poniedziałek, 16 grudnia 2013


Wiecie co mówią o "Grawitacji"? Że już dawno, dawno nie było tak ładnego filmu o kosmosie.
Z tej opinii można wyciągnąć dwa wnioski. Pierwszy jest taki, że skoro chwalą za wygląd to znaczy, że fabularnie szału nie ma, drugi całkiem podobny - o kosmosie? To już filmy nie są dajmy na to o mierzeniu się ze słabościami albo choćby o walce z jakimiś kosmitami?
Kosmos i tyle? 

Właściwie nie ma co liczyć na więcej. Wątki niezwiązane bezpośrednio z akcją są chyba dwa, przy czym jeden jest rozwijany przez około trzydzieści sekund (więc jakby go nie było). Zostaje tylko przestrzeń i przeszłość, a główna bohaterka jak na złość nie radzi sobie ani z jednym, ani
z drugim. 

Trzeba przyznać tej Ryan (granej przez Sandrę Bullock), że ma niezłego pecha i to nie tylko dlatego, że twórcy filmu postanowili trochę z niej zakpić przy nadawaniu imion (o, to można podciągnąć trzeci wątek, psychologiczny: rodzice jej za bardzo nie kochali). Pani doktor ma tak wielki niefart, że za każdym razem kiedy już się wydaje, że gorzej trafić nie mogła, ale jakoś się z tego wygrzebie, ona wpada w jeszcze większe bagno. Jeśli komuś w połowie zacznie się dłużyć, zawsze może myśleć o tym, jaka jest biedna i nieszczęśliwa.

Film opiera się na podstawowych schematach, nie brakuje w nim tanich chwytów i pewnie przeszedłby bez echa, gdyby nie obsada - uboga, ale jednak dość rozpoznawalna (obok Sandry heroiczny George Clooney) i generalnie strona wizualna - jeśli powód zainteresowania widzów i nominacji do Złotych Globów jest inny, ja się poddaję. "Grawitacja" nie jest zła, ale też nie ma w niej kompletnie nic nowego w porównaniu z każdym innym filmem katastroficznym (brakuje też podkładu w stylu: "I don't wanna close my eyes", który ratowałby sytuację).


16 komentarzy:

  1. Rozczarował mnie mocno ten film. I znudził przy okazji. Nie po to oglądam filmy, a już na pewno nie po to chodzę do kina żeby oglądać ładne widoczki. Ładne filmy o kosmosie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Duże nadzieje z nim wiązałam, a nawet do końca nie dotrwałam, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  3. Przecież to nie jest film katastroficzny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo się nad tym zastanawiałam przy pisaniu tego wpisu i chyba jednak nazwałabym go katastroficznym, bo cała fabuła jest zbudowana wokół eksplozji, która wymknęła się spod kontroli i jej skutków :)

      Usuń
    2. To nie wystarczy, żeby nazwać film katastroficznym!
      [Kontynuacja niekontrolowanych wykrzyknień wynikających ze skrajnego zaskoczenia, przepraszam, zwykle tak nie wykrzyknikuję]
      Według tego, co piszesz, to 50% sensacji trzeba by było podpisać pod ten gatunek, tylko dlatego, że coś wybuchło jeszcze przed pojawieniem się planszy tytułowej ;)

      Fragment "nie ma w niej kompletnie nic nowego w porównaniu z każdym innym filmem katastroficznym" zastanawia mnie tym bardziej. Bo jeśli już porównywać "Grawitację" na przykład z "Armageddonem" czy "Dniem niepodległości" to nie ma w niej stałych punktów kina katastroficznego. Świat nie był zagrożony. Nie spłonęła ani jedna stolica. Ani jedno miasteczko nawet. Nie nadciągał żaden huragan ani tsunami, ani inwazja kosmitów. Nie było panoramicznych ujęć walących się budynków. Przede wszystkim jednak żaden Amerykanin nie uratował gatunku ludzkiego przed zagładą.
      Dla mnie to by było zupełnie świeże spojrzenie na ten gatunek ;)

      Może spróbuj obejrzeć po raz drugi bardziej pod kątem "thriller, dramat, s-f"? Bo to naprawdę dobry film. Szczególnie na gigantycznym ekranie. Ja miałam mdłości od tych fikołków i obrotów.

