mnie. Finalnie jednak okładka bardzo przypadła mi do gustu, a została przygotowana zgodnie z moim pomysłem.

Czy pierwsza książka jest jakimś punktem odniesienia dla wszystkich kolejnych? Czujesz się już zaszufladkowany jako twórca fantastyki?

Dostrzegam dużą umowność w podziale literatury na poszczególne gatunki. Oczywiście rozróżnienie gatunkowe jest zabiegiem naturalnym i użytecznym, niemniej często wiąże się z nim nieodzowne uproszczenie klasyfikacyjne. Uwaga ta pozostaje tym bardziej aktualna w odniesieniu do współczesnej fantastyki - coraz częściej obserwujemy w jej obrębie zjawisko swoistego eklektyzmu literackiego, wyrażającego się w przemycaniu elementów charakterystycznych dla innych gatunków. W tym ujęciu bliższej samego utworu pozostaje pojęcie konwencji literackich, choć w ramach jednej powieści może być ich kilka. Z pewnością "Nieskończona Przestrzeń Snu" pozostaje w obrębie fantastyki, występują w niej elementy gatunku science fiction, ale nie zaliczyłbym jej do klasycznej fantasy. Myślę, że w tym momencie pojęciem bardziej przystającym do mojej twórczości będzie konwencja oniryzmu.

Jestem tuż po ukończeniu pracy nad moją drugą powieścią zatytułowaną "Potwarcy pól księżycowych" (czas jej wydania dopiero ma nadejść), dlatego jest mi łatwiej odpowiedzieć na pytanie w kwestii punktu odniesienia debiutanckiej powieści do utworów następnych. W tym kontekście dostrzegam powiązania w zakresie motywów literackich, gdy rozróżnienie gatunkowe jest dla mnie zbyt sztywnym zestawieniem. Druga powieść nie jest kontynuacją pierwszej, ale następuje w niej dalszy postęp w snach w kierunku przekraczających rzeczywistość snu stanów duszy i psychiki, motyw zaś luster przechodzi w motyw szkła. Nie czuję się jednak zaszufladkowany ani w wymiarze gatunku, ani w obrębie konwencji literackich.


Czy "wyjście do ludzi" ze swoją książką jest trudne?

Woody Allen w filmie "O północy w Paryżu" wykorzystał postać Ernesta Hemingwaya, jednego z moich ulubionych pisarzy. Czytając na poły autobiograficzną powieść wymienionego pisarza "Ruchome święto" (polecam, moim zdaniem świetna dla miłośników klimatu lat 20. i 30. XX w.) odniosłem wrażenie dużego podobieństwa tych obrazów. Nie wiem jednak, czy Hemingway faktycznie wypowiedział zdanie, które w obrazie Allena wypowiada jego filmowa adaptacja: "Jeśli chcesz być pisarzem, ogłoś światu, że jesteś najlepszy" (mogłem przekręcić brzmienie, ale sens się zgadza). Oczywiście w pisarstwie - jak w mało którym zawodzie, jeśli już decydujemy się użyć słowa "zawód" - bardzo ważną rolę odgrywa pokora przez wzgląd na spore zagrożenie pokusami sławy, próżności i fałszu, ale też nie mniej istotna jest odwaga w wyjściu do ludzi. Uważam przy tym, że podstawowe znaczenie ma pierwotny akt twórczy, ale już własne życie i chwilowa bądź trwała nieśmiertelność danego dzieła zależy od czytelników. Za niezwykle ważne uważam zatem dotarcie do nich z informacją o mojej twórczości, tak by oni sami zadecydowali o czasie życia "Nieskończonej Przestrzeni Snu". Moje obawy i trudności związane z wyjściem do świata zewnętrznego - takowe oczywiście we mnie istnieją i są to niemałe przeszkody - schodzą w tym ujęciu na dalszy plan i stanowią cenę dotarcia do czytelniczych dusz. Z powyższych względów nie myślałem też o publikowaniu pod pseudonimem, uważam bowiem, że utrudniłoby mi to promocję książki.

Czy słuchanie rad na temat swojego pisania to dobry pomysł (na przykład: jeśli ktoś doradziłby, żebyś używał mniej przymiotników, próbowałbyś się do tego zastosować)?

