sobota, 8 lutego 2014


Podobno czasem trzeba zobaczyć też w kinie takie filmy, do których nie jesteśmy przekonani (żeby stwierdzić, że te czarno-białe wcale nie są słabe albo że jednak lubimy jakiś gatunek) i nawet tych słabszych nie warto żałować (bo dzięki nim docenia się lepsze i można się poczuć bardziej w kinie niż na filmie, czyli na przykład poobserwować zachowanie innych ludzi, co robiłam ja i o czym będzie niedługo). 

Z takim nastawieniem wybrałam się na "Wilka z Wall Street". Zachętą miały być dwa ostatnie słowa w tytule, poza tym wiedziałam tylko, że to film o upadku człowieka, który przewrotnie ktoś nazwał komedią. Złośliwi dodaliby jeszcze, że dobrym powodem postawienia na "Wilka..." jest chęć zobaczenia jak Leo DiCaprio prosi się o Oskara.


Zacznijmy od tego, że sala była pełna, chociaż od premiery minęło już trochę czasu, od ogłoszenia nominacji do Oskarów też, a wśród innych propozycji na wieczór można było znaleźć "Zniewolonego", "American Hustle" czy "Ratując Pana Banksa". Zaskoczeniem dla mnie byli też sami widzowie, bo przeważały panie w średnim wieku (te siedzące koło nas wyglądały na całkiem zadowolone z filmu) i pary. Grupy teoretycznie docelowej raczej niewiele, ale za to nadrabiała głośnymi wybuchami śmiechu, żeby przypadkiem nikt nie zapomniał o jej obecności.

Generalnie z nastrojów na sali mogłabym powiedzieć, że "Wilk z Wall Street" się podobał, ale chyba miałabym problem z powiedzeniem dlaczego. Ciekawych scen było dosłownie kilka, reszta to jedno wielkie powtarzanie schematu: (1) impreza, (2) ale mam kaca, (3) to kiedy następna? Po godzinie to, co w normalnych warunkach uchodziłoby pewnie za kontrowersyjne albo po prostu niesmaczne, robi się najzwyczajniej w świecie nudne ("no dobra, chyba wszyscy załapali, ale co dalej?").

Właściwie całą fabułę można streścić w czterech słowach: kasa, ćpanie, dziwki, DiCaprio. Plus oczywiście najważniejsze: z każdego można zrobić idiotę. 

 
 

W tej bajce nie ma morału i może dobrze, bo na tle całości wyglądałby pewnie co najmniej śmiesznie. Nie polecam, chociaż sądząc po opiniach większości jestem raczej wyjątkiem.
Z drugiej strony warto obejrzeć, żeby się przekonać, co współcześnie można nazwać wartościowym.

25 komentarzy:

  1. Mi się podobał, chociaż przyznam, że wysiedzieć na tyłku trzy godziny było nie lada wyczynem :). Najbardziej mnie zdziwiło, gdy na seans przyszła mama z 9 letnią córką! Przecież to nie jest film dla takich dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w ogóle nie jest film DLA DZIECI. Jak widać głupich nie sieją...

      Usuń
  2. A mi się film podobał. To rzeczywiście komedia, choć raczej w stylu czarnego humoru. I doskonałe ukazanie naszych czasów. No i sam DiCaprio. On MUSI dostać w końcu Oskara. Choć Oskary przestają być wyznacznikiem czegokolwiek... Film może i jest nieco schematyczny, ale zależy. Jeżeli nie oglądam non stop wszystkich kaców i innych to ten motyw nie jest jakiś strasznie przejedzony. I lubię postacie grane przez DiCaprio. Często są ponadprzeciętnie inteligentne, nawet jeżeli można mieć zastrzeżenia co do ich morale ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem fenomenalny. Wyczerpał temat :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Spotykałam się raczej z samymi dobrymi opiniami. Ciekawe jest przeczytać coś odmiennego. Będę musiała kiedyś obejrzeć, żeby wyrobić sobie własne zdanie.

    Jakoś nie jara mnie DiCaprio. Ani trochę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam zupełnie odwrotnie. Dla mnie obecność DiCaprio w filmie jest gwarancją dobrego kina.

      Usuń
  5. W końcu ktoś podziela moje zdanie! Całkiem niedawno na swoim fan page'u pisałam dokładnie to samo, że tylko dziwki, narkotyki i sex przez bite trzy godziny, a całość nie jest nawet zabawna. W końcu nie jestem odludkiem w kwestii tego filmu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Leonardo jako aktora. Szczególnie po 30-stce ;) Jakby dojrzał i już nie jest takim Bieberem.
    Wszystkie filmy z nim widziałam i ciągle mam niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ćpanie, dziwki, kasa... i coś takiego dostało nominację do Oscara? Żenada.

    OdpowiedzUsuń
  8. O.Ooo... Oooo... A mnie się ten film szalenie podobał i trzymam kciuki za statuetkę dla DiCaprio.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo że nie polecasz tym razem i tak zaryzykuję. Po wielu latach wreszcie na dobre przekonałam się do DiCaprio i to chyba właśnie z uwagi na niego do filmu mnie ciągnie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Film to kompletne dno i degeneracja, poziom wyuzdania i upodlenia człowieka był poniżej wszelkich norm. Nie lubię tego typu filmów, takiego przekraczania granic. Żałuję, że poszłam na to do kina. Miałam ochotę wyjść w trakcie razem z mężem, męczyliśmy się oglądając to, przykre że takie filmy są mianowane do Oskara. Żenada i tyle. Mimo wszystko przyznam szczerze, że di Caprio zagrał fenomenalnie. Lubię tego aktora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Prawdę mówiąc w moim otoczeniu film podobał się głównie mężczyznom i to zwłaszcza takim którzy mają pewien "system wartości" . Zaraz po obejrzeniu wszyscy oni myśleli o tym "jak zrobić kariery" najlepiej bez absolutnie żadnego wysiłku. I po takiej recenzji w pracy doszłam do wniosku, że...chyba nie mam ochoty oglądać tego filmu. Sądzę, że może byc obiektywnie dobry, ale ja chyba nie lubię pamiętać jakimi wartościami kieruje się współczesny świat.

    OdpowiedzUsuń
  12. "poziom wyuzdania i upodlenia człowieka był poniżej wszelkich norm" ok, można by się przyczepić do tego, gdyby nie fakt... że to prawda! :)

    Poza tym, ja rozumiem, że być może niektórych to drażni, aczkolwiek gdyby patrzeć na te argumenty, możnaby śmiało usunąć z konematorgafii filmy o szefach mafii, którzy żyli na podobnym poziomie i robili straszne rzeczy, wszelkie historie mające w tle ćpanie i dragi jak np. fenaomenalne "Las Vegas Parano" czy znakomity "Trainspotting".

    OdpowiedzUsuń
  13. DOKŁADNIE! Jestem po seansie - nie dość, że trzy godziny o d*pie Maryni, to jeszcze film o niczym, wulgarny, obsceniczny, przeszarżowany i najzwyczajniej w świecie nudny. Miałam ochotę wyjść w połowie seansu i zażądać zwrotu pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  14. No proszę, jest i negatywna recenzja :D Ja mam mieszane uczucia, ale jeszcze filmu nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Przez 3 godziny dobrze się bawiłam i tyle. Film nie ma drugiego dna, nie skłania do przemyśleń i generalnie jest o niczym, ale co z tego... DiCaprio gra genialnie!:)

    OdpowiedzUsuń
  16. ,,(...) reszta to jedno wielkie powtarzanie schematu: (1) impreza, (2) ale mam kaca, (3) to kiedy następna?". Tak właśnie odbieram ten film. Trafiłaś w samo sedno.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zacząłem oglądać, ale przerwałem od razu na początku, bo stwierdziłem, że nie ma sensu. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja obejrzałam do końca i mimo mojej wielkiej miłości do Leo, temu filmowi mówię stanowcze: NIE! :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakoś nie spieszy mi się na ten film do kina, jednak nie jeśli będę miała okazję, obejrzę kiedyś w domowym zaciszu :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja obejrzałam w domu i się cieszę, bo w kinie bym tak długo nie wysiedziała, dla mnie film średni, choć Leo świetnie grał :) pozdr

    OdpowiedzUsuń
  21. Chciałabym wybrać się na to do kina, no chyba, że doczekam i obejrzę w Internecie, choć to może być trudniejsze żeby w domu tyle na tyłku wysiedzieć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja obejrzę z czystej ciekawości - czytałam opinie i pozytywne i negatywne więc zabaczymy po której stronie znajdę się po seansie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak prosto się teraz sprzedać szerokiej publiczności, a w szczególności młodemu pokoleniu.. Wystarczy oprawić wszystko, co tanie i tandetne w otoczkę "spompowanej" reklami i wypchanych portfeli - ta dam! C'est ca. Koniec końców nie wybrałam się do kina akurat na tę produkcję i zupełnie nie żałuję. Może w przypływie chęci spróbowania sił w krytyce kinowej skuszę się na trzygodzinny maraton z panem DiCaprio, który już dawno przestał być Jackiem.

    OdpowiedzUsuń