      P.S. Niniejszym bronię też ścieżki dźwiękowej, która jest absolutnie niesamowicie zgrana z obrazem i cudownie rotuje razem z wizją (o czym pisałam z resztą już: http://audioibook.wordpress.com/2013/10/31/jak-to-robia-specjalisci/). Gdyby na literach końcowych zagrało coś w stylu "Don't wanna miss a thing" to chyba bym padła na estetyczny szok termiczny.
      W ogóle to Price powinien być nominowany do Oscara za tę muzykę. Póki co, trzymam kciuki za Złote Globy. Dawno nie słyszałam czegoś tak odważnego w swej idei.

      Usuń
    3. No tak, ale to są stałe punkty kina katastroficznego w odniesieniu do ziemi, a jeśliby wziąć pod uwagę to, że akcja toczy się w kosmosie, mamy dokładnie te same elementy - nadciąga katastrofa, niszczą się kolejne stacje i tak dalej (chociaż może to lekka nadinterpretacja :)).

      Fikołki i obroty są niezłe, a ja nie twierdzę, ze jest zupełnie zły tylko po prostu w pewnym momencie myślałam sobie: "No dobra, to wszystko?".

      A nawiązane do Armagedonu miało być małym żartem. Zgadzam się z tym, że ścieżka jest niezła :)

      Usuń
    4. Nie taka lekka ta nadinterpretacja ;)
      Generalnie głównym motywem kina katastroficznego jest katastrofa. Na odpowiednią skalę. Najlepiej, żeby zagrożony był cały świat, ale jeśli brakuje budżetu to wystarczy miasto.
      Grawitacyjne trzy osoby to jednak trochę mało. Nawet jeśli wśród nich jest Clooney i Sandra ;)

      Btw: Zawsze ryczę na Armageddonie. Nie umiem nad tym zapanować.

      Usuń
  4. Słyszałam sprzeczne opinie o tym filmie i dlatego właśnie na niego nie poszłam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie widziałam tego filmu, bo ciągle mam wrażenie, że najciekawsze jest na zwiastunie, a reszta to straszna nuda :D Ale kiedyś pewnie się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na mnie też nie zrobił wrażenia ten film, owszem widoki piękne, ale nic poza tym, tylko pusta przestrzeń :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm... Byłabym zainteresowana tym filmem, po obejrzeniu zwiastuna już mniej, a po Twojej recenzji chyba go sobie daruję. W końcu jest wiele innych, godnych uwagi ;) Z ostatnio oglądanych mogę polecić np. "Labirynt" ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem ciekawa tego filmu, nie ukrywam, że nawet jeśli nie ma w nim nic więcej to chętnie popatrzę na kosmos :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie byłam w ogóle nastawiona na obejrzenie go, a Twoja recenzja tylko mnie w tym upewniła :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No tak, piosenka Aerosmith może uratować (chociaż w pewnym stopniu) nawet kiepski film:P Tak poważnie, to nie widziałam "Grawitacji", ale zastanawiam się nad fenomenem tego filmu. Bo niektórym naprawdę bardzo się podoba. Chyba w końcu się skuszę, tak z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należy. Koniecznie w kinie. Koniecznie w IMAXie. Nawet 3d nie zaszkodzi.

      Usuń
  11. Mnie ten film się spodobał, bardzo :) Napięcie jest dawkowane stopniowo, tak, że w końcu siedziałam i dosłownie wyciągałam [SPOILER] bohaterkę z wody. "No weź już że, kobieto!" - krzyczałam w myślach. Strona wizualna w filmie odgrywa dla mnie ogromną rolę, dlatego obraz + koncepcja zrobienia filmu tylko z 2 aktorami + dawkowanie napięcia = bardzo udany rezultat. Fabuła typowo amerykańska, no ale rzadko się idzie na hollywoodzkie filmy po filozoficzne wynurzenia :)

    OdpowiedzUsuń