Pomimo - powszechnej zapewne u debiutantów - wrażliwości na komentarze i opinie czytelników, staram się wnikliwie analizować konstruktywne opinie czy rady. Do tej pory nie spotkałem się jednak z negatywnym odbiorem mojej powieści, raczej wskazywano mi detale czy elementy, które mogły zostać ujęte w nieco odmienny sposób. Przy pozytywnym odbiorze powieści na pewno łatwiej jest takie uwagi przyjąć. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że w literaturze znaczną rolę odgrywają osobiste preferencje czytelników, powiązane z ich wrażliwością, ekspresją oraz sposobem postrzegania świata. Takie spojrzenie na gusta czytelników - jak na swoiste kubki smakowe - pozwala nabrać dystansu i bardziej powściągliwie spojrzeć na niektóre uwagi. A odpowiadając na szczegółowe pytanie, stwierdzę, że posłuchałbym rady w kwestii ograniczenia liczby przymiotników, o ile sam uznałbym to za właściwe.

Nawiązując do poprzedniego pytania - czytasz recenzje swojej książki i pytasz ludzi, czy im się podobała?

Tak, czytam i pytam. Do tej pory ukazały się cztery recenzje mojej powieści, wszystkie pozytywne, więc jest mi łatwiej czekać na kolejną recenzję i pytać czytelników o opinię. Zdaje sobie jednak sprawę, że w pewnym momencie mogą pojawić się negatywne oceny, gdyż w literaturze istnieje spora przestrzeń subiektywnych wrażeń, odczuć i emocji, nie wspominając o kwestiach światopoglądowych. Mam przy tym świadomość pracy włożonej najpierw w nabycie wiedzy o literaturze (może niektórych to zaskoczy, ale czytam głównie klasykę), a następnie w proces wymyślania fabuły i tworzenia tekstu. Żywię nadzieję, że poczucie dobrze wykonanej pracy wynikającej z pasji oraz miłości do literatury pozwoli mi właściwie orientować się w zróżnicowanym świecie literackiej i czytelniczej społeczności.

Porównanie "Nieskończonej Przestrzeni Snu" z jakim innym tytułem byłoby najbardziej satysfakcjonujące z perspektywy jej autora?

Przyznam szczerze, że nie wiem, z jaką powieścią mógłbym porównać mój debiutancki utwór. Mimo że w "Nieskończonej Przestrzeni Snu" znajdują się odniesienia do innych obrazów literackich - wymienię tu np. "Fikcje" Borgesa, "Imię róży" Eco, czy "Kiedy umieram" Faulknera - to są to jednak epizodyczne aluzje pozostające w nurcie dialogu książek. Moja koleżanka porównała "Nieskończoną Przestrzeń Snu" do "Draculi" Stokera z uwagi na kreację fabuły poprzez uwikłanie młodej i zagubionej postaci kobiecej w sytuację zagrożenia złem i otoczenia jej przez postaci męskie. Myślę, że takie porównanie może być wcale trafne. Moim literackim marzeniem pozostaje natomiast zbliżenie się do kreacyjnego poziomu Philipa Dicka.

*

"Nieskończona Przestrzeń Snu" - Jan Drożdż

Jeśli jeszcze nie słyszeliście o "Nieskończonej Przestrzeni Snu", powinniście wiedzieć, że jest to powieść z elementami fantastyki i motywem drogi na pierwszym planie. Jej główna bohaterka, Nina Skowrońska, podróżuje w świecie snu, stykając się z całym złem świata i próbując pomóc Strażnikowi. 

Książka jest świetna pod względem fabularnym - przedstawiony w niej świat snów jest wielopoziomowy, bardzo złożony, a jego zbudowanie i połączenie w całość wymagało sporej wyobraźni. Zwłaszcza od momentu, w którym Nina zaczyna swoją podróż po Nieskończonej Przestrzeni Snu, akcja nabiera tempa, a powieść staje się bardzo wciągająca. Początkowo jednak trochę ciężko było mi się w niej odnaleźć, bo naukowy język moim zdaniem nie do końca pasował do treści wyjętej z lekkiej fantastyki pod tytułem: "Dziewczyna z dużym talentem ratuje świat", dlatego tym, którzy zabiorą się za jej czytanie i po kilku stronach stwierdzą, że to jednak nie dla nich, radziłabym danie tej książce szansy, bo naprawdę warto ją poznać.

4 komentarze:

  1. Super wywiad! Sama chciałabym wydać swoją książkę i z pierwszym punktem już się zetknęłam - brak odpowiedzi, spychanie ze względu na plan. Jednak dla mnie największym koszmarem jest współfinansowanie: piękna i kusząca opcja, na którą niestety mnie nie stać :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy wywiad. Przeczytałam z wielką ciekawością. Czytałam książkę P. Jana i pozytywnie ją oceniłam. Teraz czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka zapowiada się interesująco. Sam tytuł już mnie zaintrygował - podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wywiad. Książki nie znam, ale na pewno się nią zainteresuję.

    OdpowiedzUsuń