sobota, 7 czerwca 2014

(źródło zdjęcia)

Trudno mówić o tym, dlaczego warto zorganizować/wybrać się na nocny maraton filmowy, wszystko zależy od konkretnej osoby, chociaż już teraz mówi się o tym, że jedną z kompetencji kulturowych, które pozwalają na dokonanie rozróżnienia pomiędzy klasą średnią a niższą jest umiejętność obejrzenia w całości jednego (!) filmu (nic więc dziwnego, że stacje telewizyjne nastawiają się na krótkie "historie z życia wzięte"). Jeśli zestawimy to ze statystykami mówiącymi o tym, ile osób rocznie odwiedza kino w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców (w odniesieniu do jednostki wyjdzie nam liczba jeszcze mniejsza niż ta dotycząca czytanych rocznie książekchociaż na statystyce usłyszałam, że tak nie wolno ;)), możemy dojść do wniosku, że jakiekolwiek maratony to kulturowa nisza dla fanatyków. Jak sprawdzić, czy się do nich zaliczamy i oglądanie kilku filmów pod rząd w środku nocy to coś dla nas? 

Czy to w ogóle ma sens?

Masowe oglądanie filmów może być męczące pod względem psychicznym, a nawet fizycznym. Mało tego, najczęściej dzień po takiej nocy mamy właściwie wyjęty z życia (zdecydowanie nie polecam siedzieć wtedy nad rachunkowością...). Nie lepiej byłoby po prostu obejrzeć jeden najciekawszy, pójść na pizzę i do tego się wyspać - zwłaszcza że zwykle nie wybieramy samodzielnie tego co będziemy oglądać i możemy trafić na coś, co średnio nas interesuje? No ale z drugiej strony zawsze to jakiś pomysł na wieczór ze znajomymi i chyba każdy, kto lubi kino, chociaż raz zastanawiał się nad pójściem na maraton. Jak się na niego wybrać?


Spontanicznie? Czemu nie. Robienie listy za i przeciw może nas doprowadzić donikąd, a tak naprawdę najgorsze co może się stać to to, że zaśniemy, wynudzimy się (chociaż zawsze można wyjść) albo stwierdzimy, że potrzebny nam miesięczny odpoczynek od kina (i siedzenia).

Po ogarnięciu tematu. Zdarzają się ludzie, którzy mają pretensje po obejrzeniu filmu, bo oni myśleli, że to komedia, a okazało się, że dramat (niezmiennie zadziwiają mnie ci, którzy wierzą w to, że na tej podstawie uda im się dostać zwrot pieniędzy za bilet). Trochę słabo byłoby wybrać się na noc kina akcji i narzekać na brak głębi - szkoda czasu, pieniędzy i nerwów obsługi kina. Brakiem wiedzy na tematy podstawowe też nie ma się co chwalić. Ostatnio zdarzyło mi się usłyszeć na przykład po Jacku Strongu kpiący komentarz na temat tego, że uciekający bohater i jego rodzina przejechali przez granicę do trzech różnych krajów (mój historyk z liceum dostałby zawału). No cóż, jak to mówią, czasem warto wydawać się głupim...

Najlepiej z kimś. Zawsze to fajnie móc porozmawiać o tym, czy nam się podobało, a do tego możemy mieć nadzieję, że w razie czego zostaniemy obudzeni w najciekawszym momencie. Chodzenie do kina samemu też ma wiele plusów, ale raczej nie polecałabym tej opcji na całą noc. Warto też przemyśleć kogo się ze sobą zabiera - zawsze mi szkoda tych ludzi, którzy wychodzą w połowie maratonu, bo ich drugiej połówce zaczęło się nudzić.

Zdecydowanie po przespanej nocy. Nietrudno się domyślić, że cała noc w jednym fotelu to wyzwanie dla organizmu (większe niż impreza). Bycie wyspanym to podstawa, dobrze by było też wybiegać się na zapas.

Maraton filmowy to coś, co (jeśli tylko lubi się filmy) warto chociaż raz w życiu przeżyć w dwóch wersjach: domowej i kinowej, bo to dwie zupełnie różne sprawy. Mam nadzieję że jesteście już zdecydowani, bo w drugiej części będzie o tym, jak najlepiej wybierać filmy :)

12 komentarzy:

  1. Na studiach często chodziłam na maratony filmowe, najlepiej wspominam ten z filmami Almodovara. Teraz po całym tygodniu pracy i niewyspania marzę w piątek tylko o tym by przespać pełne 8-10h, więc to opcja chyba już nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W domowym maratonie nigdy nie uczestniczyłam, ale do kina parę razy się wybrałam i miło to wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wkrótce wybieram się na studia do Krakowa i mam nadzieję wybrać się tam na maraton lub dwa ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, już dawno nie miałam żadnego nocnego maratonu filmowego. Niezbyt mam z kim, ani gdzie. Choć to raczej wina tego, że mało o czymś takim myślimy. Czas zaprojektować taki pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobnie jak Agata na studiach chodziłam na maratony, teraz wolę się wyspać ;) Z tego, co pamiętam, to zachowywałam przytomność przez maksymalnie 2 filmy, a na trzecim już drzemałam sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Maratony są w porządku, ale jednak w domu. W domu można położyć się pod kocem, w piżamce, zrobić górę jedzenia, przygotować konkretne filmy. Wybrałabym się jedynie na maraton LOTR do kina (wersje reżyserskie!), na żaden inny nie, ponieważ najciekawsze filmy najczęściej wyświetlają na końcu, kiedy większość raczej nie kontaktuje z rzeczywistością :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bardzo chętnie wybrałabym się na maraton, ale przeważnie 3/4 filmów, które oferują to albo mnie nie ciekawią, albo już je widziałam... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wybiegać nie, ja po bieganiu jestem śpiąąąąącaaaa... Po bieganiu na 99% uśpiłby mnie każdy film :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Maraton w wersji kinowej zdecydowanie lepszy, tylko zawsze jest problem z tym, że minimum jeden z prezentowanych filmów już widziałam. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam nocne maratony horrorów w halloween. Dla mnie i moich znajomych to już tradycja
    :) Te domowe maratony też bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo miło wspominam maraton grozy mimo, że aż takiej grozy tam nie było;) ale atmosfera na sali była super i chętnie wybiorę się ponownie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Good day! Would you mind if I share your blog with
    my twitter group? There's a lot of folks that I think would really appreciate your content.
    Please let me know. Cheers

    My web site :: where to buy pure garcinia cambogia extract

    OdpowiedzUsuń