wtorek, 15 kwietnia 2014


>> Wpis w ramach Projektu Samorozwój.

Jeszcze jakiś czas temu wyobrażałam sobie, że pisanie książek zaczyna się od siadania za biurkiem na wygodnym krześle, z którego ma się niesamowity widok na łąkę albo jezioro jak z obrazka - trochę tak, jak to wyglądało u grającego pisarza Colina Firth w "To właśnie miłość". Potem oczywiście godziny pisania piórem, które jakimś cudem się nie rozmazuje (niespełnione marzenie leworęcznego), bez kontaktu z rzeczywistością, z przerwami na kawę (bo kto by pamiętał o jedzeniu, kiedy tworzy się SZTUKA?).


To podejście musiałam zmienić kilka lat temu, kiedy przypadkiem trafiłam na wypowiedź Agaty Christie: "Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie". Kto jak kto, ale akurat ona napisała tyle książek, że naprawdę wie o czym mówi, kiedy opowiada o szukaniu pomysłów. Może więc to naprawdę jest tak, że najbardziej twórczo myślimy przy wykonywaniu codziennych, rutynowych czynności? Nie kiedy czytamy książki napisane przez mądrych ludzi, nie w trakcie oglądania inspirującego wystąpienia, nie gdy siedzimy przed pustą kartką papieru i próbujemy znieść jajko, ale raczej sprzątając, myjąc zęby i - no właśnie - chodząc.

O tym, że chodzenie jest całkiem fajne, wiedzieli już Beatlesi, którzy w 1969 roku wydali płytę "Abbey Road", wpisując tym samym na całe dekady swoje przejście po pasach w świadomość fanów i tych próbujących zrozumieć fenomen zespołu. Wiedziałam o tym też ja, która uzależnienie od spacerów wykorzystuję jako wymówkę przed chodzeniem na siłownię i fitnessem, czyli zajęciami podbijającymi ostatnio cały świat.


Wiedzieli też inni i właśnie to spróbował udowodnić Marcin Fabjański w tekście: "Mądrość mierzona krokami" opublikowanym w ostatnim (2/2014) Coachingu, który kupiłam pod wpływem mojej rosnącej słabości do prasy i nowych tytułów. Artykuł rozpoczyna ciekawe stwierdzenie, że może cała zachodnia kultura, oparta na programie poznawczym Arystotelesa, wzięła się z serii krótkich spacerów. Autor wymienia też kilku wielkich w ruchu - od Rousseau, przez Kanta, po Kierkegaarda (ten ostatni podobno mawiał, że jego książki powstawały dwa razy - najpierw w czasie chodzenia, potem przy spisywaniu wcześniejszych myśli). Gombrowicz też wspominał o spacerach: "Wszelkie kategorie rozpadają się w proch, gdy człowiek sam dobrowolnie wydala się spod ich zasięgu na daleki i samotny spacer".

Wyjście na zewnątrz to takie otworzenie się na świat i zamknięcie w tym swoim jednocześnie. Dostajemy bodźce z zewnątrz, ale przerabiamy je w głowie na coś naszego, a chyba właśnie tak tworzy się to, co twórcze.

To co, jutro spacer? :)

18 komentarzy:

