niedziela, 6 lipca 2014

Kiedy biorę do ręki książki takie jak "Drzewo migdałowe" i w trakcie ich czytania jestem zasypywana dziesiątkami niesamowicie nieszczęśliwych wątków, których natłok powoli zamienia dramatyzm w uczucie, że coś jest nie tak ("No bez przesady!"), zawsze zastanawiam się, czy ten mój sceptycyzm bierze się stąd, że cały czas myślę o tym, że mam do czynienia z fikcją, nie literaturą faktu. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę to, że tłem jest konflikt palestyńsko-izraelski, nie zwykła codzienność, w której my żyjemy, ale mimo wszystko trudno jest wyobrazić sobie dwunastoletniego chłopca, któremu w ciągu jednego dnia ginie siostra, Izraelczycy konfiskują dom, Palestyńczycy powierzają pilnowanie broni, ojciec trafia do więzienia, a potem jest już tylko gorzej.


Niesamowicie ciężko jest oceniać według jednej skali książki opowiadające właściwie o tym samym, z których jedna jest reportażem, a druga powieścią - w przypadku tej drugiej zawsze łatwiej jest mówić o braku realizmu, ale łatwiej przemilczeć na przykład brak obiektywizmu.

Wygląda na to, że Michelle Cohen Corasanti postanowiła przerobić na język literacki jedną z najsłynniejszych uwag Alfreda Hitchcocka odnośnie filmu: "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć", ale nie wzięła pod uwagę tego, że gdy mowa o rzeczywistym konflikcie dwóch narodów, realizm ma trochę większe znaczenie niż w przypadku horrorów, a zwłaszcza tych kręconych jako filmy klasy b, jak na przykład "Psychoza".

Zakładając jednak, że Ahmad naprawdę miałby szansę chodzić po świecie, teraz już jako profesor fizyki w starszym wieku, albo inaczej - traktując jego historię jako czystą fikcję jeśli ktoś woli, "Drzewo migdałowe" można czytać na dwa sposoby. Po pierwsze jako lekko (o ile to możliwe ze względu na fabułę) napisaną powieść  wreszcie po drugie jako głośny manifest. 

Wszystko w tej książce wydaje się krzyczeć o pokój i naukę wspólnego życia na ziemi, której jest za mało dla dwóch skłóconych narodów, ale nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie miało jej przybyć. Bardzo pojednawczą postawę przyjmuje zwłaszcza ojciec głównego bohatera. Jest on w oczach Ahmada uosobieniem mądrości, dlatego jego słowa są tak ważne dla zrozumienia przesłania, które ma płynąć z "Drzewa migdałowego". Mówi na przykład: "Nienawiść bierze się ze strachu i braku wiedzy. Gdyby ludzie mogli poznać tych, których nienawidzą i skupić się na tym, co ich łączy, mogliby przełamać tę wrogość".

Dla autorki to z pewnością bardzo osobista książka. Zaskakiwać może to, że opisała ona cierpienia Palestyńczyków, chociaż sama wywodzi się z żydowskiej rodziny. Tym szczerzej brzmią więc słowa wkładane przez nią w usta Baby: "Wszyscy jesteśmy tacy sami".


Początek powieści jest tym, od czego Smoleński zaczyna "Oczy zasypane piaskiem", a czemu Aleksijewicz poświęca "Ostatnich światków" - spojrzeniem na Innego (jak mawiał Kapuściński) z perspektywy dziecka, które jeszcze nie powinno czuć wrogości, a jednak ono już wie, że Żydom nie wolno ufać, bo: "Wszyscy mówią, że Izraelczycy chcą nas wykończyć".

O Izraelu pisano już mnóstwo, często znacznie lepiej, a jednak ta książka zbiera mnóstwo pozytywnych opinii. Może to całkiem niezła alternatywa dla tych, którzy chcą poczytać o konflikcie palestyńsko-izraelskim, a nie mają ochoty zaglądać na półkę z literaturą faktu?

12 komentarzy:

  1. Ja chętnie przeczytam (co najmniej!) kilka książek na temat konfliktu izraelsko-apalestyńskiego, zarówno należących do literatury faktu, jak i całkowicie fikcyjnych. ,,Drzewo migdałowe" zwróciło moją uwagę już dawni temu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się ten cytat o nienawiści. Chyba jestem mniej krytyczna, więc sądzę, że mnie się ta książka spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zaintrygowana tą książką Drzewo migdałowe - przede wszystkim dlatego, że wywołuje w czytelnikach cała masę emocji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zdecydowanie niewiele wiem na ten temat, a o "Drzewie migdałowym" rzeczywiście słyszałam dużo. I bardzo pozytywnie. Więc może to dobra alternatywa właśnie dla mnie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka już czeka na półce... Zapowiada się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam z Izraelu, widziałam młodych ludzi, patrolujących ulice. Byłam w Palestynie - przeszukiwano mnie na wypadek przemytu broni. Widziałam to wszystko, więc nie muszę czytać takich książek, ale przyznam Ci szczerze, że ten konflikt nie jest AŻ TAK tragiczny w skutkach, jak to się ukazuje. Oczywiście, każda wojna jest czymś potwornym i z tym nie zamierzam polemizować, ale potyczki izraelsko-palestyńskie są bardzo głęboko upolitycznione - na szczęście, bo gdy ludźmi kierują zwierzęce instynkty, ginie więcej ludzi. Osobiście bałam się tej podróży, ale okazało się, że tam jest lepiej, niż myślałam. Nie mówię, że dobrze, ale lepiej...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio w sieci bardzo dużo jest recenzji tej książki i wszystkie bez wyjątku są niezwykle pochlebne. Twoja jak widzę również napisana jest w pozytywnym akcencie, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak zapoznać się z ''Drzewem migdałowym'' i liczyć na to, że przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie o trochę krytycyzmu strasznie trudno, a czytałem już jedną recenzję tej powieści i przekonała mnie, że jednak tę książkę warto przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Brzmi interesująco. Rozejrzę się za nią ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, a chciałem się pokusić o tę książkę. Z tego co napisałaś wynika, że popełniłbym fatalny błąd. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzisiaj skończyłam czytać i właśnie szukałam bardziej krytycznego tekstu na jej temat niż same peany - cóż, mam wrażenie, że ludzie łykają czasami wszystko lekko jak pelikany, jeśli wiesz, o co mi chodzi. To książka na pewno dobra, dobra z plusem - ale arcydzieło? Naprawdę? Nie podobały mi się bardzo skrótowo potraktowane wątki, zbyt wielki melodramatyzm, migawkowe ujęcia...książka ma ważne przesłanie i na pewno jej wydanie było wielkim przeżyciem dla autorki, pozwala się zainteresować tematem...ale bez przesady, że to arcydzieło. Spodziewałam się po takich ocenach naprawdę czegoś genialnego - a takie "Drzewo migdałowe" nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - książka zbiera niesamowicie pozytywne opinie, ma prawie dziewięć gwiazdek na lubimyczytać, szaleństwo. Może to ta magia marketingu? ;))

      Usuń