wtorek, 25 lutego 2014

Na podstawie książki: "Radość. Poczucie szczęścia, które masz w sobie" - Osho.

(źródło zdjęcia - Hussey)

Książka Osho jest typowym poradnikiem z kilkoma dobrymi myślami, ale też fragmentami, przy których trudno jest nie pomyśleć: "No dobrze, do sedna...". W skrócie to tyle, może więc lepiej skupmy się na tym, co z boku. 

Opowiadając o radości, autor często podrzucał swoje poglądy na temat państwa, religii i - trochę bardziej pośrednio - filozofii. Z uwagi na to, że słowa dotyczące dwóch pierwszych automatycznie uruchamiały mi w głowie projekcję fragmentu "Poradnika pozytywnego myślenia", w którym główny bohater wyrzucał książkę przez okno, skupmy się na tym trzecim.


Szczęście Osho i Arystotelesa
Gdzie połowa drogi?

Dla obydwóch celem życia człowieka miało być osiągnięcie szczęścia, ale definiowali te słowa tak różnie, że równie dobrze można spróbować wsadzić pomiędzy nich największego pesymistę jakiego filozofia znała, Schumpetera.

Arystotelesowi chodziło o słynny "złoty środek", szukanie umiaru połączone z pracą nad sobą. Osho twierdzi, że mamy "po prostu odpuścić" - nie martwić się przeszłością i przyszłością, bo ona generuje nasze problemy. Najlepiej gdybyśmy byli nieprzejmującymi się niczym dziećmi żyjącymi w anarchii i goniącymi za pasją (nie za motylami?). Pierwszy chciał przezwyciężać emocje, drugi całkowicie się nim podporządkować. Wiecie jak to jest...


Szczęścia nie dogonisz
Co wiedział Osho i Nietzshe?

Osho twierdzi, że szczęście (wbrew tym wszystkim hasłom mającym podtrzymać american dream) to nie jest coś, za czym się goni. Podobnie u Nietzshego - ostatni ludzie mieli twierdzić, że szczęście wynaleźli, a oni (jako najbliżsi końcowi) raczej nie byli opisywani jako wzór do naśladowania. Radość nie zależy od okoliczności, nie jest dołączona gratis do awansu, nie możesz jej też stworzyć w trakcie pisania książki. Ona tam jest i czeka aż się obudzisz.


Osho kontra Heidegger
Wybierz niewłaściwy sposób bycia?

Rada Osho: "Żyj teraźniejszością" jest kontrą do Heideggera i jego twierdzenia, że zapadanie się w codzienność jest niewłaściwym sposobem bycia. Bardzo to wygodne, że w zależności od chęci można sobie znaleźć myśliciela, którego słowa bardziej nam odpowiadają i zasłaniać się jego filozofią życia. A może lepiej byłoby poukładać sobie własną z tych wszystkich kawałków?



Nie będę polecać ani odradzać tej książki. Wiem, że gdybym mogła wybrać jeszcze raz, wolałabym jej nie czytać z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że nikt nie lubi być nazywanym głupcem, niedojrzałym dzieciakiem i tak dalej, a to chyba jedyne określenia, jakimi Osho dysponuje na opisanie wierzących. Po drugie w "Radości" nie znalazłam niczego nowego, wypełniają ją wskazówki w stylu: "Kiedy nie potrzebujesz drugiej osoby, możesz kogoś prawdziwie pokochać..." albo "Bycie wyjątkowym to cecha każdego z nas!" czy "Pewnie nie wiesz, że to ty tworzysz swoje własne problemy?", czyli takie, które wypowiedziano już milion razy na różne sposoby. 

6 komentarzy:

  1. I dlatego nie czytam żadnych poradników a od filozofii wszelakiej trzymam się na daleeeeeko daleeeeeko. Nie żebym sama była szczególnie mądra życiowo, ale jednak... wyobrażam sobie czytanie każdej takiej książki i kończenie jej w stylu Pata. Tylko okien szkoda. Nie wierzę w prawdy objawione, wolę popełnić własne błędy lub obserwować ludzi dookoła, mamę podpytywać, znajomych... i tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. W wolnej chwili może się znajdzie czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z poradnikami jest ten problem, że z reguły działają na tych, którzy je napisali. Podobnie z filozofią (choć ta ostatnia bywa tak pokręcona, że nigdy nie udało mi się jej ogarnąć. Za to wykładowcę z filozofii można poznać bez żadnego marginesu błędu :) Oni tam mają chyba zajęcia ze stylu bycia filozofów). Myślę, że warto je znać, ale za dużo osób podchodzi do nich na zasadzie: ta książka zmieni moje życie! Czytają takich książek wiele i w sumie na tym się kończy cała zmiana ich życia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Do mnie tego typu książki kompletnie nie trafiają, te przerabiane na sto różnych sposobów hasła też nie, ale... No właśnie. Jak tak patrzę, jakim zainteresowaniem cieszą się żółte karteczki Pawlikowskiej, to dochodzę do wniosku, że ludzie takich banałów potrzebują. Nie wiem tylko, czy powtarzają je, bo ładnie brzmią, czy faktycznie do nich trafiają.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ogólnie nie lubię książek typu: o radości, o uśmiechu, o lepszym życiu, jak być zajebistym, etc... Mam do nich jakąś awersję. Pewnie przez taką pewną... cóż, powierzchowność tych myśli oraz to, co opisałaś, że w trakcie czytania chciałoby się pośpiewać "Ale to już było...".

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię i cenię sobie Osho, choć również stronię od poradników wszelkiego typu. Na dodatek po 5 latach filozoficznego dumania i roztrząsania najdrobniejszego poruszenia umysłu, ta prosta, zdawałoby się - mądrość Osho naprawdę do mnie trafia. Początkowo traktowałam go z przymrużeniem oka, nieco pobłażliwie... Dudniło mi w głowie: "przecież to takie oczywiste", "nic nowego", "nie, u mnie jest zupełnie inaczej, a ten tutaj pisze, że właśnie tak", ale w toku czytania kolejnych pozycji, zrozumiałam, że Osho stworzył specyficzny system.. z pozoru banalny i prosty, ale bardzo przemyślany. Niestety, często się powtarza, ale może to celowy zabieg...

    Akurat tej pozycji nie czytałam i raczej po nią nie sięgnę. Ale polecam np. "Odwagę".

    OdpowiedzUsuń