piątek, 3 października 2014

Książka się kończy i co dalej? Książę zostaje otruty przez Kopciuszka, który przejmuje władzę w królestwie, człowiek któremu udowodniono morderstwo ucieka z więzienia i poluje na detektywa odpowiedzialnego za jego zamknięcie? A może Ania z Zielonego Wzgórza wydaje światowy bestseller i teraz biegają za nią fani, co trochę denerwuje Gilberta? To już zupełnie inna historia - mówi autor i kończy ostatni rozdział, ale czytelnik nie zawsze się na to godzi i zdarza mu się tworzyć własne ciągi dalsze. Łatwo się na nie natknąć w internecie zalanym fanfiction o Harrym Potterze i bohaterach innych młodzieżówek przede wszystkim, chociaż nie tylko. 

Od czasu do czasu takie fanfiction trafia na półki w księgarniach w postaci ciągów dalszych Dumy i uprzedzenia czy - bardziej dyskusyjnych pod względem etycznym - książek podpisywanych nazwiskami Christie czy Holmesa bazujące na ich autorytetach oraz stworzonych przez nich postaciach. 

(źródło zdjęcia)

Jest jeszcze trzecia grupa: wracając do przykładu internetowych fanfiction, zaliczają się do nich opowieści o zespołach muzycznych tworzone od zera na bazie konkretnych postaci, a w przypadku wspomnianej przed chwilą Dumy i uprzedzenia taką historią jest Dworek Longbourn, w którym rozwija się wątki trzecioplanowe, a cała rzeczywistość powstaje na bazie kilku szczegółów z oryginału. 


Tylko czy twórcy taki zabieg się "opłaca"? Podpisuje się pod czymś, co zawsze będzie uzupełnieniem oryginału, nie dziełem niezależnym, a przecież: "Ten, kto nie spodziewa się mieć miliona czytelników, nie powinien zabierać się do pisania" (Goethe), gdzie więc szukać sensu utrwalania pozycji czyjejś powieści w kanonie lektur kosztem swojej własnej? 

Specjaliści od reklamy powiedzieliby pewnie, że w zamian zagarnia się więcej ludzi do grupy potencjalnie książką zainteresowanych i chociaż mój zdrowy rozsądek raczej by to wyśmiał, trudno ukryć, że sama Dworkiem zainteresowałam się na tyle, żeby go przeczytać. Nie wiem tylko ile w tym zasługi nawiązań do Dumy i uprzedzenia, które wolę w wersji serialowej z Colinem Firth niż pisanej (ups). Trochę mi nawet ulżyło, że Jo Baker stylem austenowskiego pisania raczej nie przypomina, a gdyby nazwiska Bennetów czy Darcy'ego zamieniła na jakiekolwiek inne, książka bardziej kojarzyłaby się z Downton Abbey niż czymkolwiek innym. 

Na marketingu się nie znam, ale gdybym była dobrą znajomą jakiegokolwiek początkującego pisarza piszącego książkowe fanfiction, najpewniej doradziłabym mu odciąć się od pierwowzoru, bo własna powieść to nie początkująca firma, żeby się bawić w myślenie o franczyzie. 


Generalnie książkę można podsumować jednym zdaniem: "(...) często myślała, że gdyby Elizabeth sama prała swoje halki, z pewnością ostrożniej by się z nimi obchodziła". Emancypacja: auć.

16 komentarzy:

