piątek, 29 sierpnia 2014

Można pomyśleć, że pisanie książek stało się modne, ale to chyba wcale nie jest tak, po prostu teraz łatwiej jest cokolwiek wydać. W rzeczywistości  prawie każdy, komu wydaje się, że ma coś do powiedzenia (a tak się wydaje prawie wszystkim) w pewnym momencie wpada na genialny pomysł: wydam powieść! Albo poradnik! (Założę blog... ;)). Będą mnie czytać miliony, ludzie będą wzdychać na mój widok na ulicy i tak dalej. Ale nie wszyscy mają takie podejście. Niektórzy woleliby chyba, żeby do ich książek nikt nie zaglądał - tak to przynajmniej wygląda z perspektywy czytelnika, który na półce w księgarni obok rewelacyjnie wydanych powieści co najwyżej średniej jakości znajduje książkę może i dobrze napisaną, ale proszącą swoim wyglądem: tylko mnie nie czytajDzisiaj kilka wskazówek dla tych, którzy już napisali swoje arcydzieło i chcą, żeby mało kto chciał do niego zajrzeć:

1. Wymyśl tytuł, na widok którego ludzie będą podnosić dłonie na wysokość szyi tylko po to, żeby móc zademonstrować jak ich "ręce opadają", bo słowami tego wyrazić się nie da. Taki, który twoja babcia, najmilsza osoba na świecie, skomentuje uśmiechem, a z zakłopotaniem doda: "Hm, intrygujące". 


2. Poproś grafika o stworzenie okładki z kilkoma niepasującymi do siebie elementami - tak żeby można je było połączyć tylko jakąś niesamowicie dziwną teorią. Na przykład do tytułu zapożyczonego od Doyle'a niech dorzuci kobietę z laptopem (to akurat ma sens - w wersji serialowej Watson jest blogerem), który ma trzy klawisze - resztę pewnie zjadły smoki zza okna.


3. Wydaj książkę z założeniem, że "nie ocenia się po okładce". Nie chodzi tylko o to, żeby ta twoja była brzydka. Ważne jest też, żeby szczerze wierzyć w to, że jak ktoś chce mieć ładnie na półce to jest jakimś idiotą pochodzącym z ciemnogrodu, a nie prawdziwym czytelnikiem. Koniecznie powtarzaj to na wszystkich spotkaniach autorskich: "Ja nie jestem taki jak ci wszyscy autorzy, tfu, którzy myślą że jak walną jakiś krajobraz na okładkę to będzie super i wszyscy się będą cieszyć" (wersja niezwiązana ze stroną wizualną: "Literatura kobieca? LITERATURA? Kpina nie literatura"). Informowanie swoich czytelników o tym, że wszyscy inni są beznadziejni, jest super ważne. 

4. Dopasuj jedno do drugiego w kompletnie nielogiczny sposób - ewentualnie taki, który zapewni ci bardzo konkretną grupę odbiorców (niekoniecznie tych, na których liczysz, ale...). Pamiętaj: okładka i tytuł pod żadnym pozorem nie mogą się ze sobą łączyć, a tak w ogóle to im mniej mają wspólnego z treścią tym lepiej.


5. Pozwalaj sobie na zagrania, które robią z ciebie jędzę. Jasne, jako pisarz nie należysz do show bussinesu, a to automatycznie oznacza, że wcale nie musisz się przejmować, jak odbierają cię czytelnicy. Przykład z ostatnich dni: Magdalena Witkiewicz atakująca członków grupy facebookowej, na której ludzie dzielą się ze sobą ebookami:


Nie chodzi o to, że nie miała racji, bo właściwie dlaczego autor miałby być tym, który pracuje za darmo? Problem jednak w tym, że jej wpis niczego nie zmienia (ludzie, którzy ściągają z sieci ebooki, nadal będą to robić), a ona staje się posłańcem, któremu ucina się głowę - bo to jej książek odbiorcy tej wiadomości prawdopodobnie nie będą chcieli czytać i do niej zostały skierowane żale w związku z tym, że książki w Polsce są zbyt drogie...

Czegokolwiek byście nie robili, pamiętajcie: tytuł, okładka i wizerunek autora nie mają żadnego znaczenia. Liczy się przecież tylko treść.

21 komentarzy:

  1. Do punktu 5. warto dodać zagranie pt. "Wejdź w polemikę z autorem recenzji (i wyzwij go od idiotów)" - zawsze działa, sprzedaż rośnie niczym konie na grzędzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No masz, być blogerem i zapomnieć o czymś takim! Wstyd ;(

      Usuń
  2. Jest jeszcze druga strona medalu - tytuł i okładka są dobre, przyciągające czytelnika, za to treść woła o pomstę do nieba. Bo kto by się przejmował logiką, interpunkcją i stylem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to jest temat na kolejne narzekania - czasami aż się zastanawiam jak można tak cudownie wydawać tak nieciekawe/źle napisane książki. Wygląd powinien być przecież zachętą (tak, to jest super książka) albo ostrzeżeniem (bierzesz do ręki coś kiepskiego na własną odpowiedzialność) - ile byśmy mogli (my = czytelnicy) dzięki temu czasu zaoszczędzić! ;))

      Usuń
    2. Dokładnie - ktoś powinien wymyślić specjalne oznaczenia dla złych i dobrych książek:P Tylko co na to autorzy?;)

      Usuń
  3. bardzo mądrze napisane. :) A ta "paint'owa" okładka z punktu 2 mnie rozwaliła XD
    moje-poczytajki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, teraz mam przed oczami painta i tę farbę w kolorze tła... :D

      Usuń
  4. Czasem jak odwiedzam księgarnię i spojrzę na kilka przypadkowych książek to nie wiem czy mam śmiać się, czy raczej płakać. Wydaje mi się, że autor myśli sobie, że przez takie zagrania zaintryguje potencjalnego czytelnika i stanie się dzięki temu popularny w 5 sekund. Staje się jednak wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio mam tylko jeden komentarz w głowie gdy patrzę na takie okładki: "Grafik płakał jak projektował" (raaaany, co ten facebook robi z człowiekiem... ;)).

      Usuń
  5. Powiedziałabym, że jest widoczny trend na staranne (lub prawie) wydawanie badziewia i niezachęcające oprawy ciekawych treści - zastanawiam się, czy to drugie wynika z myślenia "przecież liczy się treść", czy też jest związane z chęcią odróżnienia się od tych ślicznych, acz pustych książek? Ja tam jestem czytelnikiem-osiołkiem, który chce i owies i siano, czyli ładnie opakowaną wartościową treść :)
    PS Muszę przyznać, że okładka z punktu 4. mi się podoba - nie umiem powiedzieć o czym jest ta książka, ale zestawienie tytułu i zdjęcia mnie urzekło :) Dziwny tytuł z punktu 1. też bardziej mnie zachęca niż zniechęca :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację - niestety, coraz więcej na rynku grafomanii...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi się spodobał Twój post. :) Co jak co, ale to okładka ma na nas zrobić pozytywne wrażenie. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajny wpis:) Odniosę się jednak tylko do ostatniego punktu, bo jeśli rzeczywiście pisarz zarabia tak mało na sprzedanym egzemplarzu to nie dziwię się frustracji. Ale rzeczywiście gniew powinien skupić się raczej na tych, którzy tyle zdzierają niż na czytelnikach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisarz zarabia od 80 groszy do 4 zł za sprzedany egzemplarz...

      Usuń
  9. "Nie chodzi tylko o to, żeby ta twoja była brzydka. Ważne jest też, żeby szczerze wierzyć w to, że jak ktoś chce mieć ładnie na półce to jest jakimś idiotą pochodzącym z ciemnogrodu, a nie prawdziwym czytelnikiem." - wygrałaś to tymi dwoma zdaniami <3
    i w ogóle, no, to jak ty to robisz, że wszystkie twoje artykuły kulturalne są takie świetne? :C

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety, widziałam jeszcze gorsze okładki, chociaż ta naprawdę "daje radę". Świetny tekst, lepiej bym tego nie ujęła :) Piątka!
    Nie bardzo czaję o co chodzi z tą Witkiewicz - ale z tego co rozumiem, to trafiła na jakąś bandę idiotów. I ostatnio coraz częściej zauważam "dzielących się pdf'ami" - co to kurde ma być?

    PS. Teraz wiem co robić, kiedy już będę pisać książkę - sama zrobię okładkę :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie potrafię zgodzić się z ostatnim punktem. Tzn. mi też zdarza się ściągnąć od czasu do czasu PDF-a jakiejś zagranicznej książki akademickiej, której dostać nie mogę w bibliotece, a sprowadzenie jej kosztowałoby kilkaset złotych, ale autorzy mają prawo walczyć o swoje prawa. Lubię, kiedy ktoś szanuje swoją pracę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszystko prawda! Niestety autorzy często zapominają o tych fundamentalnych sprawach przy wypuszczeniu książki z domowych pieleszy na potężny rynek wydawniczy. :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj tam, blog to przecież całkiem coś innego niż własna książka. Ale denerwują mnie osoby, które dzięki swojej popularności (celebryci) wydają nic nie warte książki. Oczywiście nie wszyscy...
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Kupiłabym książkę o tytule "Eating people is wrong" :). Szczerze naprawdę wolę dziwaczny tytuł niż nijaki tytuł - jak te wszystkie dwuwyrazowe epitety z kwiatami, owocami i kawiarenkami.
    Brzydkie okładki to jedno, pospolicie ładne okładki to drugie. Znowu - kwiaty, owoce, herbatka na stosie książek, buźki jakichś pań, przymglone widoczki. Co z tego, że ładne, jak jest tego cała księgarnia?
    I nie sądzę, żeby wyrażenie swojej opinii - jako autora - co do ściągania e-booków było dowodem na bycie jędzą. Tym bardziej, że w wypowiedzi tej pani nie dopatrzyłam się niczego złośliwego, krzywdzącego czy obraźliwego. Wiadomo, że użytkownikom internetu wygodnie jest nie myśleć, jak się w tej sytuacji czuje autor, ale rzeczony internet nie nakazuje twórcom siedzieć cicho i udawać, że się nie widzi. A czy jej wpis niczego nie zmienia... No nie wiem. Wywołał dyskusję, po której być może kilka osób spojrzało z nowej perspektywy na swoje działania i ich skutki. To zawsze jest dobre.

    OdpowiedzUsuń
  15. Genialne! Nic dodać, nic ująć, świetny post:) Okładka, podejście, tytuł to wszystko ma znaczenie...

    OdpowiedzUsuń