sobota, 18 października 2014

Jakie znaczenie ma pierwsze zdanie?

Autorzy wielkich książek bardzo często wcale nie mieli dobrych początków - i nie chodzi tu o ich literackie debiuty, ale raczej o pierwsze zdania tych dzieł, którymi zachwycają się wszyscy. Przykład spod ręki: "Był jasny, zimny dzień kwietniowy i zegary biły trzynastą". Typowy rozpraszacz uwagi, czyli opis, który spora część czytelników najchętniej ominęłaby wzrokiem. Jeśli ktoś domyślił się, że to początek "Roku 1984", zasługuje na nagrodę dla najbardziej skupionego czytelnika orwellowskich powieści, bo przecież jest to zdanie tak mało charakterystyczne, że wyrzuca się je z głowy jeszcze zanim w ogóle tam trafi. Równie niepozornie zaczyna się "Jane Eyre": "Niepodobna było tego dnia wyjść na spacer". Chociaż czytałam tę książkę cztery razy, te słowa musiałam przepisywać zerkając do tekstu i pewnie kiedy zajrzę do niej po raz piąty nadal będą nowe, bo jak zapamiętać coś tak zwyczajnego? Nie trzyma się przecież w głowie wspomnień każdego zamykania drzwi albo przechodzenia przez drogę, oczywistości szybko wyrzucamy z pamięci. 

Dlatego dobrze kiedy książka zaczyna się jakoś inaczej, chociaż tak naprawdę opowiada o tym samym co wszystkie inne. Poradził sobie z tym na przykład Kafka w "Procesie". Zamiast napisać: "Dzień był brzydki...", by po trzech akapitach przejść do sedna, on już na starcie przyciąga uwagę czytelnika: "Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany". Ten brzydki dzień byłby tylko niepotrzebnym szczegółem, a jak stwierdził Cabre: "Historia, kiedy wchodzi w szczegóły, traci epicki rozmach".


Ważność początków najprościej, bo najkrócej, opisał Arystoteles: "Well begun is half done" (w polskiej wersji funkcjonuje chyba: "Dobry początek to połowa sukcesu"). Może nie do końca chodziło mu o pisanie powieści, ale swoją rację miał. Zaintrygowanie czytelnika od pierwszych słów łatwe nie jest, ale nawet w tym przypadku trzeba się starać o zrobienie dobrego pierwszego wrażenia. Nie wiem czy zawsze, ale w "Głosach Pamano" Cabre radził sobie z tym całkiem nieźle. Weźmy na przykład początek jednego z rozdziałów: "W dniu, w którym odesłano jego imię w niepamięć, na ulicy znajdowało się bardzo mało ludzi". Pierwsza myśl po przeczytaniu tych słów? Niesamowity sposób opisania pogrzebu. Większość ludzi napisałoby po prostu, że umarł ktoś mało lubiany, a tutaj odsyłanie imienia w niepamięć - poetycko, ale bez przesady (w granicach akceptowalnych w prozie). Chwilę później okazuje się, że nie o pogrzeb chodziło, a o ceremonię zmiany nazwy ulicy, a to już kolejny plus dla tekstu, w końcu podchodzenie do tematu z innej strony i bawienie się z czytelnikiem to najlepsze, co autor może zrobić, żeby zostać zapamiętanym. 

Pod względem fabuły nie jest to powieść szczególnie wyróżniająca się na tle innych (chociaż trudno mieć do niej zbyt wiele zastrzeżeń), ale językowo warta uwagi - nie tylko ze względu na pierwsze zdania niektórych fragmentów. Cabre potrafi bawić się słowem, trudno byłoby tego nie zauważyć. 

