piątek, 27 marca 2015

Jak kino opowiada o teatrze?

Do tej pory nie miałam szczęścia do teatru. Trafiałam na niezłe komedie i przeciętne dramaty, a to trochę za mało, żeby dać się przekonać, że jest to coś zupełnie niesamowitego. Jeśli macie podobne podejście (albo podobny brak szczęścia), być może też lubicie od czasu do czasu spojrzeć na teatr oczami innych ludzi - tych, którzy w każdym przedstawieniu widzą jakąś magię - i spróbować zobaczyć w nim coś więcej. 

Jako że 27. marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Teatru, właśnie dzisiaj podrzucam wam krótki przegląd filmów, które o teatrze opowiadają z bardzo różnych perspektyw.

"Jutro premiera", reż. Janusz Morgenstern - kadr z filmu

"Jutro premiera"

Satyra opowiadająca o tym, z iloma problemami trzeba się zmierzyć, żeby sztukę w ogóle zrealizować. Komplikacja numer jeden: jej autor jeszcze żyje i nie jest nim reżyser ("Nie lubię kiedy autor żyje. Szekspir czy Molier przynajmniej nie wtrącają się do prób"). Oczywiście trzeba też liczyć się z tym, że aktorzy mogą mieć swój własny pomysł na sztukę, a oprócz tego życie prywatne, które jeszcze bardziej zagmatwa całą sprawę. Ale nie ma sensu martwić się na zapas! W końcu: "W teatrze wszystko można. Jedno co nie można to zagrać książki telefonicznej - za duża obsada".

Rewelacyjny polski film w reżyserii Janusza Morgensterna z 1962 roku, zrekonstruowany cyfrowo i dostępny (bezpłatnie i legalnie) na kanale youtube prowadzonym przez Studio Filmowe KADR.

"Garderobiany", reż. Peter Yates - kadr z filmu (źródło)

"Garderobiany"

Tutaj zupełnie inny klimat. Dramat ze sztukami Szekspira i II Wojną Światową w tle. Podupadający na zdrowiu aktor mierzy się z rolą Króla Leara. Czuwa nad nim garderobiany, który próbuje doprowadzić mistrza do porządku. 

"Garderobiany" to nie jedyny tytuł, który porusza wątek działalności teatru w czasie wojny - próby przezwyciężenia chaosu, triumfu cywilizacji nad bezsensem i śmiercią. Pojawia się on również w opowiadającym historię litewskiego getta filmie Audriusa Juzenasa, "Getto".

"Wenus w futrze", reż. Roman Polański - kadr z filmu (źródło)

"Wenus w futrze"

O "Wenus w futrze" mowa dzisiaj nie tylko dlatego, że film powstał na podstawie sztuki teatralnej (która z kolei powstała na podstawie książki ;)). Cała jego fabuła rozgrywa się na scenie pomiędzy dwójką bohaterów. On jest reżyserem, ona kandydatką do roli głównej bohaterki. Na plakacie znalazł się dopisek: "Pięćdziesiąt twarzy kobiety...", co sugeruje mniej więcej tematykę, chociaż trudno mówić o większych podobieństwach pomiędzy filmem Polańskiego, a książką E.L. James.

"Birdman", reż. Alejandro Gonzalez Inarritu - kadr z filmu (źródło)

"Birdman"

Trudno byłoby pominąć przy tej okazji tegorocznego zdobywcę Oskara za najlepszy film, czyli "Birdmana". Jeśli ktoś jeszcze nie kojarzy, w czym rzecz, opowiada on historię tak zwanego aktora jednej roli, czyli człowieka, który zyskał ogromną popularność grając superbohatera i nie zdołał przebić się do świadomości widzów z niczym innym. Po latach wraca na scenę i próbuje stworzyć coś wielkiego. 

