poniedziałek, 9 grudnia 2013


Najczęściej próba stworzenia reportażu z kilku różnych miejsc na świecie jest strzałem we własne kolano. Autor skaczący z jednego państwa do drugiego szybko zmienia się
z podróżnika w turystę i pisze o tym, jakiego miał kaca po imprezie albo sypie banałami
z przewodnika dla niezorientowanych. 
Anderson zaczynał więc z pozycji straconej, ale udało mu się wybrnąć, bo postawił na konkretny temat. Opisał to, co interesowało go od zawsze, czyli życie i mentalność partyzantów

Jego reportaże z miejsc zapalnych - Afganistanu, Salwadoru, Birmy, Sahary Zachodniej
i Palestyny - opierają się na losach tych, którzy walczą "w imię sprawiedliwości, boga
i pieniędzy". "Partyzanci" to pięć różnych historii sprowadzonych do jednego poziomu: ludzkich dramatów i prób doświadczania zwyczajności. Postaci z pierwszego planu, choć różne kulturą, przeszłością, tradycją, mają ze sobą znacznie więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać. 

Momentami ciężko jest się odnaleźć w czasie i przestrzeni. Czytelnik próbuje nadążyć za autorem, który bez przerwy skacze z Ameryki Południowej do Azji, zahaczając przy tym o Afrykę. Po odłożeniu książki na półkę można mieć problemy z przypomnieniem sobie, która opowieść dotyczyła jakiego miejsca. Może jednak właśnie o to chodziło? O pokazanie uniwersalności historii i powtarzalności ludzkich zachowań? 

Jeśli tak, jest to powód idealny, by jeszcze nie wrzucać "Partyzantów" na półkę z literaturą historyczną, choć niektóre opisane w niej informacje zdążyły się zdezaktualizować. Skoro mieszkając na dwóch końcach planety potrafimy być tak do siebie podobni, może czas też nie zmienia tych podstawowych wartości i przekonań?

Książka na pewno nie na chwilę i nie dla każdego. Raczej nie warto nastawiać się na to, że poprzez nią dobrze poznamy podłoże konkretnego konfliktu, bo autorowi zdecydowanie bardziej zależało na uargumentowaniu tezy, że wojny różne, ale ludzie (będący partyzantami) wszędzie tacy sami.

6/10

4 komentarze:

  1. Na pewno nie jest to książka dla mnie. Nie lubię reportaży, a już o partyzantach, szczególnie mnie odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Reportaże nie należą niestety do moich ulubionych gatunków dziennikarskich (czy literackich), ale tematyka tych wyjątkowo mnie interesuje, więc nie mówię nie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię reportaże, ale te chyba sobie odpuszczę... Myślałam właśnie, że dowiem się co nieco o konfliktach, a tutaj autor udowadnia "super świetną tezę"... Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Temat ciekawy, teza autora również, ale czuję, że to nie jest dla mnie dobry moment na sięgnięcie po nią :)

    OdpowiedzUsuń