  1. Coś w tym jest, że twórcze pomysły rodzą się mimochodem, przy codziennych czynnościach - nawet nie zliczę momentów, w których dostawałam nagłego "olśnienia", czy to zmywając właśnie, czy idąc gdzieś. Ale kiedy miałam usiąść do komputera i zacząć pisać, szanse marne, że cokolwiek sensownego ze mnie wylezie. Najlepsze jednak, mimo wszystko, jest spontaniczne pisanie i tworzenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd Ty masz tyle pomysłów na posty nie recenzyjne?. Dzięki za link fajna piosenka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najchętniej codziennie chodziłabym na długie spacery. Mi w tym pomaga jeszcze muzyka.. kiedy idę słuchając muzyki w głowie rodzi mi się mnóstwo pomysłów. Kocham to!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w czasie spacerów nie myślę. Spacery są przeznaczane na wgapianie się gdziekolwiek, obserwacje i odmóżdżanie. Do myślenia najlepsze jest mycie zębów, ewentualnie branie prysznica. Odkręcam kran i od razu kreatywność wzrasta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie tylko pomysły, ale i wena przychodzą wtedy, gdy się tego najmniej spodziewam. Bardzo często mam tak, że wymyślam tematy na posty podczas sprzątania, więc się Christie nie dziwię. Nienawidzę zmywać podłóg, a tak przynajmniej umilam sobie zajęcie i nie wkurzam się na to, że ta podłoga tak długo wysycha. ;D No dobra, trochę się wkurzam, ale mniej.
    Za to najbardziej kreatywne pomysły zawsze powstają pod wpływem impulsu, inspiracji, które w większości przypadków dostarcza mi kultura. Ostatnio oglądam ,,Newsroom" i o 3 w nocy napisałam pierwsze zdanie licencjatu. Tak mnie natchnęło! ;D Po,,Gotowych na wszystko" jakoś mnie nie ciągnęło do pisania o mediach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tymi spacerami to rzeczywiście prawda ;) Na mnie podobnie działa jeszcze podróż pociągiem, gdzie oprócz książki zawsze zabieram jeszcze zeszyt i długopis, bo zawsze wpadnie mi do głowy coś, co mam ogromną ochotę przelać na papier ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, spacery nawet jeśli nie generują pomysłów samych w sobie, to na pewno przestawiają sposób myślenia. Czuję to, gdy chodzę z kundlem bez celu albo gdy wracam pieszo do domu. Mam wrażenie, że to przez ograniczoną liczbę bodźców - w końcu które środowisko dostarcza nam ich więcej, park z drzewami i ławkami, czy internet i telewizor z mnóstwem osobnych historii, mrugających obrazków, literek, głosów, kolorów i odrębnych rzeczywistości...? I gdy mózg już się wypłucze z tej całej oblepiającej wirtualnej papki, przez chwilę jest faktycznie jakby wyłączony, ale w końcu wskakuje na właściwe tory i sam zapewnia rozrywkę właścicielowi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Coś jest w tych codziennych czynnościach :) Mam znajomą, której inspiracja przychodzi nawet pod prysznicem! Wtedy notes i długopis muszą być niemal wszędzie, bo jeszcze czasem pomysł uleci :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Och. To naprawdę ciekawe! Ale w takim razie ja, siedząc na bezrobociu, powinnam wręcz tryskać genialnymi pomysłami... Może jednak zbyt mało spaceruję?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie okazja żeby to zmienić - podobno niedługo ma nas odwiedzić ładna pogoda ;)

      Usuń
  10. Ileż to Agata Christie musiała się nazmywać tych naczyń, żeby to wszystkie kryminały powymyślać. Można odnieść wrażenie, że tylko zmywała i pisała :) Nie znam konkretnej liczby książek, które napisała ale z pewnością jest bardzo duuużo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja to chyba najbardziej twórczo myślę, gdy mam doła ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak w miłości - zakochani szczęśliwie po prostu tym żyją, a zakochani nieszczęśliwie piszą wiersze ;)

      Usuń
  12. Coś w tym jest, ostatnio czytałam nawet jakiś wywiad ze Stasiukiem, który o tym wspomina. Jednak podczas spacerów mi myśli strasznie szybko uciekają, lepsza jest pora przed snem. Chyba po prostu każdy kiedy indziej ma takie "twórcze" przebłyski ;)
    A Beatlesi już szczególnie, na spacery przecież za dużo się ni nachodzili przez swych fanów ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. To chodzenie chyba wypróbuję, bo przy zmywaniu naczyń jeszcze na nic odkrywczego nie wpadłam. :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie potrafię spacerować. :( Mąż się śmieje, że powinnam chodzić na smyczy, żeby mógł mnie za nią ciągnąć i nieco spowalniać. Zawsze się śpieszę i dreptanie wolnym krokiem bez celu ogromnie mnie męczy. Chyba, że mam w rękach aparat. Wtedy mogę się pałętać. ;)

    A najlepsze pomysły wpadają mi do głowy w łazience. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. A może trzeba po prostu zapomnieć o tym, że MUSIMY coś napisać, a wtedy właśnie jak zapomnimy to samo to do nas przyjdzie? :)

    OdpowiedzUsuń