  1. Ja tam nie lubię fanfiction i ktokolwiek czegokolwiek by o tym nie napisał to i tak nie polubię XD

    OdpowiedzUsuń
  2. nie umiem się przekonać do fanfiction. Książka się kończy i trzeba jakoś z tym niestety żyć :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Fanfiction w większości wychodzi z Internetów i tam powinno zostać. Miałam niechlubny okres czasu, gdy przez mój czytnik przewijały się serialowe ff, ale to rozdział zamknięty i niech tak pozostanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja w sumie nie czytałam chyba żadneo fanfiction jako książka. Czasem mi się zdarzyło na jakimś blogu, ale nic ne zachwyciło mnie na tyle, żeby się aż tak tym zachwycać! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niezbyt lubię czytać fanfiction. Po prostu taka forma do mnie nie przemawia. Książka się zaczyna i kończy, jak wszystko. Taka była wizja autora. Napisał to tak, jak chciał. Tak powinniśmy to zostawić. W moim poglądzie jestem sprzeczna sama ze sobą, bo lubię czasami popuszczać wodze wyobraźni i myśleć co było dalej. Fanfiction jednak nie lubię, więc nie czytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię fanfiction, ale w sieci, nie lubię podpisywania się pod czyjąć pracą i wmawiać mi, że będzie tak samo fajnie. Bo zwykle nie jest

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie właśnie ta książka zainteresowała, jak przeczytałam (u Ciebie) że to FF "Dumy i uprzedzenia". Lubię fan ficki. Dają możliwość głębszego i ponownego skosztowania świata, który tak się pokochało, nawet jeżeli talent czy kunszt autorki chociaż w połowie nie jest tak wielki jak pisarki "oryginalnej".

    OdpowiedzUsuń
  8. Lata temu sama tworzyłam ff o Tokio Hotel (Boże, miałam chyba z trzynaście lat :D) i czytywałam inne na różnych blogach. Obecnie pozostaję przy 'rasowych' książkach ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja ten konkretny tytuł chciałabym przeczytać nie patrząc na powiązania z Dumą...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się od fan fiction w formie książkowej trzymam z daleka. Od internetowego raczej też, za wyjątkiem tego inspirowanego Jeżycjadą, bo daje mi mnóstwo radości. I w sumie za ten kryminał P.D. James będący kontynuacją "Dumy i uprzedzenia" też się chętnie zabiorę. Aczkolwiek, gdyby nie to, że cenię autorkę to raczej bym się trzymała z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ładna okładka. I tyle jestem w stanie powiedzieć na temat tej powieści;) Nie przekonuje mnie pomysł fanfiction. A raczej - przekonuje, jeśli jest to tekst publikowany gdzieś w internecie, pisany dla przyjemności, dla ćwiczenia umiejętności pisarskich, dla zabawy. Wydawanie tego rodzaju twórczości "na poważnie"? A nie lepiej wymyślić coś innego, swojego?

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja kontynuacji spod cudzego pióra raczej nie tykam, ale uważam, że na pewno jakieś fajne istnieją. Niektóre książki aż się proszą o to, by działać na wyobraźnię czytelników. Ale po tę ksiązkę nie sięgnę...

    OdpowiedzUsuń
  13. Trudno ocenić taki zabieg,bo ktoś może mieć naprawdę genialny pomysł na kontynuację,ale zawsze będzie to przecież zapoczątkowane przez kogo innego,a to nie to samo. Ja uwielbiam oryginalną "Dumę..." i jakoś ta "kontynuacja" mnie nie ciekawi. To chyba podświadomy,wrodzony krytyczny stosunek to tego typu tworzenia. Po prostu gdzieś we mnie siedzi jakaś odraza do 'zakradania' cudzych wizji. Ja bym np. nie chciała,gdybym w pocie czoła napisała książkę,a ktoś by napisał kontynuację,która stała by się popularna przez to ,że to ja ją zapoczątkowałam. Nie mniej jednak to może być fajna zabawa,zwłaszcza jesli ktoś lubi ćwiczyć swoje umiejętności pisarskie i ciekawy temat do sieci ale raczej nie na poważną książke :D
    moje-poczytajki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja ten Dworek to w zasadzie bym przeczytała dla samego klimatu i epoki, bo fakt, że to "ciąg dalszy" Dumy jakoś niespecjalnie mnie rusza. Ale czasami rzeczywiście pewne oryginały powinno się zostawić w spokoju i nie pisać kontynuacji na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie nie istnieje. Może kiedyś zmienię zdanie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Raczej omijam fanfiction szerokim łukiem ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń