wtorek, 5 sierpnia 2014

Mężczyzna z Albanii - Magnus Montelius


Najczęściej raczej ciężko jest wyznaczyć granicę między kryminałem a thrillerem, musi być jednak jakiś powód, dla którego nie wrzucamy ich do jednego worka. Mówi się, że w kryminale najważniejsze jest dochodzenie. Mamy trupa, czasem nawet jest ich więcej, a oprócz tego detektywa (może być i samozwańczy), który słucha opowieści o życiu zamordowanego popijając herbatkę w towarzystwie jego najlepszego przyjaciela. W thrillerze chodzi raczej o akcję - tu wybuch, tam porachunki z mafią, a po drodze kilka przypadkowych śmierci. W skrócie: przestępstwa takie same, ale dzieją się na bieżąco. Mając to w głowie trudno nie zgodzić się z tym, że Christie pisała głównie kryminały, a Dana Browna powinno się kojarzyć z dreszczowcami, ale też można mieć wątpliwości, czy Mangus Montelius rzeczywiście stworzył thriller. 

Sięganie w czasie za żelazną kurtynę i zaglądanie do archiwalnych gazet raczej nie nadaje akcji zawrotnego tempa, a główny bohater częściej niż o swoje życie martwi się przecież o to, jak się wywinąć przed zjedzeniem pomidora trzymanego dla specjalnego gościa. 

Nie znaczy to wcale, że jest nudno, po prostu książce bliżej do kryminałów w starym stylu niż powieści ze zwrotami akcji co kilka stron. Ma ona też coś jeszcze, co warto wziąć pod uwagę przed czytaniem: wplątane wątki na temat polityki Szwecji, ZSRR i Albanii po II Wojnie Światowej. Bo to nie śmierć jednego z bohaterów jest tutaj najważniejsza, ale jego życie po nagłym zniknięciu, a także powody, dla których został uznany za szpiega Związku Radzieckiego (swoją drogą zabawne jest to, jak perspektywa zmienia spojrzenie na historię - my właściwie nie uczymy się w szkole o Szwecji w tamtych czasach, podczas gdy autor książki byłby skłonny nazwać Szweda, który został zwerbowany przez ZSRR, szpiegiem wszech czasów - co na to ci, którzy zarezerwowali już ten tytuł Pieńkowskiemu?) i zagadka jego albańskiej tożsamości. Taka "tragedia człowieka z rozpadającej się Europy" jak to określił dziennikarz zajmujący się sprawą. 

Nie zabrakło też i wątków, które bezsensownie ciągną się przez całą powieść chociaż kompletnie nic do niej nie wnoszą albo pojawiają się dosłownie na chwilę i zostawiają po sobie dziwne wrażenie, a sama zagadka morderstwa i jej zakończenie raczej nikogo z krzesła nie zwalą, ale już polityczno-historyczne fragmenty jak najbardziej mogą (zwłaszcza jeśli nie ma się pojęcia o zupełnej izolacji Albanii po roku 1944). Najciekawsze w "Mężczyźnie z Albanii" jest to zderzenie utopijnych przekonań młodych ludzi, którzy w komunizm wierzą z tym, jak on wyglądał w praktyce w wydaniu zarówno radzieckim, jak i albańskim. Właśnie dla tych wątków warto książkę przeczytać. I może jeszcze żeby zadać sobie pytanie: jak duży wpływ mogą mieć dziennikarze na życie bohaterów swoich artykułów?

2 komentarze:

  1. Umknęła mnie gdzieś ta książka, pierwszy raz o niej słyszę, ale jestem zaciekawiona. Głównie ze względu na pęd ludzi ku komunizmowi i ślepą wiarę w to, że wszystko w tym ustroju jest lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Typowych kryminałów nie lubię, właśnie te nużące śledztwa, przesłuchania itep, ited w ogóle mnie nie kręcą, thriller to już całkiem inna bajka, po którą chętnie sięgam. Ostatnio miałam dylemat w odróżnieniu thrillera od powieści sensacyjnej. Wątpliwości mnie dopadły przy "Synu" Nesbo, ale po wielu analizach wydedukowałam, że jest to jednak sensacja, a nie thriller.
    Do powieści Monteliusa nie mam serca, bo mnie raczej nie intrygują polityczno-historyczne fragmenty, głownie poleciałabym na tajemniczą zagadkę morderstwa, ale skoro nie robi ona wielkiego wrażenia, to nie wiem czy gra jest warta świeczki.

    OdpowiedzUsuń