niedziela, 14 grudnia 2014

(źródło zdjęcia)

Zbliżają się święta i z tej okazji tu i tam pojawiają się listy z pomysłami na prezenty. Co najdziwniejsze, na większości z nich można znaleźć przynajmniej jedną książkę, a gdzieniegdzie okazuje się nawet, że coś do czytania to jedyny właściwy wybór pod choinkę dla najbliższych. A przecież książki to wcale nie jest najlepszy pomysł na świąteczny prezent. 

Niby dlaczego nie? 

Bo w tym kraju nikt nie czyta

Jakby ktoś jeszcze nie zauważył to czytanie jest już niemodne.

I w ogóle nikt tego nie robi.

A książki kurzą się bezsensu na półkach i trzeba je odkurzać. 

Bo książka to pomysł na prezent gdy brakuje pomysłu na prezent

Tak jak kubek na przykład, czyli nic za bardzo osobistego. Nie trzeba się wcale wysilić, żeby wybrać dla kogoś książkę. Kobieta = obyczajówka, facet to pewnie kryminał, a dla dziecka kolorowo albo klasycznie (powiedzmy Mikołajek) i sprawa załatwiona. A jak się nie podoba to pretensje do autora.

Bo prezent dobiera się do człowieka, a nie człowieka do prezentu

Tym razem zupełnie na serio. Bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę przekonywania całego świata do swojej pasji. Pewnie każdy z nas zna ten typ: miłośnik ćwiczenia na siłowni pouczający innych w kwestiach zdrowego odżywiania? Jasne, w słusznej sprawie i z chęcią pomocy, ale mimo wszystko próbuje dopasować innych do siebie, nawet jeśli oni tego nie chcą. Podobnie to wygląda u kogoś, kto całej rodzinie przy każdej okazji kupuje książki - nawet tacie, który od dobrych kilku lat nie miał żadnego tekstu (który nie został wydrukowany w gazecie) w rękach. 

Bo łatwiej trafić wygraną w lotku niż w czytelniczy gust innej osoby

Po pierwsze nikt nie zna twojego czytelniczego gustu tak dobrze jak ty, a ile razy postawiłeś na książkę, która okazała się słaba? A skoro tak, dlaczego myślisz, że potrafisz wybrać coś, co spodoba się komuś innemu? 

Po drugie każdy lubiący czytać ma listę tytułów do przeczytania dłuższą niż listy do mikołaja z dzieciństwa i dokładanie tam jeszcze jakiś pozycji jest co najmniej okrutne (chyba że kupujemy coś z listy, to już zupełnie inna historia...).

Bo wchodzenie do księgarń może wywołać depresję

Może trudno to zauważyć na co dzień, ale kiedy wchodzi się do drugiej, piątej i dziesiątej księgarni w ciągu jednego dnia i za każdym razem znajduje się kilka nowych tytułów do przeczytania plus przypomina się sobie o którymś z tych już od dawna czekających w kolejce, w pewnym momencie do człowieka dociera coś bardzo smutnego: że nawet jeśli będzie czytał bez przerwy (co jest jeszcze bardziej bezsensu niż nieczytanie w ogóle), nigdy tego wszystkiego nie ogarnie.

*

Jeśli ktoś jeszcze się nie domyślił to ten wpis nie jest zbyt poważny (chociaż trzy ostatnie punkty mają w sobie całkiem sporo prawdy, przynajmniej tak z mojego doświadczenia), do tego jeszcze powstał po trzygodzinnych zakupach w księgarniach, ale o tym może lepiej nie wspomnę, bo cała teza się rozsypie. 

PS. Dzisiejszy post jest w całości dedykowany B., która postanowiła dać mi motywacyjnego kopa z tej okazji, że Magnolie poszły ostatnio trochę w odstawkę. Jeszcze nie wiem tak do końca co z nimi zrobię, ale dam znać jak już się dowiem ;)

26 komentarzy:

  1. Ja bym radził je podlewać. Regularnie. Bo uschną. Choćby moczem. Ale róbta, co chceta, w końcu to Twoja doniczka. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy wiedzą, że ja jestem w stanie ususzyć każdego kwiatka - chyba powinnam była bardziej przemyśleć tę nazwę ;))

      Usuń
    2. Ale ta nazwa do Ciebie pasuje. Gdybyś ją teraz zmieniła to przestałabym do Ciebie zaglądać. :) Poza tym, paradoksów w życiu jest sporo, także i magnolia u osoby, która suszy każde kwiatki, może być ;)

      Usuń
    3. Na zmianę nie ma już chyba szans - internety muszą wiedzieć, ze magnolie też mogą być kulturalne ;))

      Usuń
  2. Według mnie zabrakło jednego punktu - bo możemy kupić książkę, którą osoba obdarowana już czytała/posiada. To jest według mnie najgorsza wtopa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, trochę kiepsko jest dostać dwa razy taką samą książkę, chociaż zdarzyło mi się to raz i akurat wtedy odebrałam to bardzo pozytywnie, bo to znaczyło, że ktoś jednak słucha jak marudzę o tym jakich książek nie mam :D

      Usuń
    2. Tak, to pierwsze, co mi przyszło na myśl - że obdarowana osoba może już mieć daną książkę... Z tego powodu zwykle zastrzegam wszystkim przed urodzinami czy świętami, żeby nie kupowali mi książek, bo jest duża szansa, że już ją mam/czytałam/nie chcę czytać, bo doskonale wiem, co mnie interesuje, a co nie. Jedynie moja siostra orientuje się w moim czytelnictwie i wie, co może dla mnie wybrać.