17 komentarzy:

  1. Nie wiem czy to miała być recenzja, czy luźny post dotyczący akurat tej książki, ale.. wjechałaś mi na ambicję. Genialna forma, świetny pomysł! Chyba z piąty raz już czytam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, zawsze myślałam że to ja najczęściej czytam teksty na Magnoliach, ale tym razem mnie przebiłaś :D

      Usuń
    2. Zgadzam się, tekst niczego sobie. Jednak jest nadzieja, ze blogi czytają także inni blogerzy ;)

      Usuń
  2. Mam właśnie w planach tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że jak początek jest dobry, to chce się czytać dalej, nawet jeśli później autor spuszcza nieco z tonu. Ja sama, kiedy coś tam próbuję pisać, mam wielkie dylematy dotyczące początków. Pierwsze zdania są takie ważne. Chociaż w ogólnym rozrachunku czytelnicy oceniają całą ksiązkę. Czasami lektura nadaje się do wyrzucenia, mimo że pierwsze zdanie jest niesamowite. Tak więc moim zdaniem to ważne, ale nie najważniejsze :) ale pomysł na wpis super

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi zawsze (czy to w prozie czy w poezji) podobało się stosowanie swoistej klamry - przykuwający uwagę początek i stanowiący mocne zamknięcie koniec.

    A już odnosząc się do samych początków, mam pod ręką akurat jedną z książek A.Christie - pisarka tak zaczyna: "Mieszkanie Herkulesa Poirot było w wystroju z gruntu nowoczesne." Trudno ukryć, że wrażenie wielkiego nie robi. Dalej jest już jednak znacznie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze zdanie - niby coś niepozornego, ale to coś porównywalnego do pierwszego wrażenia, bo jeśli będzie dobre, to chcemy poznać książkę dalej, a jeśli zupełnie nie zachwyci i nie zaintryguje, to autor musi postarać się, aby w dalszej części przyciągnąć naszą uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś oglądam amerykański booktube i tam kilku blogerów się spotkało by zrobić coś w rodzaju zabawy/gry. Polegało na tym, że jedna osoba czytała początek książki, a reszta musiała zgadnąć tytuł. Okazało się to trudniejsze niż można by przypuszczać.
    Bardzo ciekawy post!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo chętnie przeczytam książkę, już od dawna mam na nią ochotę. Wygląda na wartą uwagi czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
  8. NIedawno miałam okazję przeczytać książkę. Dla mnie wybitna, właśnie ze względu na formę i język...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dodaję do listy książek do przeczytania, Twój wpis mnie zachęcił :3

    OdpowiedzUsuń
  10. To bardzo ciekawy temat, nawet na dłuższy post. Ale to też jedno z najtrudniejszych z(a)dań dla pisarza, po tym wierze, że wszystko idzie lepiej (a na pewno ku końcowi). W końcu najtrudniej jest zacząć, zresztą jak we wszystkich dziedzinach życia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja tam akurat "Niepodobna było tego dnia wyjść na spacer" lubię i od razu rozpoznaję. Niemożność wyjścia na spacer jest jednak bardziej charakterystyczna od zwykłej informacji o deszczu. Ale masz rację. Początki są ważne i lepiej nie peplać o pogodzie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Faktycznie, coś jest z tymi pierwszymi zdaniami, że czasami czytamy je, a momet później ulatują z naszego umysłu, jakbyśmy nigdy ich nie widzieli. O ile Orwella bym nie skojarzyła, o tyle pierwsze zdanie Jane już jak najbardziej (czytana wielokrotnie, więc i to zdanie mi się utrwaliło w pamięci). Kurcze, chodzi za mną ten Cabre i chodzi, a ja obecnie nie mam czasu nawet na sen, już nie mówiąc o nadrabianiu zaległości czytelniczych...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja polonistka w szkole średniej (czasy, kiedy nie było gimnazjów) uwielbiała przepytywać nas ze znajomości lektur. Nie byłoby to niczym dziwnym, gdyby nie to, że miała zwyczaj odpytywać nas z pierwszych i ostatnich zdań w książkach więc nawet te niepozorne nie mogły uciec naszej uwadze. Choć czasy licealne dawno minęły wiele z nich pamiętam, a i teraz zabierając się za jakąkolwiek książkę, nadal skupiam na uwagę na pierwszych zdaniach.

    OdpowiedzUsuń