środa, 20 sierpnia 2014

Zaczęło się od tego, że ktoś zacytował mądrość autorstwa nieznanego (prawdopodobnie zaczerpniętą z wszechwiedzących internetów): "Wszystko co przed "ale" nie ma znaczenia" (Wiecie, słynne zdania w stylu: "Jesteś świetnym facetem, ale do siebie nie pasujemy" i tak dalej). Grupa podzieliła się na twierdzących, że to prawda i tych, którzy nie chcieli się zgodzić. Z punktu widzenia pierwszych wstęp z pochwałą ma być głaskaniem kogoś przed uderzeniem go w brzuch, dla drugich podobne zdania mają podkreślać, że chociaż w danym momencie zwracamy uwagę na wady, generalnie doceniamy jakiś projekt, dzieło czy osobę.

A jak to jest z literaturą? Czy jeśli chcemy powiedzieć, że przeczytaliśmy coś ciekawego, musimy uparcie wymieniać zalety danej książki i udawać, że nie widzimy jej wad, chociaż te bardzo często też gdzieś tam z tyłu głowy mamy? Pomyślałam, że takie jednostronne podejście do tematu jest nie fair wobec tego, kto zastanawia się, czy przeczytać ją warto. Dlatego piszę o dobrym kryminale, ale...

No właśnie, tych "ale" mam kilka. 

Co mi przeszkadzało w trakcie czytania "Sprawy Ewy Moreno"?

  • Nie do końca przemyślane próby rozważań poetycko-filozoficznych? (Nawet nie będę udawać, że wiem jak je nazwać). Zupełnie jakby autor chciał na siłę zrobić z kryminału coś więcej niż opowieść o morderstwie - wpleść w nią rozważania o życiu. Przykład pierwszy z brzegu: bohaterowie rozmawiają o tym, czy pomaganie innym bezinteresownie ma jeszcze jakieś znaczenie. Padają słowa (o dziewczynie, która podobno w to nie wierzyła): "Zaczęła uciekać się do ironii i cynizmu, jakby to był jedyny wybór... jakby solidarność historyczna była tylko historycznym pojęciem, które zawaliło się razem z murem berlińskim...". Chwila, moment. Czy ja tu czegoś nie rozumiem, czy autor właśnie potraktował mur berliński jako symbol solidarności międzyludzkiej? 

  • "Do diabła" (ewentualnie: "do wszystkich diabłów" albo "do stu diabłów") powtarzane na każdym kroku i właściwie przez wszystkich bohaterów. Można to jeszcze jakoś wytłumaczyć w przypadku głównej bohaterki (nadużywane powiedzonko i tyle), ale gdy zwrotu zaczynają używać też inni przy różnych okazjach, robi się trochę zabawnie - można na przykład pograć w liczenie tych wszystkich diabłów. Sytuacja komplikuje się gdy czytelnik zastanawia się, ile jeszcze można ich zmieścić na stronie, a jako odpowiedź dostaje przemyślenia w stylu: "Bóg jeden wie". Na dokładkę jeszcze jedno. Co prawda pojawia się tylko raz, ale zwaliło mnie z nóg: "Jest brzydki jak grzech śmiertelny, pomyślała Moreno". Tłumaczenie dla niewierzących to chyba coś w stylu niewyobrażalnie?
  • Analizy Ewy Moreno. Ta kobieta potrafi bez końca wałkować od początku we wszystkie strony daną sprawę, zadawać ciągle te same pytania (żeby było zabawniej, połączmy to z poprzednim punktem: "Co, u diabła, stało się z M.? (...) Co, u diabła, ja tutaj robię zamiast korzystać z urlopu..."). 
  • Rozmowy o pogodzie - niby wiadomo, że w życiu codziennym też ich nadużywamy, ale to żadne usprawiedliwienie. Książka przecież, jak film, to życie, z którego wymazano plamy nudy (Hitchcock).
Nawet z tym wszystkim jednak "Sprawa Ewy Moreno" to dobry kryminał o sprawach z przeszłości poplątanych z teraźniejszymi zniknięciami i morderstwem. Taki, w którym trzeba myśleć o kilku wątkach jednocześnie i do końca nie wszystko jest jasne (chociaż akurat zakończenie mogłoby być trochę bardziej dopracowane). Książkę czyta się bardzo szybko, można się w nią nieźle wciągnąć mimo tych wszystkich "ale". Właśnie dlatego myślę, że z całą listą zastrzeżeń czy bez niej, powieść można docenić tak samo.

14 komentarzy:

  1. Nie ma ksiażki idealnej, chociaż coś "blisko ideału" na pewno się taże znajdzie :) wplatanie do kryminału rozważań filozoficznych jednak nie wychodzi na dobre, nie wiem... za dużo wszystkiego ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, znalazłoby się całkiem sporo książek blisko ideału. Chociaż uparty człowiek wszędzie znajdzie swoje "ale" :D

      Usuń
  2. Książki nie znam, ale podoba mi się Twoje spojrzenie na nią - z tym "ale", ponieważ sama tak czasami mam, że przeczytam coś z przyjemnością (i nawet uważam za dobrą książkę), ale jednocześnie dostrzegam wady. To chyba jestem w tej drugiej grupie osób - to przed "ale" traktuję raczej jako dostrzeganie różnych stron medalu niż naciągany komplement.
    Niedawno czytałam "Kolekcjonera Kości" i tam też, według mnie, autor próbował dorobić do kryminału jakaś głębię, egzystencjonalno-filozoficzne rozważania - kiepsko to wyszło. Trochę tego nie rozumiem, jakby pisarze chcieli na siłę ulepszyć kryminał?, mają jakieś kompleksy i udają, że piszą coś więcej niż kryminał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, zastanawiałam się nad tym kompleksem pisania kryminałów, bo z jednej strony dobry kryminał to książka inteligentnie napisana i wymagająca dużego skupienia, ale z drugiej znajdą się gatunki, które są stawiane półkę wyżej jako te bardziej wartościowe. Może rzeczywiście niektórzy celują w kierunku kryminalnego arcydzieła? ;>

      Usuń
  3. Czytałam niedawno tego autora inną powieść z tego samego cyklu - "Komisarz i cisza" i dokładnie te same wady się powtarzają, że mogę się zgodzić z każdym Twoim słowem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, nie jestem pewna czy wytrzymam jeszcze jedną powtórkę z "do diabła" :)) Chociaż kiedyś chętnie bym wróciła do czegoś napisanego przez tego pana.

      Usuń
  4. Mam zamiar wziąć się za książki tego autora, ale zawsze coś innego do czytania złapię : >

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to - mam niekończącą się listę książek, które "kiedyś przeczytam, jeszcze tylko uporam się z tym i tamtym" ;))

      Usuń
  5. Jaki fajny wpis! Bardzo pomysłowy, zwłaszcza początek. :) Z książkami jest tak zabawnie, że czasem to, co dla jednych jest wadą, dla innych będzie zaletą. (Długo nie mogłam zrozumieć, czemu niektórzy traktują mnogość bohaterów, zwłaszcza w cyklach fantastycznych/historycznych, jako wadę, nie, czekaj, nadal tego nie rozumiem ;). Dlatego najlepiej chyba podawać plusy i minusy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze musi być jakieś "ale" :) Dobrze, że w tej książce nie ma ich aż tyle, by zrezygnować z lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie tam "ale" nie przeszkadzają. Od tego właśnie jest recenzja, żeby podzielić się swoimi przemyśleniami i książka musiałaby być wybitna, żeby nie było w niej żadnych zastrzeżeń, a rzadko się takie zdarzają. Twórczości Nessera nie znam, raz mam większą a raz mniejszą ochotę na przeczytanie jego powieści. Teraz znów mam większą, zobaczymy czy się utrzyma do następnych zakupów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Te "diabły" mnie jednak skutecznie odstraszają. Nie lubię takich natarczywych powtórzeń w książkach, tylko niepotrzebnie mnie irytują :D

    OdpowiedzUsuń
  9. oo chce ją !


    sniadanielejdis.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Poprawiłaś mi humor tym wpisem;) (szczególnie rozważaniami na temat rozważań;)
    Masz rację, w recenzji trzeba wymienić wszystkie "ale", o których pomyśleliśmy w czasie lektury. Tak, żeby nie przedstawić czytelnikowi fałszywego obrazu jakiejś książki.
    W przypadku tej powieści "odstrasza" mnie już samo nazwisko autora - pisze dobre, ale jednak zbyt przeciętne (jak dla mnie) kryminały. A ja szukam czegoś lepszego.

    OdpowiedzUsuń