środa, 19 lutego 2014

Jeszcze teraz zastanawiam się, czy wspominać o "Facecie (nie)potrzebnym od zaraz" - jednym z tych filmów, na które idzie się bez kompletnie żadnych wymagań i których tytuł czasami aż głupio wymówić przy kupowaniu biletu, bo już widzi się w myślach ten kpiący uśmieszek sprzedawcy. Nie ma chyba sensu tłumaczyć się walentynkami czy świeżo posesyjnym zmęczeniem wszystkim, co choćby udaje mądre. 

Powiedzmy, że każdy ma w roku jakąś tam pulę filmów o niczym do wykorzystania w słabszych momentach. Ten o niczym nie jest, podobno o miłości - kłócić się nie będę, chociaż tutaj chyba bardziej chodziło o rozliczanie się z przeszłością jako taką. Co najdziwniejsze, nie wiem jak miałabym go ocenić, bo mnóstwo rzeczy było w nim słabych (porażenie piorunem? aha), bardzo słabych (wątek ze złą koleżanką z liceum) i wręcz tragicznych (kostiumy), ale jakieś tam mądrzejsze przemyślenia też można by było na siłę spróbować wygrzebać.

Opowiem wam o nim w czterech zdjęciach i trzech kawałkach, więcej chyba nie trzeba.


Żebrowski, który jest bohaterem jednej sceny (zupełnie jak Hitchcock w swoich produkcjach), jakimś cudem został wepchnięty na plakat. Innymi słowy: najlepszą robotę wykonali specjaliści od reklamy.


Gdyby ktoś planował zorganizować przegląd najsłabiej ubranych bohaterów polskiego kina, niech koniecznie pamięta o Zosi (głównej postaci) - jej należy się osobna kategoria. Niektóre jej stroje to ból nawet dla kogoś, kto zwykle nie zwraca uwagi na ubiór


Film nie dobija nawet do 1.5 godziny. Gdyby usunąć z niego typowe "zapychacze", wyszłoby na to, że jest on niewiele więcej niż swoim własnym zwiastunem. Po wyjściu z kina można się naprawdę zastanawiać, co wiemy oprócz tego, co już wiedzieliśmy. Może że kawa mrożona jest dla dziwnych ludzi?


Romantyzmu brak, zabawnych scenek niewiele, ale coś tam z tego filmu chyba da się wycisnąć, tyle że to myśli raczej smutne, co może dziwić tych, którzy patrzą na niesamowicie tandetny tytuł i plakat z popularnymi polskimi aktorami.

Na szczęście soundtrack daje radę. Kawałki mniej znane, lepsze i gorsze, ale ogólnie wpadające w ucho.

18 komentarzy:

  1. A ja zastanawiałam się nad tym filmem. Dobrze wiedzieć, że nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę się ubawiłam przy tym poście :-) Generalnie chętnie sięgam po polskie komedie bo najzwyczajniej w świecie w Niemczech mi się za nimi tęskni... Ale tym razem... no sama już nie wiem. Może faktycznie dla zabicia czasu po baaardzo ciężkim dniu ... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno nie obejrzę, nie przy mojej alergii na polskie kino. Już tytuł wywołuje u mnie samoistne zgrzytanie zębów i chęć szybkiego odwrotu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do kina nie pójdę, ale czasem i ja bardzo potrzebuję takiego "filmu o niczym"... Podczas oglądania będę zwracać uwagę na ubiór głównej bohaterki;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hhaha, niczego więcej się po tym tworze nie spodziewałam :))

    OdpowiedzUsuń
  6. No faktycznie muzyka niezgorsza, ale jakoś kompletnie mi nie pasują do tego co piszesz o tym filmie. Zresztą denerwuje mnie wykorzystywanie w polskich słabych komediach romantycznych całkiem dobrych piosenek, to już jakaś zasada chyba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Roześmiałam się perliście gdy tylko usłyszałam tytuł tego filmu.Od razu było wiadomo, czego można się po nim spodziewać. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też mam taką pulę, ale baaardzo niewielką. Oglądam w tej chwili na tyle mało filmów, że szkoda mi czasu na produkcje tego typu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm, szkoda, bo po cichu liczyłam na coś lepszego... No ale cóż. Przynajmniej ludzie posłuchają sobie Mikromusic ;)

    Pozdrawiam,
    W.

    OdpowiedzUsuń
  10. to już wiem, czego na pewno nie obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pewno nie pójdę na ten film do kina, ale kiedy wyjdzie na DVD, to obejrzę - chociażby ze względu na Małaszyńskiego oraz "Takiego chłopaka" w tle. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak będę w stanie, gdzie każda nawet najlżejsza myśl będzie wywoływać u mnie ból głowy wówczas sięgnę po ten film. Ale naprawdę główna bohaterka jest tak kiepsko ubrana? Ha! Choćby dla tej informacji obejrzę tę produkcję. ;)
    I nie, wrzuconą piosenką "Takiego chłopaka" znów wywołałaś u mnie obsesję śpiewania jej i słuchania na okrągło. Rodzina ze mną nie wytrzyma... To Twoja wina! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piosenki przesłuchałam i są bardziej niż spoko :) "Takiego chłopaka" słucham obsesyjnie już dłuższy czas i współlokatorka ma już chyba dość :D Ale jak pokażę jej tą ostatnią to będzie zachwycona <3 Dzięki!
    Na film się nie wybierałam i po tej recenzji mimo sympatii do Cześka, Żebrowskiego i Małaszyńskiego na pewno nie wybiorę, ale może kiedyś obejrzę w necie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nawet nie zastanawiałam się, aby pójść na to do kina. Podoba mi się jedna na 50 polskich komedii, bo tym 49 brakuje polotu, fajnych postaci, dobrych gagów poza tymi zaprezentowanymi w zwiastunach, nowych twarzy....

    OdpowiedzUsuń
  15. Mieliśmy z mężem wybrać się na niego w Walentynki. Niestety, jak to z nami bywa - zapomniałam wcześniej zarezerwować miejsca i okazało się, że wszystkie najlepsze (a nawet te w miarę dobre) były już zarezerwowane. Ostatecznie wybraliśmy kolację na mieście i spacer. Teraz codziennie czytam recenzje tego filmu i... myślę sobie: jak to dobrze, że czasami o czymś zapomnę:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Merci, już wiem, na jaki bilet pieniążków nie wydawać :P Cóż, to uzasadnia moją ogromną niechęć do polskiego dorobku kultury - kina, literatury, muzyki. Brr.

    OdpowiedzUsuń
  17. To byłyby pewnie dobry film na tzw. puszczenie w tle. Lubię jak coś leci gdy np. buszuję po sieci. Wówczas świetnie sprawdzają się takie filmy, które szału nie robią, ale czasem jednym okiem zerknę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie oglądałam i nikt mnie nie zmusi, żebym zobaczyła. Już zwiastun oglądąłam z kwaśną miną i nie tylko z powodu naszej rodzimej produkcji, których raczej nie oglądam...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń