czwartek, 5 marca 2015

Jak przekonać innych do czytania?

(autor zdjęciaPaul Proshin)

Po napisaniu tysięcy wypracowań na lekcjach języka polskiego w stylu: "Dlaczego warto czytać?" albo: "Co jest lepsze - książki czy filmy i dlaczego to pierwsze?" (na maturze, z racji że opowiadałam o ekranizacjach, dostałam nawet pytanie, czy jak książka trafia na ekran to znaczy, że już nie trzeba jej czytać, zupełnie jakby kino i literatura o coś ze sobą rywalizowały) powinniśmy już być właściwie ekspertami od przekonywania świata, że czytanie jest fajne. Tylko że te wszystkie argumenty pod tytułem: "Czytanie rozwija wyobraźnię" nudzą nawet tych, którzy czytać lubią, nie mówiąc już o całej reszcie. 

Zostawiając to wszystko na boku i przyglądając się temu, co aktualnie przyciąga do księgarń i bibliotek najwięcej ludzi, można stworzyć listę sposobów na promowanie czytelnictwa, która niekoniecznie musi się wszystkim podobać:

Ekranizowanie książek - magia kina daje literaturze drugie, a czasami nawet (gdy chodzi o książki bardzo niszowe) pierwsze życie. Przypadków powieści, którymi zainteresowano się dopiero po premierze ich ekranizacji, jest całe mnóstwo, zwłaszcza że często film znacznie przebija swoją popularnością pierwowzór, trafia do większej grupy odbiorców (na przykład Psychoza albo Śniadanie u Tiffany'ego).

Promowanie książek kontrowersyjnych - prawdziwe rekordy czytelnicze biją tytuły kontrowersyjne. Niby wszyscy wiedzą, że coś jest naiwne, niskich lotów albo krytykuje aktualny stan rzeczy czy też obraża daną grupę społeczną, ale to tylko przyciąga uwagę. Może lubimy wiedzieć, o co tyle szumu? Albo od czasu do czasu wszyscy chcemy coś skrytykować? A może tak naprawdę lubimy ten typ literackich "zaczepek"? Tak czy inaczej, Zmierzch, Grey albo Kod Leonarda w ostatnich latach zawstydzały liczbą sprzedawanych egzemplarzy największych klasyków.

Wydawanie książek, które nie są książkami - ostatnio jednym z najlepiej sprzedających się tytułów jest "To nie jest książka" i jej  kontynuacja. Tak sobie myślę, że gdybym była wydawcą i ktoś przyszedłby do mnie z czymś takim, wyśmiałabym go twierdząc, że nikt nie zapłaci za coś, co mógłby zrobić z pierwszym lepszym zeszytem albo gazetą. Sukces tego tytułu jest więc dla mnie zagadką, chociaż ci, którzy sięgają po tę nie-książkę, najczęściej świetnie się bawią :)


Nakłanianie kogoś znanego do napisania książki - kiedy za pisanie biorą się aktorzy, piosenkarze, przedsiębiorcy czy blogerzy, książka automatycznie zyskuje odbiorców, o których "zwyczajny" pisarz mógłby tylko pomarzyć. Na przykład po takie "Marzenia i tajemnice" Danuty Wałęsy sięgnęła nawet moja babcia, która czyta tylko sagi skandynawskie, a i to nieszczególnie regularnie.

Wszystkie te sposoby prowadzą jednak do promowania i wydawania książek, które często lądują na raczej niskiej półce i dość szybko są zapominane. Plus kiedy myślimy o zachęcaniu innych do czytania, raczej nie mamy na myśli Greya... Dlatego dla mnie tylko jeden sposób jest naprawdę dobry.

Czytanie komuś pod nosem - zupełnie niezamierzona metoda przyciągania innych do książek. Kiedy ktoś widzi znajomą osobę w trakcie czytania, zwykle od razu zadaje pytanie: "Co czytasz?". Niesamowicie często kończy się to przeczytaniem tej przypadkiem "poleconej" książki.

...chociaż w moim przypadku zdarzają się i takie sytuacje:

- Cześć, co czytasz?
- (tu wstawiam tytuł)
- Rany, a nie czytasz czasami czegoś...
- Fajnego? Normalnego? ;)

Szkoda tylko, że tak często zastanawiamy się, jak przekonać innych do czytania, a nie myślimy o tym, dlaczego w ogóle mielibyśmy to robić (pod warunkiem że nie mówimy tutaj o dziecku, które jeszcze nie przeczytało żadnej książki). Jedni lubią czytać, inni ćwiczyć na siłowni, ale nic nie czyni pierwszych lepszymi z definicji.

21 komentarzy:

  1. Tekst idealny, zgadzam się ze wszystkim. Dobija mnie to "zachęcanie" do czytania na siłę i wszelkie akcje, które chyba nie mają żadnego wydźwięku a jedynie służą do zarabiania kasy. U mnie sposobem na "zachęcanie" jest po prostu wizyta kogokolwiek w moim pokoju. Wpada znajomy, patrzy na biblioteczkę, i pyta co bym poleciła. No i potem wynoszą mi książki z domu :D
    A, i nie mam nic przeciwko nieczytaniu, serio. Ale jako tako w świecie orientować się trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wynoszenie książek przez znajomych zawsze tak cieszy, chociaż w sumie powinno boleć - no bo hej, nawet nie wiadomo czy kiedyś do nas wrócą :D

      Usuń
    2. A to prawda, czasem się boję - szczególnie o te trudniejsze do pozyskania, ale cóż zrobić. Nie umiałabym powiedzieć: "tej Ci nie pożyczę". Więc czekam, tęsknię, ufam i liczę, że wrócą ;)

      Usuń
  2. Bardzo fajnie to ujęłaś :)
    Ja się staram nakłonić swojego faceta do czytania, który ogólnie uważa, że książki są nudne i bezsensowne. Chyba żadnej nigdy nie przeczytał. Ale widząc ile ja czytam, to się ciągle podpytuje o to, co czytam aktualnie, o to, co fajnie, to, czemu czytam itp :D I twierdzi, że w końcu coś przeczyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie z bratem do momentu kiedy udało mi się podsunąć mu książkę, która bardzo pasowała do jego zainteresowań ;) Może niektórzy potrzebują trochę więcej czasu i muszą trafić na właściwą książkę, żeby przekonać się do czytania? :>

      Usuń
  3. Och tak naprawdę ciężko jest kogoś przekonać do czytania....

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepszym sposobem na czytanie jest posiadanie w swoim otoczeniu mola książkowego - w którymś momencie druga osoba poczuje się gorzej ze swoim brakiem książki i spróbuje sięgnąć nawet po coś popularnego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobre sposoby, myślę, że zadziałałyby lepiej niż różne plakaty i tego typu "zachęty".

    Myślę, że to my, miłośnicy książek, możemy zachęcać osoby ze swojego otoczenia, chociaż często jest to trudne, bo osoby nie lubiące czytać czasem rozmowę o książkach uważają wręcz za śmieszną. Moja siostra nie dała się zachęcić nawet tym, że oferowałam jej zapłatę za każdą przeczytaną książkę. :P

    Za to moim największym sukcesem w tej kwestii jest, że zachęciłam do czytania mojego ojca. Najpierw pożyczyłam mu Wiedźmina, a później kupiłam na gwiazdkę Gwiazdozbiór Psa. Sięgnął po niego dopiero po 2 latach, z dumy pisząc mi o tym smsa, a później zapytał, czy mogę pożyczyć mu coś jeszcze... Teraz poznaje Piekarę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no i nie wiadomo czy się cieszyć, że siostra nie wyszła na materialistkę, czy martwić, że dalej nie garnie się do czytania ;))

      Usuń
  6. Bardzo motywujący i prawdziwy post :) Zgodzę się z tym, że często zakłaniamy innych do czytania, a sami nie zaglądamy do książek przez jakiś czas ;) Ja ostatnio zaniedbałam sobie czytanie i teraz postanowiłam że muszę wziąć się w garść i wszystko nadrobić! Bo czytanie naprawdę dużo uczy :D

    justsayhei.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy powinien wiedzieć co jest dla niego dobre i robić to co lubi, a ja lubię czytać i na pewno tego nie chce zmieniać, ani nikogo zmuszać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się, wszystko prawda,choć znajomym jak najbardziej warto podrzucać dobre książki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zachęcanie do czytania to bardzo trudna sprawa... Cóż, nic na siłę;) Poza tym, zgadzam się z ostatnim akapitem;)
    Swoją drogą, to ciekawe czy osoby zachęcone do czytania przez np. serię o Grey'u sięgają potem z własnej woli po książki (o podobnej lub zupełnie innej tematyce) czy też na tym kończą przygodę z literaturą. Oczywiście miałam na myśli osoby, które na co dzień w ogóle nie czytają, a po powieść sięgają właśnie ze względu na jej kontrowersyjność i temat;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, strasznie ciekawa sprawa - bo jeśli tak to nawet taki Grey robi dużo dobrego ;))

      Usuń
    2. Prowadzę stronkę o czytelnictwie na FB i spotkałam tam wiele osób, które swoją przygodę z czytelnictwem zaczęły od "Zmierzchu", a teraz czytają bardzo dużo :)

      ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com

      Usuń
  10. Przekonuje i zachęca się do czytania tylko dzieci - tak ja myślę. Z dorosłym człowiekiem nie ma nawet po co zaczynać. Jeśli nie wpojono mu miłości do literatury za dzieciaka, jeśli nie zajęła się tym rodzina i nauczyciele, to już nic się z tym nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawie ujęty temat. Szczególnie lubię ostatni punkt. Sama mam w swoim otoczeniu parę osób, które książek nie czytają. Jeszcze do niedawna reagowałam na taką sytuację ogromnym zdziwieniem,ale już nikogo nie namawiam na siłę- w końcu czytanie ma być przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bywa tak, że przyjaciółki i koleżanki, które rzadko sięgają po książkę, nie wytrzymują po moich długotrwałych zachwytach, porównywaniu wszystkiego/każdego do bohaterów/wydarzeń z uwielbianej akurat powieści, chodzeniu wszędzie z tym nieszczęsnym egzemplarzem - i po prostu zaczynają to czytać, żeby śmiać się z tych samych żartów. ;)
    Fajnie zakończyłaś: co jakiś czas widuję wpisy osób niezwykle oburzonych tym, że Polacy (jak podają statystyki) mało czytają, i uważających tych nieczytających za głupszych - nie podoba mi się to. Ciekawe, czy ludzie, którzy w wolnym czasie nałogowo wyszywają albo łowią ryby, też tak źle myślą o tych, co się nie znają na ich hobby. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co ty, nie wyszywasz? I myślisz, że ja się teraz zniżę do takiego poziomu, żeby móc z tobą porozmawiać? -.-
      ;)

      Usuń
  13. A ja sama nie wiem....http://ksiazkisaniebezpieczne.blogspot.com/2015/02/a-moze-dajmy-sobie-spokoj.html

    OdpowiedzUsuń
  14. moim zdaniem 'to nie jest książka' jest najgorszym pomysłem tego roku. ksiażki powinno się czytać- szanować, a nie niszczyć!
    http://okiem-ksiazkoholiczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń