środa, 18 grudnia 2013


Od czasu do czasu, bez względu na gatunek i z różnym skutkiem natrafia się na książki, które tytułem trochę kłócą się z treścią. Będąc pozytywnie zaskoczonym, można przymknąć na to oko, przy rozczarowaniu często trzeba winić tylko sobie - bo okładka była tak ładna, że zerkanie na opis miało być już tylko zbędną formalnością, bo ulubiony autor albo polecenie znajomego... Zdarza się jednak i tak, że chociaż odrobiliśmy zadanie domowe, dostajemy coś, czego się kompletnie nie spodziewaliśmy i najzwyczajniej w świecie czujemy się trochę oszukani.

Tym razem założyłam, że biorę do ręki pracę zbiorową na temat charakteru narodowego Polaków, naszych wad, zalet, przyzwyczajeń, kontaktów z innymi. Miałby być opisane jakkolwiek: prześmiewczo czy całkiem poważnie, byleby w jakimś sensie dotykały naszej tożsamości.

To, co w "Pl: Tożsamość wyobrażona" znaleźć miałam, to jakieś trzy, góra cztery teksty o tym, kto tak naprawdę wie co znaczy być patriotą albo czy jesteśmy państwem postkolonialnym i co to tak właściwie dla nas znaczy. Pozostałe fragmenty to przeszłość i teraźniejszość polsko-żydowskich stosunków ocenianych najczęściej z naciskiem na wydarzenia wieku poprzedniego. Kim byli i są Żydzi w Polsce? Jakie mamy do nich podejście? Gdzie zostały ślady po tym, co działo się z nimi w czasie wojny i wcześniej?

Żyd z pieniążkiem, bohater bardziej główny od domyślnego (zdjęcie pochodzi z książki)

Oczywiście "kwestia żydowska" jest ważnym składnikiem naszej historii i być może nawet
w sporym stopniu wyznacza to, jakim narodem jesteśmy teraz, ale to chyba nie ona w książce
o takim tytule powinna być na pierwszym planie, przysłaniając wszystko inne. Gdyby ta praca została nazwana inaczej, wciąż znalazłoby się w niej kilka tekstów do skrytykowania, ale czytelnik nie miałby wrażenia, że do jego książki przyklejono niewłaściwą okładkę, a on nie zauważył tego w księgarni. 
Co może zabrzmieć dziwnie, moim zdaniem tematyka "Pl: Tożsamości wyobrażonej" jest bardzo ciekawa i pewnie przeczytałabym ją także wiedząc czego mogę się spodziewać, ale trochę nie podoba mi się to, że nie miałam okazji samodzielnie o tym zdecydować. 

Pochwalę jednak dwa teksty, które zalazły mi za skórę. Pierwszy, Macewy niecodziennego użytku (Łukasza Baksika) opowiada o wykorzystywaniu żydowskich nagrobków przy budowie rzeczy tak prozaicznych jak obory czy ogrodzenia. Przy okazji pojawiły się zdjęcia ogrodzenia żydowskiego cmentarza na krakowskim Kazimierzu, któremu dotąd nie przyglądałam się bliżej. Drugi, Piękne czasy (Wojciecha Wilczyka) jest z nim tematycznie powiązany, bo jest opisem tej samej dzielnicy uzupełnionym o jej fotografie z końcówki lat pięćdziesiątych. 

Jeśli ktoś wie, czego po tym zbiorze się spodziewać, nie powinien być zawiedziony, zwłaszcza że pod względem graficznym został on rewelacyjnie wydany (najczęściej komentarze dotyczące czegoś poza tekstem brzmią jak obelga z rodzaju: "Nie ma czego chwalić, napiszmy o okładce", ale tym razem zupełnie poważnie - ta publikacja niesamowicie się prezentuje). Nie próbowałabym szukać w niej jednak tego, co w tytule obiecane - naszej tożsamości, bo jest tam co najwyżej jej (ważna, ale jednak) część.


7 komentarzy:

  1. O tym użytkowym wykorzystaniu macew jest teraz głośno w mediach, filmach i literaturze. Szkoda, że tak późno się tym zainteresowano. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby to była książka o narodowym charakterze Polaków, to bym odpuściła, a tak jestem zaintrygowana ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Okłądka jest taka... przejmująca, ja nie wiem. :) szkoda, że rzeczywiście treść nie do końca pasuje do tytułu, bo może nieco "mylić" czytelnika który bierze się za coś, co teoretycznie miało być o czym innym. Ale zamieszałam :D Buziaki, zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Choć lubię tematykę żydowską i się nią interesuję, to jednak za tą książkę się nie będę brała. Boję się, że będę się denerwować przy jej czytaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że tytuł (może nieco paradoksalnie, bo w końcu powinno się zwracać uwagę przede wszystkim na treść) jest bardzo ważną częścią książki. Źle dobrany może zniechęcić nawet do bardzo dobrej pozycji.
    W tym przypadku wizja autorów rzeczywiście nie pokrywa się z tym, co myśli czytelnik po zobaczeniu okładki. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że ta książka nie zainteresowałaby mnie, ale sprawa tytułów to bardzo ciekawy temat (nie tylko o tym, czy on oddaje treść, ale także jego tłumaczenie). :) Ostatnio czytałem "Poradnik pozytywnego myślenia", który w wersji oryginalnej ma tytuł "Boy 21", co mnie dziwi, bo bardziej podoba mi się polska wersja. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka raczej nie na moje gusta, ale co do ważności tytułu to się zgodzę ;) dostanie taki czytelnik ładnie oprawione tomiszcze z ciekawym tytułem, a tu potem czyta i kicha...

    OdpowiedzUsuń