wtorek, 26 sierpnia 2014

Procesowa pocztówka znaleziona w Galerii Plakatu.

Do urzędu idzie się jak na ścięcie, a przynajmniej takie skojarzenie zostawił nam PRL - nam to znaczy nawet tym, którzy znają go jedynie z opowieści rodziców podpadających pod science fiction. Nie chodzi wcale o to, żeby taka wizyta w instytucji publicznej miała się skończyć zawałem i urazem psychicznym do końca życia (chociaż są przykłady na to, że może). Zmartwieniem petenta jest raczej to, że zostanie potraktowany z góry i nic na to nie poradzi. Jeśli dodamy do tego jeszcze wieczne zapewnienia polityków, że zmniejszenie liczby urzędników jest cudownym lekiem na problemy finansów publicznych, zawód co najmniej nielubiany mamy właściwie gotowy. Cegiełka od kultury przywiązana do nogi tonącego jest już w sumie niepotrzebna, a jednak jest i swoje waży. 

Jak kultura widzi urzędnika? Najlepiej zobaczyć to na przykładzie dwójki kontrolerów z sanepidu, którzy odwiedzają bohaterów serialu "Hotel pod żyrafą i nosorożcem" (wspominam o nim chociaż właściwie nie ma co oglądać, ale właśnie tam obraz urzędnika jest chyba najbardziej karykaturalny i przedstawia wszystko to, za co się ich nie lubi). Państwo Smutni - bo oczywiście już nazwisko musi wskazywać na to, że są osobami zgorzkniałymi (kto wie, może to ma być wymówka dla ich chęci pogrążenia niewinnych obywateli chcących od państwa tylko świętego spokoju i niczego więcej?) - zjawiają się bezczelnie w środku dnia i przynoszą ze sobą żałobę. Dosłownie, bo są od stóp do głów ubrani na czarno. Twarzowo, jeśli weźmie się pod uwagę, że nie mają oni pojęcia co to uśmiech. Węszą, wtykają nos w nieswoje sprawy, na siłę chcą sprawić kłopot. Do tego są oczywiście strasznie przepisowi i kompletnie nieżyciowi. 

Smutni z serialu "Hotel pod żyrafą i nosorożcem" (cały odcinek).

Zwykle słyszy się o nich jako o tych blokujących ważną sprawę, rozdzielających rodziny, niezezwalających na sprowadzenie eksperymentalnego leku który przecież mógłby uratować komuś życie i tak dalej. W skrócie są takim zbiorowym antybohaterem prawdziwego świata. Rzadko jednak przybierają ludzkie twarze, pokazuje się tylko wpływ ich decyzji na bezbronnego bohatera. A jednak "Hotel pod żyrafą i nosorożcem" to nie jedyny przykład polskiego serialu, w którym urzędnicy nie są bohaterem nieobecnym. 

W podobny sposób zostali przedstawieni w jednym z odcinków "Świata według Kiepskich" (Ferdynand K.). Obowiązkowy czarny strój, opcjonalne ciemne okulary, dużo papierków, oskarżanie głównego bohatera nie wiadomo o co. Akurat w tym serialu można to potraktować jako przykład komizmu sytuacyjnego i wyolbrzymianie sprawy, ale przecież tak naprawdę wątek jest luźną adaptacją książki, która z założenia śmieszyć nie powinna (wręcz przeciwnie), czyli "Procesu" Kafki

Urzędnicy ze "Świata według Kiepskich" (fragment odcinka: "Ferdynand K.").

Kafka nieźle urzędnikom dołożył. Stworzył książkę, która jest obrazem tego, jak sobie ich wyobrażamy. Pewnie, można powiedzieć, że przerysowanym i nierzeczywistym, zresztą jak cała fabuła (Bo kto normalny pozwoliłby obcym ludziom zjeść swoje śniadanie wierząc im na słowo, że jest oskarżony, ale nie wiadomo o co?), ale odpowiadającym chyba ocenie wielu ludzi. Urzędnicy są w nim idiotami ("Ich pewność siebie pochodzi jedynie z głupoty"), którzy żyją w tym swoim świecie z przepisów i nic nie wiedzą o prawdziwym życiu ("(...) bezustannie dniem i nocą obracają się w ciasnym kole swoich ustaw, nie mają właściwie żadnego zrozumienia dla stosunków ludzkich...")...

Jego "Proces" to nie tylko obraz człowieka samotnego i bezsilnego. Nie opowiada on wyłącznie o naszej słabości w stosunku do czegoś, co nazywamy państwem, a co w różnych sytuacjach może mieć decydujący wpływ na nasze życie. To także historia o tym, jak my sami patrzymy na tę drugą stronę - aktualna nawet teraz, kiedy o państwie autorytarnym czyta się w książkach.

Góry formalności, straszny wygląd i jeszcze stresują człowieka... Wychodzi na to, że większy pech od natrafienia na urzędnika (choćby przypadkiem, na ulicy) to tylko bycie nim ;)

Książka, która robi w sprawie chyba najwięcej zamieszania. 

3 komentarze:

  1. Na pewno będę miał jeszcze okazję, żeby zapoznać się z książką tego pana. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne połączenie wątków z "Procesu" i sposobu przedstawienia postaci urzędnika w tych polskich serialach;) Ciekawe, czy można odnaleźć więcej takich przykładów w tego rodzaju produkcjach? Chyba oglądam za mało polskiej telewizji, bo nic nie przychodzi mi do głowy;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomijając urzędników, a skupiając się na "Procesie" dodam, że świetną musicalową adaptację zrobił Teatr Muzyczny Roma. Byłam zachwycona. Jak będziesz mieć okazję, to koniecznie się wybierz.

    ps. do zobaczenia na sobotnim spotkaniu

    OdpowiedzUsuń