"Pokochajmy się", reż. George Cukor

"Pokochajmy się"

Piątkę "teatralnych" tytułów mógłby zamknąć "Zakochany Szekspir" albo choćby "Anna Karenina", chociaż w tej ostatniej motyw sceny jest wykorzystywany sporadycznie i służy raczej uatrakcyjnieniu całości niż czemuś innemu. Warto jednak odkurzyć też tytuł trochę zapomniany, z Marilyn Monroe w roli głównej, "Pokochajmy się". Jest to lekka komedia, w której bardzo bogaty człowiek dowiaduje się, że powstaje sztuka parodiująca między innymi niego i zatrudnia się incognito w roli aktora grającego samego siebie. Tak, tak, wszyscy wiemy, jak to się skończy.

*

To tylko kilka przykładów, ale już one idealnie pokazują, w jak różny sposób można patrzeć na teatr - nawet jeśli samemu jeszcze nie do końca się go rozumie.

PS. Nie sądziłam, że na Magnoliach kiedykolwiek pojawi się tekst, w którym aż trzy razy zostanie wspomniane nazwisko Szekspira (o, teraz już cztery)... :)

8 komentarzy:

  1. Oj ten film jest jednym z tych trochę mniej znanych z Marilyn, a moim zdaniem lepszych, uwielbiam go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, sama prawie o nim zapomniałam, przypomniał mi się dopiero kiedy przeglądałam filmy do tego wpisu. Teraz nawet mam ochotę jeszcze raz go dorwać :))

      Usuń
  2. Nawet nie sądziłam, że w tylu fajnych filmach była "teatralna wzmianka" Fajne zestawienie. co do samego teatru, chyba miałam więcej szczęścia, bo częściej udawało mi się trafić na co, co robiło na mnie naprawdę duże wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, gdyby się wgłębić w temat, pewnie znalazłoby się ich dużo więcej - ciekawa sprawa ;) O, bardzo zazdroszczę, ale nie mam zamiaru się poddawać. Może kiedyś jednak trafię na sztukę, która zwali mnie z nóg :)

      Usuń
  3. Zestaw bardzo obiecujący. Sama znam tylko "Birdmana", ale chętnie to zmienię. Morgenstern mnie kupił tekstem "W teatrze wszystko można. Jedno co nie można to zagrać książki telefonicznej - za duża obsada". :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten film jest naszpikowany świetnymi tekstami - choćby dla nich warto obejrzeć :D

      Usuń
  4. Trafiłam sobie przypadkowym kliknięciem od Pyzy Wędrowniczki i tak podczytuję różne wpisy, aż trafiłam na ten jakoś bardzo mi bliski, bo uwielbiam filmy w których ważną rolę odgrywa teatr (a z kolei moją ulubioną sztuką teatralną jest "Księżyc i magnolie", czyli tu odwrotnie, mamy film w sztuce teatralnej ;)).

    Jeśli mogę coś swojego polecić, to "Anonimusa" - film budzi skrajne emocje, ja osobiście go uwielbiam właśnie za tę pasję, z jaką pokazuje ludzi walczących o wystawienie swojej sztuki na scenie no i zupełnie inne podejście do roli aktora i dramatopisarza niż dzisiaj ;)

    Poza tym "Marzyciel", który ma swoje wady, ale chyba najpiękniej pokazuje takie dziecięce podejście do teatru, które pozwala uwierzyć, że postaci na scenie naprawdę latają, a kiedy klaśnie się w ręce, to wróżka ożyje.

    Z filmów, których nie lubię ciekawy zamysł ma "Anna Karenina", w której filmowe wydarzenia rozgrywają się na teatralnej scenie, a całość jest ekranizacją książki. Znudziłam się koszmarnie, ale sama forma ciekawa.

    Z tych, o których piszesz, byłam zachwycona "Birdmanem". Ile o tym filmie można dyskutować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Księżyc i magnolie" bardzo chciałam zobaczyć (nie ukrywam że między innymi ze względu na zbieżność z nazwą blogu ;)), ale niestety do tej pory mi się to nie udało :( O Anonimusie jeszcze nie słyszałam, ale zapisuję do obejrzenia, a w Annie Kareninie też bardzo podobał mi się pomysł na wplecenie teatralnych elementów, chociaż film rzeczywiście taki sobie. Pozdrawiam :>

      Usuń