wtorek, 11 marca 2014

Po obejrzeniu zwiastuna zastanawiałam się, czy bardziej bać się tego, że film pójdzie w kierunku słodkiej opowieści o zabawach w wojnę czy odwrotnie - że scen tortur jest tak dużo, że w połowie będziemy chcieli uciec z kina. Ostatecznie nastawiłam się na coś przeciętnego, ale kiedy w programie Wojewódzkiego usłyszałam, że "Kamienie na szaniec" są nazywane produkcją antypolską, hipsterską i "lewackim barbarzyństwem", postanowiłam je obejrzeć przy pierwszej lepszej okazji, bo trochę ciężko było mi uwierzyć, że aż tak kogoś boli film, który jeszcze przed premierą został wrzucony do worka z "Czasem honoru", żeby było jasne, że jest robiony z myślą o większości, a większości zamiast detali interesuje raczej ogólne przesłanie.


Pierwsza myśl po wyjściu z kina: naprawdę nie wiem, o co tyle krzyku. Jasne, Robert Gliński przeniósł w pewnym sensie opowieść o Zośce, Rudym i Alku na grunt popkultury, ale żeby to stwierdzić nie trzeba chyba przesiedzieć dwóch godzin w kinie, wystarczy zerknąć na plakat albo jeszcze lepiej - przypomnieć sobie, jakimi prawami rządzi się kino współczesne. Nie wspominając już o innych zarzutach w stylu: "Oni wszyscy są za ładnie ubrani" (chyba powinnam przestać się przyznawać, że jestem dziewczyną, bo na stroje zaczęłam zwracać uwagę już po obejrzeniu filmu i po przeczytaniu tych opinii, wcześniej jakoś wtapiały mi się w tło).

Oczywiście to nie jest tak, że ja tutaj próbuję kogoś przekonać, że "Kamienie na szaniec" wad nie mają. Jasne, pojawiło się kilka scen, przy których można uśmiechnąć się z politowaniem i nie ma tutaj chyba mowy o reakcji zamierzonej przez twórców. Film nie ma też w sobie niczego, co by dawało pewność, że za pięć lat będziemy o nim pamiętać (chyba że polonistki stwierdzą, że to dobry materiał na zajęcia, ale szczerze wątpię).

Przegląd mody z czasów wojennych i bohater zmarginalizowany (źródło


Dla mnie "Kamienie na szaniec" to przede wszystkim kilka zaskoczeń. Pierwsze, najważniejsze: film wcale nie jest tak zły, jak mogłoby się wydawać i jak sporo ludzi twierdzi. Nie żałuję, że wybrałam się na niego do kina (chociaż z drugiej strony nie wiem, czy jeszcze kiedyś seans powtórzę). Drugie to fakt, że dostajemy historię dwójki bohaterów, Alek znika gdzieś w tle. Zamiast niego pojawiają się za to kobiety, a więc oczywiście wątki miłosne wzięte bardziej z powietrza niż z książki, ale chyba nikt sobie nie wyobrażał, że obejdzie się bez tego. Trzecie to to, czego trochę się bałam - scen z torturami jest względnie dużo w stosunku do całości. Właśnie to wyklucza po części film z listy produkcji skrojonych pod lekcje języka polskiego dla gimnazjalistów analizujących właśnie książkę.

Ani to arcydzieło, ani film kiepski. Dobrze, że powstał - choćby ze względu na książkę, bo wiadomo, nie ma lepszej reklamy dla literatury niż kino.

17 komentarzy:

  1. Zazdroszczę seansu :) Książkę bardzo lubiłam i chciałabym film zobaczyć, mimo tych wszystkich krytycznych recenzji - też pewnie nie zauważyłam większości tych "strasznych" szczegółów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa recenzja. Dziękuję :) Dla mnie "Kamienie na szaniec" to książka kultowa, jedna z tych lektur, która pomimo upływu czasu broni się sama i gimnazjalistów porusza. Nie chciałabym widzieć jakichś rażących zmian, względem oryginału. Te - jak piszesz - są. Nie wiem co o tym myśleć. Muszę sama zobaczyć i wyrobić sobie zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypuszczałam, że te krzyki o "antypolskość" i inne tego typu brednie, są zwyczajnie przesadzone. I nawet mnie nie zdziwiło, że potwierdziłaś moje przypuszczenia. Film pewnie obejrzę, córka niedawno przerabiała lekturę na polskim i mamy zamiar wybrać się do kina we dwie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widziałam, więc nie będę się wypowiadać. Ale oczywiście słyszałam o tych kontrowersjach. Rzeczywiście, znowu zrobiło się głośno o książce. Tylko...czy o taką reklamę chodziło?;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślałam, że ten film okaże się być lepszym... Może kiedyś go obejrzę, aby się przekonać, co sama mam o nim sądzić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po przeczytaniu książki najbardziej przywiązana byłam do Alka, a tu obwieszczasz mi, że w filmie zszedł na drugi plan :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Filmu nie oglądałam, czytałam tylko książkę. Jednak myślę, że w przyszłości go obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę czytałam dawno temu i z tego co pamiętam, podobała mi się. Ale nie jestem pewna czy chcę obejrzeć film...

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że niepotrzebnie się uprzedziłam do tego filmu. Na początku bardzo chciałam "Kamienie na szaniec" ale po negatywnych komentarzach zrezygnowałam. Chcę jednak sama wyrobić sobie opinię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Najchętniej wróciłabym do książki, ale i film mam w planach obejrzeć :) bez większych oczekiwań, ale może dam się zaskoczyć, kto wie?

    OdpowiedzUsuń
  11. Film z pewnością obejrzę, bo pamiętam, że książka była dla mnie interesującą przygodą. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie tego się obawiałam - bzdurnych scen miłosnych. Teraz już wiem, że nie pójdę na to do kina. Ale na pewno obejrzę, jak będę miała okazję, bo do "Kamieni na szaniec" jestem bardzo przywiązana.

    Samego filmu nie ocenię przed obejrzeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jakoś mam dosyć polskich ekranizacji lektur. Książka jest świetna, ale film - jestem w stanie sobie wyobrazić, po Twojej recenzji jeszcze bardziej. Do kina specjalnie nie polecę, premierą telewizyjną za dwa lata nie pogardzę. Ot - "ani to arcydzieło, ani film kiepski" ;)

    Świetna recenzja!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie sądzę, żeby sceny brutalne miały wykluczać tę ekranizację - jak widać gimnazjaliści i starsze roczniki, chodzą na ten film w ramach lekcji polskiego czy historii. Dzieciaki w tej chwili są bombardowane z wszystkich stron brutalnością - filmy, gry. Maja o wiele większy dostęp do tego typu materiałów i wątpię, by takie sceny ruszyły jakiegokolwiek chłopaka - z dziewczynami jest różnie. Sam reżyser zresztą zwraca na ten fakt uwagę. By zainteresować widza, trzeba mu dać coś mocnego, coś co zapamięta.

    OdpowiedzUsuń
  15. Książkę zaliczam do moich ulubionych lektur. Filmu jeszcze nie widziałam i chyba nie ma się do czego spieszyć. :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Film raczej przeciętny i rzeczywiście, jak wspomniałaś, jest to historia dwóch bohaterów. Jak dla mnie zbytnio się skupiał na bohaterstwie Rudego i wszystko inne pozostało w cieniu. Za dużo wycięte z książki.
    Jeśli chodzi o lekcje polskiego - niektóre klasy na film chodziły do kina, więc podejrzewam, że i do szkół może trafić.
    Pzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Książka jest jedną z moich ulubionych. A na film chyba także się wybiorę:)

    OdpowiedzUsuń