wtorek, 2 września 2014

Zdjęcie: kgan.

Zazdroszczę trochę ludziom, którzy mają w sobie tę pewność, że gdyby spotkali swojego ulubionego autora i mieli okazję z nim porozmawiać, natychmiast by się z tą osobą zaprzyjaźnili - jakby inne opcje w ogóle nie istniały. A przecież nawet pomijając problemy techniczne (na przykład mówienie różnymi językami) i przypadki najmniej prawdopodobne (człowiek, który napisał arcydzieło, w prawdziwym życiu okazuje się być idiotą) zawsze istnieją szanse na to, że wspólna kawa okazałaby się jeśli nie katastrofą to co najwyżej przyjemną pogawędką (co w sumie też jest katastrofą dla kogoś oczekującego przyjaźni na całe życie). 

Co jeśli lista wspólnych tematów skończyłaby się na: "Uwielbiam wszystkie pana książki!", a przez następne pół godziny patrzylibyście na siebie przepraszającym wzrokiem? Albo twój słowotok zagłuszyłby biedaka do tego stopnia, że czułby się jak niepotrzebny rekwizyt? Albo ten ideał okazałby się zapatrzonym w siebie dupkiem doskonale wiedzącym, że dobrze pisze, ale i tak chcącym o tym słuchać bez końca? A to i tak nie byłoby chyba najgorsze, zawsze można przecież wstać i wyjść bez słowa,  a potem spróbować znaleźć sobie nowego ulubionego autora. Tylko co zrobić jeśli on naprawdę okazuje się tak inteligentny, oczytany i sympatyczny jak myślałeś, że jest?

Fragment filmu "Cienista dolina" (można go obejrzeć tutaj - od 1:42).

Już widzę takiego C. S. Lewisa siedzącego w fotelu i uśmiechającego się jakby chciał dodać otuchy swojemu rozmówcy, a na końcu języka trzymającego jakiś pocisk. Nie żeby robił to celowo, przecież nie traktuje tego spotkania jako sposobu na przekonanie cię do swoich racji za wszelką cenę, on po prostu mówi o tym w co wierzy, ale w taki sposób, że szczęka opada ci na wysokość szyi, bo niby wcześniej uważałeś jego stanowisko za bzdurę, ale kiedy słuchasz tych argumentów to brzmią one tak, że samego siebie musiałbyś uznać za idiotę gdybyś próbował się z nimi kłócić. Do tego te jego opowieści - można ich słuchać bez końca, ale od tego ma się przecież książkę, dyskusja wymaga za to wkładu z drugiej strony. I co, zepsujesz to zwykłym: "No tak, dokładnie!"?

Mądrość tego człowieka widać nawet w pojedynczych zdaniach, jemu nie trzeba całej książki by wytłumaczyć choćby to, dlaczego na świecie stworzonym przez Boga są wojny i jest cierpienie - bez żadnych banałów i niedorzeczności. Bardzo cenię C. S. Lewisa, ale wcale nie jestem pewna, czy chciałabym stanąć z nim oko w oko. Chyba trochę bym się bała.


PS. Jeśli ktoś z was jeszcze nie zna twórczości tego pana (no ale Opowieści z Narnii to chyba kojarzycie? :)), na pierwsze spotkanie polecam "Przebudzony umysł", bo to zbiór rewelacyjnych fragmentów z wielu jego książek w jednym miejscu, coś pięknego.

13 komentarzy:

  1. W pełni się z Tobą zgadzam. Po pierwsze dlatego, że raz spotkałam autora, którego bardzo cenię i po tym spotkaniu cenię go jakby mniej. Po drugie dlatego, że "no tak, dokładnie" to cała ja, w związku z czym, lepiej czytać książki z zachwytem i nie kompromitować się na żywo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po obejrzeniu i przeczytaniu "Gwiazd naszych wina" nie jestem już taka pewna, czy bym chciała :P

    Mnie już to jednak nie grozi, tak czy siak, Marquez niestety odszedł w tym roku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałam dokładnie o tym samym :D

      Usuń
    2. A ja jeszcze filmu nie widziałam (książki też nie czytałam), a nawet mój brat był na nim w kinie (dziewczyna go wyciągnęła) :O

      Usuń
    3. No właśnie niestety/stety Marqueza już nie spotkamy :( Miałam przyjemność być na spotkaniu z Vargasem Llosą, ale wydukałam tylko prośbę o autograf :P

      Usuń
  3. Właśnie wczoraj o tym myślałam, bo też oglądałam wspomniany w komentarzach film :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się zawsze zastanawiam, jakie pytanie mogłabym zadać pisarzowi i za każdym razem dochodzę do wniosku, że żadne - czytam książkę bo interesuje mnie książka, a nie autor, a życia prywatnego pisarzy jakoś nie jestem ciekawa. Dlatego wywiady z pisarzami są dla mnie średnio interesujące.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niektórych i tak bym chętnie poznała. Np. Naomi Novik lub Milenę Wójtowicz. Sympatycznie brzmią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ze spotkania ze Stephenem Kingiem pewnie nie wyszłabym cało:P Na pewno ma już dość czytelników zadających mu banalne pytania... a jestem pewna, że nie byłabym w stanie rozmawiać z nim "na poziomie". Więc, tak jak Ann RK, stwierdzam: po co się kompromitować?;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet ostatnio się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że jednak bym się nie chciała zaprzyjaźnić z moimi ukochanymi pisarzami. Po pierwsze - nie sądzę, byśmy znaleźli na tyle wspólnych tematów, by właśnie przez większość czasu nie patrzeć się na siebie przepraszającym wzrokiem albo podziwiać sposób wykończenia ścian kawiarni. Po drugie - nie jestem pewna, czy bliska znajomość z autorem nie odbiłaby się negatywnie na moich odczuciach względem jego dzieł. W końcu, w każdym utworze autor zamyka kawałek samego siebie i swojej duszy, a skoro znałabym go dobrze, to nic nowego bym nie odkryła podczas lektury jego dzieł, co jest po prostu smutne! Chyba jednak najlepszą opcją jest jednorazowe spotkanie np. podczas jakichś większych imprez czytelniczych. Parę słów, zapewnień o miłości do twórczości danego autora, uścisk, zdjęcie. Niby nic, a jednak wiele :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Interesujący post, ale zarówno przed jak i po przeczytaniu go stwierdzam, że raczej nie chciałabym poznawać swoich ulubionych pisarzy. :D Niech pozostaną w mojej wyobraźni, jako najlepsi ludzie na całym globie. Po co to zmieniać? :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Opowieści z Narnii kojarzę, ale nic innego... W sumie nawet tych nie czytałam (wydawały mi się nudne, a niech to...) tylko oglądałam (film super). Chętnie poznałabym coś dojrzalszego tego autora. Jesteś pewna, że przebudzony umysł to coś odpowiedniego dla kogoś, kto w ogóle nie zna jego twórczości, nie będzie np.... nudne?
    Co do spotkań z autorami... Masz trochę racji. Ty byś się bała stanąć oko w oko z Lewisem. A ja... Moją ulubioną pisarką jest Jodi Picoult, naprawdę ją cenię, ale jeśli już miałabym się z nią spotkać, to chyba za pięćdziesiąt lat, o ile jeszcze obie będziemy żyły, i tylko wtedy, jeśli okaże się, że możemy stanąć na w miare równym poziomie, bo i ja będę miała coś do powiedzenia ;)

    OdpowiedzUsuń