wtorek, 23 września 2014

Literatura dla zachwytów czy idei?


John Singer Sargent - On the Steps of the Salute (źródło).

Z książkami jest trochę jak z obrazami - są takie, które mają zachwycać techniką wykonania, kolorami, uchwyconymi szczegółami, a inne uznajemy za ważne dlatego, że kryją w sobie mnóstwo znaczeń. Jedne pokazują świat lub to jak widzi go twórca, inne są komentarzem - politycznym, społecznym, kulturowym, religijnym, jakimkolwiek. Wiadomo, każde dzieło może łączyć w sobie dbałość o formę i treść jednocześnie, ale jego autor zawsze bardziej skupia się na jednym z tych elementów. 

Zawsze mi się wydawało, że jeśli w ogóle można zauważyć wśród pisarzy podział na zwolenników tego pierwszego czy drugiego to przebiega on mniej więcej między literaturą faktu a beletrystką, oczywiście z wyjątkami, ale bez szaleństw. Dlatego trochę zdziwił mnie Mariusz Szczygieł, który na spotkaniu z blogerami stwierdził, że uwagę odbiorcy przykuwa się tym jak, a nie co się mu opowiada. To jak to jest, dziennikarz, autor reportaży, nie stawia na pierwszym miejscu myśli, z którą chce dotrzeć do świata? Nie traktuje słowa pisanego jako narzędzia? Bo jeśli nie ktoś taki to czy można jeszcze w ogóle znaleźć osoby, które będą walczyć o pierwszeństwo treści książki nad jej formą w tej dyskusji trwającej od zawsze?

A może wybór wcale nie zależy od twórcy, a od czasów, w jakich przyszło mu żyć? Można tak pomyśleć czytając artykuł Orwella o tym, jak brytyjscy pisarze podchodzili do sprawy na początku XX wieku. Według niego ci z lat dwudziestych, choćby różnili się stylami czy gatunkami w których tworzyli, mieli jedną wspólną cechę: najczęściej pisali w oderwaniu od rzeczywistości toczącej się "tu i teraz". Zupełnie pomijali aktualne kwestie społeczno-polityczne - tak jakby zajmowanie się nimi nie miało nic wspólnego z literaturą. Na salonach królowało jedno hasło: "sztuka dla sztuki". Orwell przytacza nawet anegdotę o młodym człowieku, który postanowił zostać pisarzem, a kiedy ciotka zapytała go o czym będzie pisał, odpowiedział: 

"(...) dziś nie pisze się przecież o czymś, po prostu pisze się". 

Wszystko to w przeciwieństwie do tego, czym literatura była dziesięć lat później, wtedy ważny był przede wszystkim zamysł, a fabuła miała być mocno osadzona w kontekście politycznym. Skąd te dwie skrajności? 

Oczywiście powodem była i jest sytuacja na świecie - a może to jak się ją widzi? Przecież nawet dzisiaj można patrzeć z różnych perspektyw. Ci, którzy widzą wojny i rewolucje, stawiają raczej na treść, a obserwujący spokojne życie codzienne skupiają się na formie. Uznanie natomiast zdobywają ci, którym niechcący wychodzi też to, czemu poświęcają znacznie mniej uwagi. Takiemu Orwellowi na przykład się udawało. 


"Gandhi w brzuchu wieloryba" to oprócz zestawiania formy z treścią mnóstwo innych tekstów - tak naprawdę nieważne o czym, bo Orwell na każdy temat pisał tak, że czyta się to z zainteresowaniem (nawet recenzje książek ;)). Warto zerknąć na przykład na rozdział o tym, jak czytając kryminały można zaobserwować zmieniające się w czasie poczucie etyki - nie tylko u złodziei czy morderców, ale generalnie w społeczeństwie.

11 komentarzy:

  1. Gdybym miała odpowiedzieć Ci na pytanie zawarte w tytule posta... Nie dałabym rady. Nie mam zielonego pojęcia, czy mnie obchodzą zachwyty, czy idea, czy wszystko razem lub nic z tego. Kwestia do głębszego przemyślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej zdecydowanie wszystko naraz, ale to moim zdaniem potrafią tylko niektórzy ;)

      Usuń
  2. Ja uwielbiałam takie dziwne przemyślenia na polskim w liceum. Literatura nie jest od tego, chyba że pisarz wyłozy to w taki sposób, że "plebs" zrozumie. Literatura powinna być dla wszystkich. Poezja dla tych co prawdziwie czują piękno. A zachwyty i komentarze polityczne - to juz chyba nie ta broszka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to niestety w liceum ominęło, na języku polskim robiłam wszystko prócz myślenia o literaturze ;))

      Usuń
  3. Ciekawy temat. Jeśli pisarze piszą w zależności od własnego poczucia - bardziej dla treści lub formy, to tak samo odbiera to czytelnik - jeden woli książkę ze względu na dany temat, inny ze względu na formę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Bo niby wszyscy szukamy czegoś po środku, ale chyba każdy trochę przechyla się w stronę treści czy formy.

      Usuń
  4. Kłaniam się.
    Oczywiście, że na pierwszym miejscu stawiam temat i myśl, którą on niesie, ale to podstawa. To tak jakby umyć się. Ale za tym idzie forma czyli ubranie i bez niej - dla mnie - nici z mycia. Dla wielu wystarczy być umytym i już.
    Dlatego też nie mówiłem o treści a o formie. Bez formy nie ma dla mnie literatury, także literatury faktu.
    Pozdrawiam serdecznie, Mariusz Szczygieł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rozumiem, w końcu bez treści w ogóle nie można mówić o literaturze faktu, ale znowu bez formy nie ma kto tego czytać. Mimo wszystko jednak spodziewałam się, że piszący w tym gatunku twierdzą raczej, że skupiają się na tym co chcą przekazać, a to w jaki sposób to robią jest już dla nich drugorzędne - stąd małe zaskoczenie :)

      Usuń
  5. Lubię książki, które mówią o czymś , ale... są tytuły, które zachwycają mnie formą, a nie treścią. I nie mam tu specjalnego klucza. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że powinno być dla idei. Jednak coraz częściej spotyka się literaturę "produkowaną" z myślą o zachwytach. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim zdaniem książka powinna poruszać coś ważnego, a nie być jedynie błahą rozrywką. Kiedy pisarz stawia przed nami poważny temat i o zachwyty nie trudno. Z kolei, gdy publikacja ma zaspokoić jedynie nasze potrzeby, dać możliwość uśmiania się, wzruszenia itp. często zapominamy o niej dość szybko...

    OdpowiedzUsuń