sobota, 5 kwietnia 2014

Rodzaje ludzi w kinie


Od czasu do czasu trafia się w kinie na słabszy film - czasem z przypadku, czasem celowo. Można wtedy przemęczyć seans skupiając się na jedzeniu popcornu, zasnąć, wyjść z sali, wyłapywać najdziwniejsze szczegóły na ekranie, zaplanować najbliższe pięć lat albo poobserwować, jak zachowują się inni ludzie. Jako że zdarza mi się stawiać na to ostatnie, zrobiłam listę ośmiu typów zachowań, z którymi można się zetknąć zadziwiająco często. 

Ci, którzy idą na film, bo jest nominowany do Oskara

Z początkiem każdego roku kina przeżywają prawdziwe oblężenie. Klasyczna wymiana zdań, jaką można wtedy usłyszeć przed seansem?

"- O czym tak właściwie jest ten film?

- Nie mam pojęcia, ale gra w nim Meryl i nominowali ją...".

Niektórzy Akademii wierzą do tego stopnia, że nie sprawdzają absolutnie niczego, nawet gatunku, a potem są zawiedzeni, bo oni liczyli na komedię w piątkowy wieczór, a wylądowali na dramacie. Hm, może by tak poprosić o zwrot pieniędzy za bilet?

 

Ci, którzy się spóźniają i robią afery

Ten typ ma w sobie coś, czego nie potrafię do końca zrozumieć, bo przeciętny człowiek, który coś zawalił, siada cicho w kącie ze swoimi wyrzutami sumienia (a jeśli jest blondynką to i z wypiekami na twarzy). Tymczasem zawsze znajdzie się ktoś, kto wchodzi na salę kinową kiedy film trwa już od powiedzmy dziesięciu minut, znajduje swoje miejsce, robi aferę komuś, kto na nim usiadł, wzywa obsługę i przy okazji psuje trzem rzędom ludzi początek seansu. Kultura przede wszystkim.

Ci, którzy unikają premier i weekendów

Pusta sala albo przynajmniej wolny rząd to marzenie niejednej pary czy paczki znajomych, a nawet pojedynczych widzów, którzy wybierają się do kina. Znaniecki powiedziałby pewnie, że to ci spoza kategorii dobrze wychowanych, bo zamiast szukać potwierdzenia, że dokonali dobrego wyboru i wybrali film, który cieszy się sporą popularnością, oni chcą poczuć się jakby oglądali telewizję w domu, tyle że na większym ekranie...

(Chyba powinnam się przyznać, że sama należę do tej kategorii - aspołeczność poziom ekspert? :)).


Ci, którzy chichoczą w dziwnych momentach

Zaczyna się film, powiedzmy komedia z założenia. Akcja się rozwija i nagle pojawia się scena lekko żenująca. Na sali cisza, kilka osób chichocze. Zaczynasz się zastanawiać, co z twoim poczuciem humoru, ewentualnie - jakimi oczami trzeba na to patrzeć, żeby zacząć się śmiać. Po kilku razach jesteś już w stanie przewidzieć, kto zaraz wybuchnie śmiechem.

Ci, którzy przychodzą do kina, nie na film

Standard na komediach romantycznych - pary, które po wyjściu z kina nie bardzo wiedzą, co właśnie oglądały. Plus na wszystkich innych gatunkach ci, którzy przyszli sobie porozmawiać albo pospać. Jeszcze nie spotkałam nikogo, kto by w czasie seansu czytał książkę, hm.


Najwięksi fani 

W dwóch wersjach: tej akceptowalnej i tej, którą nazywam bieberową. Jedni po prostu podskakują na fotelu jeszcze przed rozpoczęciem seansu i informują wszystkich, jak bardzo genialny to będzie film (plus oczywiście zarzucają znajomych ciekawostkami znalezionymi w sieci albo wziętymi z książki jeśli to ekranizacja), drudzy przychodzą z transparentami i piszczą, gdy na ekranach przy kasach pojawi się zwiastun filmu o Justinie (wiem, trudne do uwierzenia jeśli się tego nie widziało - to jedna z tych historii, które można usłyszeć od znajomych pracujących przy sprzedaży biletów).

Filmowi eksperci 

Filmowi eksperci są trochę bardziej denerwujący od fanów, bo zamiast entuzjazmu eksponują chłodny profesjonalizm (albo przynajmniej próbują to robić). Ujawniają się zwykle już po filmie, kiedy równo z pojawieniem się napisów końcowych zaczynają rozkładać fabułę i wszystko inne na czynniki pierwsze - najczęściej w monologu skierowanym do osoby, z którą przyszli. Czasem się zastanawiam, czy specjalnie wyciągają kogoś do kina dla tych piętnastu sekund skupiania na sobie uwagi dwóch-trzech rzędów ludzi, które w tym czasie próbują przecisnąć się do wyjścia.


Widzowie standardowi

Na całe szczęście przeważają jednak widzowie standardowi - ludzie, których obecności w kinie nawet nie zauważasz. Przychodzą, siadają, oglądają i wychodzą nie robiąc afer i nie zgrywając nikogo. Zwykle to od nich można się najwięcej o samym filmie dowiedzieć.


(znalezione tutaj)

32 komentarze:

  1. Nigdy celowo na zły film nie poszłam, nieraz wychodziło mi to przypadkowo. Akurat mam tak, że do kina jak już jeżdzę to w weekendy, także pusta (wymarzona!) sala jest mi raczej obca. Chociaż nieraz jest dość mało osób nawet w sobotę wieczorem. W życiu nie spotkałam typa fana, ale chyba to tylko powód do radości. Jednak sama nieraz jestem bardzo podekscytowana przed seansem, kiedy był to film, który chciałam obejrzeć i na premierę czekałam. ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W weekendy najczęściej trzeba się przygotować na salę wypełnioną ludźmi, ale znowu w tygodniu ciężko znaleźć czas - odwieczny dylemat ;)) Z ekscytacją mam podobnie ^^

      Usuń
  2. Aspołeczność poziom ekspert? Witaj w klubie. :D
    A taki chichoczący w dziwnym momencie, zepsuli mi seans pewnego filmu. Hahaha... Dziecko umarło. O_o Boki zrywać.

    Mnie najbardziej wkurzają migające wyświetlacze komórek i szelest otwieranych torebek w kinach studyjnych. :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe zestawienie. Ja zaliczam się chyba do tych standardowych albo nawet aspołecznych :-)

    Jednak pamiętam sytuację, kiedy byłam w kinie i siedziałam na samym końcu rzędu, specjalnie, żeby potem się nie przeciskać. Jednak nie był to dobry wybór, bo w przejściu dwóch facetów się pobiło! W środku filmu! Byłam niemal pewna, że przy tym ucierpię, bo siedziałam najbliżej. Na szczęście szybko pojawiła się ochrona i ich wyprowadziła, jednak niemiłe wrażenie zostało...

    W sumie to zastanawiam się, po co oni w ogóle przyszli na ten film, bo wcześniej dość głośno rozmawiali i się śmiali. Podejrzewam też, że mieli ze sobą alkohol, bo słychać było dźwięk szklanych butelek, które co jakiś czas im się przewracały...

    Teraz już raczej nie chodzę do tego kina, słyszałam, że to nie była pierwsza taka sytuacja. Szkoda tylko, że tacy ludzie nie mogą poczekać z "rozwiązywaniem" swoich problemów, do końca seansu, żeby nie przeszkadzać innym...

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem nudna, rzadko chodzę do kina a jak już idę to w 100% skupiam się na filmie, chyba, że ktoś kopie mnie w fotel... wtedy mi się odechciewa i też zaczynam zauważać tych innych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja to lubię gdy w sali jestem tylko z moimi znajomymi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest - ja również nie przepadam za pełną po brzegi salą, ponieważ zawsze jakaś grupka musi się wyłamać i wkurzać ;)
      Ja nie mogę przetrawić spóźnialskich. o zgrozo ;)

      Usuń
  6. Dodałabym jeszcze grupę ludzi, którzy przychodzą do kina tylko po to, by rzucać w innych ludzi popcornem. Tak, to też się zdarza. Nawet bardzo często...

    OdpowiedzUsuń
  7. Aspołeczność poziom ekspert? Skąd ja to znam? Oj, to chyba też o mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To ja jestem widzem standardowym i trochę fanem. Na to, żeby przynieść transparent nie wpadłam, ale zasypuję znajomych ciekawostkami i faktami...dwa lata przed premierą. ;D Zresztą sami się o wszystko pytają, bo jestem chodzącym Filmwebem.
    O i uwielbiam premiery, i tłumy ludzi w kinach! O wiele lepiej się wtedy ogląda. Kiedy śmieje się cała sala można w końcu poczuć, że jest się w kinie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem standardowym widzem w wersji aspołecznej :) Są jeszcze grupy zorganizowane, nie zapominaj - one przychodzą do kina porzucać popcornem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dodałbym jeszcze grupę: "Nieobecne sknery" - czyli osoby, które wolą dzień po premierze ściągnąć film w jakości 240p, bo szkoda im raz na jakiś czas wydać te dwie dyszki na kino i którzy potem narzekają, że wizualnie to obraz nie powalał.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie w kinie najbardziej denerwują zakochane pary, które nie skupiają się na oglądaniu filmu tylko na sobie i swoich ustach/uszach itp. Zwłaszcza jak siedzą w rzędzie przede mną...

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj to ja zdecydowanie pośród tych aspołecznych, szlag mnie trafia jak ktoś obok mnie siedzi i np. Rozmawia, je i się kręci...oj, chyba po prostu nie lubię co drugiego z pozostałych opisanych przez Ciebie gru

    OdpowiedzUsuń
  13. Ostatnio baaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo rzadko bywam w kinie, ale w młodości byłam fanką kina i nie opuszczałam żadnego filmu wartego oglądnięcia.
    Jak sądzę i wtedy byli ludzie, którzy nie szli na film tylko do kina - to pary, i ci którzy podobnie jak dzisiaj przeszkadzali innym na różne sposoby.

    OdpowiedzUsuń
  14. Do kina rzadko chodzę, ale jak już chodzę to jestem tym samym typem, co Ty - lubię, jak w kinie jest pusto, cisza, najlepiej na horrorze - wtedy to dopiero jest klimat!

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam takie posty tematyczne u Ciebie. Zawsze coś ciekawego napiszesz.

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha, świetny post :)) Na szczęście ja nie zaliczam się do żadnego z powyższych typów :D Idę do kina, oglądam film, wychodzę, bez zbędnych słów i niepotrzebnych niestosownych zachowań :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nie jestem żadnym z powyższych typów, ponieważ nie chodzę do kina:) Filmy lubię oglądać, ale w ulubionym fotelu przed telewizorem. Ostatnio byłam w kinie dobre parę lat temu, ale jakoś mnie nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Raczej należę do tych standardowych, choć przyznaję - coś jest z tymi Oscarami :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem gdzieś pomiędzy widzem standardowym i tym, który unika tłumów. Czasem bywam też fanem w wersji light, gdy gra Meryl, Fassbender, Gossling lub McGregor :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja bardzo rzadko chodzę do kina przede wszystkim dlatego, że nie lubię, jak ktoś mi tuż przy uchu wpierdziela popcorn, hałasując na całą salę. To chyba jedyna rzecz, która mnie naprawdę wkurza w kinach.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja też zaliczam się do grupy aspołecznych. High five! A tak całkiem na serio, to jestem raczej cierpliwą osobą, ale podobnie jak Tirindeth nie zdzierżę podczas seansu odkręcania gazowanych napojów, otwierania paczek chipsów czy głośnych pogaduch. Ogólnie jestem za tym żeby zabroniono wnoszenia jedzenia na seanse. Do kina przyszło się po to, by obejrzeć film a nie wcinać podwieczorek :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Podejrzewam, że w zależności od okoliczności należę do różnych typów widzów. :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Zdecydowanie jestem z tych co unikają premier i weekendów. Chodzę na ostatnie seanse w najmniej obleganych kinach i nie raz już jako jedna siedziałam na sali. Ale to akurat dla mnie raj, bo nikt nie gada, nie szeleści, nie siorbie, nie żebym miała coś do ludzi jedzących w kinie, sama to robię, ale mam wrażenie, że niektórzy zapominają o jakichkolwiek manierach kiedy się im do łapek wręczy kubełek z popcornem.

    OdpowiedzUsuń
  24. Hm, kiedy mój fundusz mi pozwala i już wybieram się do kina, to najczęściej idę z siostrą i przyjaciółką- i tak jak napisałaś, sala jest zazwyczaj caaaalutka nasza :) zresztą, jak już wybieram się do kina to na film, a nie żeby sobie pobyć w towarzystwie obcych ludzi, jeśli ktoś jest na sali to staram się nie przeszkadzać i na szczęście nigdy nie trafiłam jeszcze na kogoś, kto musiałby zostać uciszany ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Czasem sama należę do kategorii "najwięksi fani". Tyle, że wtedy idę na film z ekipą znajomych i "fanujemy" razem:P Na seansie "Gry Endera" byli chyba w większości ludzie, którzy znali książkę i chcieli poznać film (sądząc z reakcji na niektóre sceny) i to było całkiem budujące. A na filmach marvela można spotkać naprawdę nawiedzonych fanów (chwilami też się do nich zaliczam;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Zdecydowanie kategoria aspołeczna. Nie lubię kiedy ktoś wciska mi kolana w fotel (nie wiem jak, bo sama nie byłabym w stanie zaserwować takiej "przyjemności" osobie siedzącej przede mną), drażnią mnie eksperci oraz gaduły, które głośno komentują każdą scenę.
    Świetny tekst:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Gosiarella niezaprzeczalnie należy do tych, którzy unikają premier i weekendów. Jedyny wyjątek to premiera Igrzysk Śmierci, ale to był seans o północy w dzień roboczy, więc tłumy Gosiarelli nie groziły!
    Co ciekawe po części Gosiarella należy również do tych, którzy chichoczą w dziwnych momentach (głpie skojarzenia zawsze i wszędzie!)

    OdpowiedzUsuń
  28. Czy zaliczam się do grupy chichotających, gdy na "wzruszającej" scenie którejś części "Zmierzchu" wybuchnęłam śmiechem (to było silniejsze ode mnie...)? Ale mnie wtedy wszyscy wzrokiem zgromili (razem z moją przyjaciółką). No, może nie wszyscy. Chłopak obok się w tym samym momencie roześmiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale serio. Ci aktorzy robili do siebie minę typu "emocjonalny dziubek" i gapili się przy poważnej muzyce w oczy nad głupotą. Jak można się było nie roześmiać?

      Usuń
  29. Super pomysł na post. Sama prawda i świetne zdjęcia, które idealnie pasują :D
    (Szczególnie to pierwsze - taki kinowy klimacik ;) )

    OdpowiedzUsuń