wtorek, 29 kwietnia 2014

(źródło - thomasie)

Kiedy pokazujemy się publicznie sami, często czujemy się niezręcznie - to nawyk, z którym trudno walczyć. Zaczynamy bezmyślnie sprawdzać, czy ktoś nie napisał smsa, a przy okazji wchodzimy na facebooka i twittera. Wszystko przez tę presję na ciągłe udowadnianie otoczeniu, że przecież jesteśmy całkiem fajni i są nawet tacy, którzy chyba nas lubią. Żeby zmienić to nastawienie, wystarczy uświadomić sobie jedną rzecz: tych przypadkowo spotkanych ludzi najprawdopodobniej kompletnie nie obchodzi to kim jesteś i co robisz sam w danym miejscu. Dlaczego więc nie spróbować wyprawy w pojedynkę dajmy na to do kina? 

Nie, to głupie pytanie, zacznijmy inaczej: dlaczego warto?

Żeby nie przegapić dobrze zapowiadającej się premiery

Wiadomo - im więcej ludzi, tym bardziej trzeba naginać pod innych swój gust. Ty chcesz zobaczyć "Drogę do zapomnienia", ktoś inny wybrałby się na "Noego" czy "Brick Mansions" i szukacie kompromisów, a one nie zadowalają nikogo.


Jakiś czas temu przegapiłam "Papuszę", bo nie znalazłam nikogo, kto chciałby zobaczyć ją w kinie ze mną, żałuję tego do dzisiaj i tak sobie myślę, że teraz wcale nie byłoby mi głupio, że poszłam na ten film sama.

Bo nikt nie dopasuje się do ciebie lepiej niż ty sam

Możesz wybrać dzień w środku tygodnia, bo akurat wtedy masz wolne - kompletna abstrakcja jeśli porównać to z dopasowywaniem się do kilku innych osób, co najczęściej kończy się wyborem weekendu, a więc pójściem do kina wtedy, gdy odwiedzają je tłumy. Tymczasem w poniedziałek popołudniu na sali jest pięć osób... Czy mogłoby być piękniej? :)

Żeby w stu procentach skupić się na filmie

Bez żadnego rozpraszania się, z dodatkowym czasem na przemyślenie fabuły i bez możliwości zasugerowania się opinią kogoś innego - idealne w przypadku trochę ambitniejszego kina.

Bo możesz sobie popłakać

Jest tylko jeden film, którego nigdy nie oglądam z innymi, bo zawsze na nim płaczę: "Malowany welon". Łzy są często czymś prywatnym, nie lubimy płakać publicznie, a już zwłaszcza w kinie, przy znajomych. Na siłę zabijamy ekspresję.

Żeby poznać kogoś nowego

Na ludzi otwieramy się dopiero wtedy, kiedy nie ma koło nas kogoś bliskiego. Co prawda rodzice ostrzegali, żeby nie rozmawiać z nieznajomymi, ale czasami właśnie w takich przypadkowych sytuacjach i miejscach zawiązuje się znajomości na całe lata (czy życie to jeszcze nie wiem, dam wam znać :)).


Bo to pomaga w skupieniu się na innych

Jeśli już koniecznie nie chcemy nikogo poznawać, możemy pobawić się w Sherlocka czy psychologa, którym chcieliśmy być w podstawówce i poobserwować innych ludzi (a potem dajmy na podzielić tych, którzy przychodzą do kina, na różne kategorie), bo tak szczerze - kto nie lubi czasem przyglądać się innym nie tyle ze wścibstwa, co po prostu z ciekawości?

Żeby wiedzieć, jak to jest mieć dwa siedzenia dla siebie

Wygoda do kwadratu, serio.

Tych siedem powodów nie miało przekonać was do tego, że zdecydowanie lepiej jest iść do kina samemu niż z kimś, bo wcale tak nie jest. Jako ludzie już tak mamy, że jesteśmy istotami społecznymi i lubimy mieć przy sobie kogoś znajomego. Fajnie by było, gdyby jednak ktoś dał się przekonać, że samotne wyjście na film raz na jakiś czas to wcale nie tragedia.

20 komentarzy:

  1. Też kiedyś czułam się strasznie niezręcznie idąc sama do kina, czy na koncert, a nawet do kawiarni (co jest złego w samotnym publicznym wypiciu kawy? - nic). Na szczęście przełamałam to głupie wrażenie, że jest niezręcznie i dobrze bo inaczej straciłabym w życiu parę fajnym eventów, którymi nie był nikt inny zainteresowany, tylko ja :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam sama chodzić do kina, chyba nawet bardziej niż z kimś - nie muszę się przejmować tym, że komuś się film nie podoba, nikt mi nie przeszkadza itd. Ze znajomymi wolę iść na kawę, niż do kina :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nigdy nie zdarzyło się, żebym wybrała się sama do kina, bo jakoś zawsze znajdzie się osoba zainteresowana tym samym filmem, co ja. Ale jeśli kiedyś nie udałoby mi się zgrać ze znajomymi, a zależałoby mi na danym filmie, pewnie wybrałabym się sama ze sobą. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja generalnie od dziecka wstydzę się robić cokolwiek sama. Zakupy w spożywczaku - okej. Ale reszta? Mam wrażenie, że wszyscy wokół mają mnie za frajerkę, w dodatku taką nieszczególnie wyglądającą... Pewnie prędko się to nie zmieni, bo spędzam czas głównie z mężem, ale chciałabym kiedyś spróbować pójść sama do kina i nacieszyć się swoim własnym towarzystwem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie szłam sama do kina. Jak już musiałam iść to brałam młodszą siostrę - zawsze raźniej ;) Ale raczej dlatego, że nie miałam motywacji, by samej się wybrać. Kino to nie tylko film - przed i po to także okazja do spotkania, wspólnego spędzenia czasu, dyskusji (bo przecież obejrzało się ten sam film) itd. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tuż przed świętami wybrałam się do kina sama. Pierwszy raz w życiu. I było... całkiem fajnie :) Rytuału z tego raczej nie zrobię, ale od czasu do czasu na pewno można sobie wyjść z samym sobą :)
    PS. Ja płaczę na Armaggedonie. Wyobrażasz sobie coś bardziej żenującego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja płakałam na dwu filmach w kinie : na "Chacie wuja Toma" i na "Nocach i dniach".
      Ale było to bardzo dawno temu.

      Usuń
  7. A mnie się zdarzało w latach 70/80 chodzić samej do kina, ale nie miałam tego uczucia, że wolałabym z kimś chociaż często odczuwałam samotność, ale w innych chwilach. W kinie nie.

    OdpowiedzUsuń
  8. W sumie masz rację, można iść do kina samemu i też będzie dobrze - tyle tylko, że zazwyczaj właśnie ludzie chodzą z kimś i chyba stąd ta nasza niechęć do "samotnych" wypadów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny tekst chyba zmobilizowałaś mnie by iść do kina :) Sporo już filmów mi przepadło, bo ktoś nie miał czasu, albo chciał iść na coś innego...Sama byłam w kinie tylko dwa razy na pewno na Vicky Cristina Barcelona i jeszcze na czymś). Śmieszne i pozytywne doświadczenie, choć odrobinę brakowało mi dyskusji po seansie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie wróciłam z nowego Spider-Mana. Spotkałam kolegę z roku przy kasie i załatwił mi darmowy bilet - gdybym była z kimś, to buliłabym 21 zł za 3D - to jest najlepszy powód. ;D Widziałam też w ubiegłym tygodniu Inną kobietę, a wcześniej kilka innych filmów sama (np. Wilka z Wall Street) i świat mi się nie zawalił. Zawsze jestem na czasie i przestałam się wszystkich prosić, i przekonywać, że film dobry, że warto, że dubbing w filmach to głupota i ,,tak strasznie dużo męczących napisów" to nie problem. Oczywiście chodzę też do kina ze znajomymi, ale gdybym miała zawsze patrzeć na nich, to nie widziałabym 3/4 nowości. Tak szczerze to współczuję ludziom, dla których pójście do kina samemu to problem i wielka siara. Dla mnie wstyd to ich staromodne poglądy i wieczna zależność od kogoś innego, jakby się bali samotności. Kurde, to jest kino, a nie walentynkowy wieczór dla par. ;D Nikt się na mnie krzywo nie patrzył, a nawet jeśli to co z tego? Mam to gdzieś. I mam o czym pisać na blogu. ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Prawda, prawda, prawda - dopasowywanie się jest najgorsze. W ten sposób umknął mi z kin film "Igrzyska śmierci"... Przemyślę tą opcję, ale jak ja zacznę chodzić do kina i mi się spodoba, to stracę na nie fortunę. Ja tak mam, łatwo się wkręcam. Teraz na przykład chcę jechać i zwiedzać polskie miasta a nie mam kompana i pieniędzy. Jakieś rady? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Byłam kilka razy sama w kinie - rzeczywiście czułam się trochę dziwnie, ale w sumie to było bez sensu ;) I rzeczywiście można się lepiej skupić na filmie, kiedy jest się na nim samemu. Świetny pomysł na post, bardzo przyjemnie mi się go czytało :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak jak zauważyłaś, zbyt często patrzymy na to co ludzie sobie pomyślą. Zamiast skupić się na sobie i na swoich potrzebach (chęć obejrzenia filmu), patrzymy na to jak to głupio będzie wyglądać gdy pójdziemy sami, ale przecież nikogo oprócz nas to nie interesuje. Chyba najważniejszym krokiem jest uświadomienie sobie tego, później idzie lepiej. I nie idzie tu tylko o kino, ale i o wiele innych miejsc.

    OdpowiedzUsuń
  15. Akurat argument "żeby poznać kogoś" nowego nie jest do końca sensowny, zarazem przeczy też temu, by się skupić na filmie. Jeśli już ktoś się decyduje iść do kina sam to raczej nie liczy na to, by poznać innych ludzi. Przynajmniej tak mi się wydaje. Nie byłam jeszcze nigdy w kinie sama, bo chodzę do kina raz na 3 miesiące, więc jak chcę coś bardzo obejrzeć sama to oglądam w domu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny tekst :) Trzeba być odrobinę egoistycznym i skupić się na sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś może spróbuje samej pójść :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ogółem ZAWSZE wolę iść do kina samej, ewentualnie z bratem, ale tak to, nawet jak ktoś mnie zaprasza to się nie zgadzam, bo po prostu, denerwuję się wtedy, że ciągle do mnie mówią albo krytykują WSZYSTKO i nie mogę obejrzeć normalnie filmu. ;)

    OdpowiedzUsuń