piątek, 27 grudnia 2013


Proust szukał straconego czasu - nie on pierwszy i nie ostatni, ale mało kto w tym celu sięga po pióro i tworzy dzieła, które później zostają zaliczone do klasyki literatury, więc trzeba mu przyznać, że chociaż cel oczywisty to środki już znacznie mniej. 

Co on takiego wiedział o pisaniu i o życiu?

Po pierwsze, że życie opowiada najlepiej.

Podobno najprawdziwiej pisze się o tym, co się dobrze zna, a trzeba wiedzieć, jeśli ktoś nie kojarzy, że "W stronę Swanna" to pierwsza część cyklu quasi-autobiograficznego. Proust dodałby pewnie jeszcze, że bardziej niż o zagłębianie się w fakty z własnego życia, chodzi
o pokazywanie emocji, skupienie się na psychologicznej stronie człowieka. Dzięki temu nie trzeba wyobrażać sobie sytuacji, gotowe myśli i słowa ma się pod ręką - we wspomnieniach.

Po drugie, że prawdziwe wyzwanie to opisać jeden moment na trzydziestu stronach.

Nie ma nic szczególnego w pisaniu o morderstwie, które przerodziło się w całą serię, a po drodze jeszcze pojawiły się kradzieże, pościgi, wypadki i tak dalej, ale żeby poświęcić trzydzieści stron na opisanie tego, co się czuje kiedy się czeka jako dziecko na mamę, która ma przyjść pożegnać nas przed snem, trzeba być mistrzem języka. (Pierwsza połowa książki Prousta to właściwie stanie w miejscu, akcja toczy się w tempie minimalnym i dopiero potem przyspiesza). 

Po trzecie, że nie ma talentu.

Jest taki piękny fragment w którym Proust wspomina o tym, jak go to boli, że nie potrafi pisać:

"(...) wydawało mi się jeszcze boleśniejsze niż dawniej nie mieć talentu i musieć się na zawsze wyrzec pisarskiej sławy! Żal, jakim mnie to przejmowało wówczas, gdym został sam, marząc trochę na uboczu, przyprawiał mnie o takie cierpienie, że, aby go nie czuć dłużej, duch mój (...) zaprzestawał całkowicie myśleć o wierszach, o powieściach, o przyszłości poetyckiej, na którą mój brak talentu zabraniał mi liczyć".

Może takie przekonanie to mniejsza presja, a dzieło jest efektem ubocznym tylko i wyłącznie pasji - nie jakiegoś zadufania w sobie? A może do talentu najzwyczajniej w świecie się dorasta
i Proust po prostu wyczekał odpowiedniej chwili? Tak czy inaczej na początku wierzył, że to kompletnie nie dla niego.

Po czwarte: z czego zbudowany jest świat.

"W stronę Swanna" to powieść, ale jest w niej mnóstwo uniwersalizmów na temat człowieka
i świata Proustowi współczesnemu, ale właściwie ciągle jeszcze istniejącego. Można w niej znaleźć myśli odnośnie tego jacy jesteśmy.

"Inteligentny człowiek, jeżeli boi się wydać głupim, to nie w oczach drugiego inteligentnego człowieka; tak samo człowiekowi eleganckiemu nie grozi to, że elegancji jego nie doceni wielki pan, ale że może jej nie docenić prostak. Trzy czwarte wysiłków i kłamstw z próżności, wyprodukowanych od czasu jak świat istnieje (i to najczęściej z odwrotnym skutkiem), popełnia się na intencję niższych od siebie".

Ciężka to książka, niełatwa do przebrnięcia, bardzo jednostajna, ale pięknie napisana.

10 komentarzy:

  1. ZGadzam się, jest niełatwa, czyta się ją... niełatwo, ale warto dla delektowania się słowem :) Mam nadzieję, że Twoja recenzja pchnie moje czytanie do przodu :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, często wielkie książki są niełatwą lekturą, bardzo wymagającą, ale jednocześnie wartościową i mądrą. Kiedyś może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest sporo książek, które chciałbym przeczytać, lecz nie mogę, gdyż są zbyt 'ciężkie' i nie mogę poświęcić im odpowiednio dużo czasu i siebie. Sądzę, że ta książka Prousta jest kolejną taką książką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam książkę na półce. Leży i czeka, bo chociaż bardzo mnie interesuję ( a wszystko przez pozytywne recenzję oraz moją polonistkę, która rok temu w czasie omawiania "Granicy" zachwalała Prousta) nie wiem jak ją ugryżć. Przeczytałam 3 rozdziały i boję się, żebym nie przegapiła sensu. Podczas czytania muszę się baaardzo skupić, aby tak jak Ty znaleźć odpowiedź na te pytania (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy czytaniu klasyki czujemy trochę większą presję i to może strasznie męczyć - też tak mam, ale staram się odpuszczać, bo czego nie zrozumie się teraz, może przyjdzie do nas za kilka lat? :)

      Usuń
  5. Próbowałam... i będzie trzeba spróbować jeszcze raz!
    Proust to w ogóle był huncwot... :))

    Pozdrawiam,
    W.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie na razie czeka w kolejce do przeczytania, ale przyznam, że nieco boję się po nią sięgnąć...

    OdpowiedzUsuń
  7. W całym tym natłoku planów czytelniczych, które raz po raz tworzę jakoś trudno znaleźć czas na takie dzieła. Nie znaczy to, że nie warto, ale realistycznie patrząc wiem, że raczej w tym roku/przyszłym się z tym tytułem nie zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mnie zachęciłaś do przeczytania. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Leży sobie na półce, kurz osiada, ale kiedyś przeczytam!
    PS Ładnie napisane.

    OdpowiedzUsuń