      Usuń
  3. Oj, bo książki to zuo po prostu ;) :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie dlatego nikt ich nie czyta! :D

      Usuń
  4. Książka jest dobrym prezentem dla osoby, która czytać uwielbia i posiada takową listę. Dla innych niekoniecznie. To tak, jakbym kupiła hantle osobie, która nie lubi ćwiczyć lub nie może tego robić. Bez sensu. Czasem wolę kupić drobiazg, ale wiem, że ucieszy obdarowaną osobę i/lub się jej przyda, niż coś, co będzie ładnie wyglądać (bądź modnie), ale niekoniecznie do niej pasuje. Ja tylko swojemu M. kupuję książki, bo mam listę, które pozycje chce mieć. I do tego zawsze jakiś osobisty drobiazg, w końcu nie tylko książkami człowiek żyje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli o mnie chodzi to tak właśnie wygląda idealne podejście do sprawy ;>

      Usuń
  5. Zawsze robiłam wszystko na przekór! W tym roku znowu pragnę moich bliskich unieszczęśliwić książką. Może mi wybaczą, jeśli mnie mocno kochają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też robię sobie na przekór i kupiłam kilka książek na prezenty, więc przybij piątkę ;))

      Usuń
  6. Bo książka to pomysł na prezent gdy brakuje pomysłu na prezent coś w tym jest. W ogóle fajny post taki nie do końca na serio. Ja jak kupuje komuś książkę zawsze przedtem robię taki mały wywiad co kto lubi żeby trafić ( oczywiście dyskretnie). Kiedy mi ma ktoś kupić to mu/ jej podpowiadam sama/ zna mój gust czytelniczy.
    Ps Nie na temat, ale szkoda że zrezygnowałaś z projektu " Rozmawiajmy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpytywanie kogoś to chyba najlepsza strategia, w końcu nie kupujemy prezentu sobie tylko tej osobie ;)

      Usuń
  7. Zauważyłam , że ostatni rzadko piszesz ja również. Mnie pochłaniają studia, a Ciebie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też studia plus praca, pisanie i filozoficzne rozważania nad sensem życia ;))

      Usuń
    2. Czyli całkiem podobnie.

      Usuń
  8. Nie no, bez żartów :D ksiązka to najlepszy prezent! Nawet jak dostaję drugi raz tą samą, to zawsze mogę się wymienić/sprzedać i zdobyć nową, której poszukuję. No nawet sobie nie żartuj! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tylko sobie wszystkich podpuszczam, ale cii, nie wydaj mnie ;)) Bo to chyba oczywiste, że książka jest genialnym prezentem :>

      Usuń
  9. Czytającym kupuję książkę. Zawsze. Uprzednio wybadawszy czego też dana duszyczka potrzebuje. Sama w odpowiednim czasie informuję cały świat (a przynajmniej męża), co też bym chciała znaleźć pod choinką czy dostać z okazji urodzin. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. No właśnie! Co to za znikanie! Przez chwilę myślałam, że to może u mnie się linki popsuły :P

    A co do postu, masz rację. Niby to nie miało być na poważnie ale wg mnie książkę pod choinkę można kupić tylko wtedy, gdy wiemy, że:
    a) obdarowywany lubi czytać
    b) tego jeszcze nie czytał
    c) trafia to w jego gust
    A o spełnienie tych 3 wymogów ciężko. Nie mam pojęcia, co mogłabym kupić tacie (bo to właśnie ten gazetowy typ) , wiem co kupić mamie ale na allegro jej ulubione tytuły to już białe kruki, a rodzeństwo to zagadka. No a mi nikt nie kupi książki, bo oni wszyscy uważają, że mam już ich wystarczająco dużo. (Nieprawda!)
    No i jak żyć? No jak?

    OdpowiedzUsuń
  11. "Bo łatwiej trafić wygraną w lotku niż w czytelniczy gust innej osoby" - i pracuj tu człowieku w bibliotece i polecaj ludziom książki;) Muszę przyznać, że naprawdę mam z tym problem;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak wspaniale jest znaleźć kulturalny blog z duszą. Ja ostatnimi czasy mój trochę zaniedbałam ale w ostatnich dniach się odradzam. Jeśli pozwolisz to mój blog jest tu http://magnoliaplace.tumblr.com/ i bardzo Cie zapraszam.
    Też zawsze miałam to przeczucie, że im więcej czytałam, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że ilość nieprzeczytanych książek jest tak ogromna, że przed śmiercią się nie wyrobię.
    Kocham natomiast czas spędzać w księgarniach, buszować, czytać, szukać perełek.
    Ale prawdą jest że książka jest tym prezentem, który może nie zawsze być tym udanym... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nawet jeśli ktoś jest mistrzem prezentów nieudanych, jeśli się kogoś kocha, to zawsze będą cieszyć:)

    A kiedyś jeszcze w liceum, gdy wymienialiśmy się prezentami, wylosował mnie jeden chłopak. Podpytał ostrożnie, jakie książki lubię. Jak usłyszał, że fantastyka, dał mi książkę z cyklu Magic, czyli te pisane do kart, w które się gra. Których nie kolekcjonuję i których nie znam. Cóż, liczyły się intencje;)

    OdpowiedzUsuń