poniedziałek, 2 grudnia 2013


Jeśli w literaturze faktu w ogóle może powstać coś takiego jak czytadło - z wszystkimi jego wadami i zaletami - to Meller właśnie je popełnił. Na spotkaniu autorskim w Krakowie opowiadał, co było założeniem przy pisaniu książki: pokazanie, że w każdej sytuacji można się doszukać jakiegoś absurdu, a życie najbardziej cieszy, kiedy jest się na jego krawędzi. To szukanie wrażeń na wojnie może co najmniej zastanawiać, zlepianie historii z różnych miejsc i czasów w "Między wariatami" zresztą też i z uwagą na to warto do tematu podejść trochę sceptycznie nastawionym, bo opowieści terenowo-przygodowe to teksty do poczytania, ale na pewno nie do poczucia się mądrzejszym. Przede wszystkim chyba dla fanów dziennikarza, chociaż trzeba im przyznać, że nawet na nastawionym na słabiznę czytelniku wymuszą uśmiech, mimo że w tle słychać strzały - czy to nie trochę dziwne?

Dużo się słyszy o tej książce, że to autor jest w niej na pierwszym planie, dokładnie tak jak na okładce i tego po prostu nie da się nie zauważyć. Gdzieś pomiędzy teksty o Kaukazie pomieszane z obrazem PRLu wcisnął się fragment o tym, co to tak właściwie znaczy być ojcem i jak bardzo Mellera denerwują te głupie nastolatki. Misz-masz, a w jego centrum tylko jedna konkretna osoba, żadnego innego punktu wspólnego.

Niektórzy jako komentarz do tekstów dodaliby jeszcze, że według Mellera Polacy śmierdzą, a sam dziennikarz jest hipokrytą, bo niby woli książki papierowe od czytników i taki tradycyjny, a pranie to gdzie robi? W rzecze? Tyle że to już temat rozmowy o krytyce w internecie i o tym, że jesteśmy narodem narzekającym na wszystko i wszędzie szukającym zaczepki. Skąd tyle w nas zawiści, energii i potrzeby dokopania innym bez względu na temat, poglądy, sytuację? Nie da się z tym wygrać, ale można walczyć - byle z przymrużeniem oka (kto jak kto, ale Meller oczy na pewno ma na co mrużyć jako postać wyszczekana i częściej niż czasami kontrowersyjna). 

Nadal - po przeczytaniu książki i wzięciu udziału w spotkaniu - nie mam zdania na temat tego pana. Wiem, że nie chciałabym towarzyszyć mu w pracy korespondenta wojennego, zwłaszcza kiedy przekonałam się, jak bardzo lekceważące ma podejście do wszystkiego - jedzie i świat i wszystko jakoś się ułoży. Chyba jednak nie to się liczy w trakcie czytania książki, ale co do niej też mam mieszane uczucia. Nie jest zła, ale moim zdaniem nic się nie straci nie czytając jej. Osoby znające podłoże danego konfliktu tak czy inaczej nie odkryją z nią Ameryki, a stykający się po raz pierwszy z tematem mogą mieć mętlik w głowie. Chyba że ktoś najzwyczajniej w świecie chce poczytać o Mellerze, wtedy jak najbardziej.


8 komentarzy:

  1. Ani mnie ziębi, ani grzeje ten pan. Ale jakoś nie czuję potrzeby czytania jego książek. Myślę, że wiele nie stracę odpuszczając sobie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba Mellerze ;). Czy jednak Melleru? Ale to dziwnie brzmi ;). Nad książką długo się zastanawiałam i nadal nie wiem, czy chce mi się na nią wydawać moje ciężko zarobione pieniądze. Nie przepadam za taką gawędą i opowieścią bez ładu i składu, to już chyba wolę dobrą fikcję. Ale z drugiej strony jednak bym się z nią zapoznała (wina Wojewódzkiego, który w swoim programie powiedział, że to bardzo dobra książka, ale coś mi się widzi, że nie warto go słuchać ;)). Może kiedyś będzie w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie słucham audiobooka "Między wariatami"; jeszcze się nie wypowiadam, ale mam wrażenie, że Meller prześlizguje się po powierzchni zdarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem niezmiernie ciekawa tej książki, aczkolwiek nie spodziewam się cudów. Jestem w tym temacie neutralna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przepadam za Mellerem i nie będę specjalnie szukać jego książki. :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie lubię tego pana, więc nie będę się dodatkowo irytować czytaniem jego książki;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tego pana jakoś szczególnie nie lubię, książką też nie byłam zainteresowana i nadal nie jestem... Myślę, że tylko bym się irytowała, albo co gorsza nie skończyła jej czytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Udało mi się wygrać "Między wariatami" z dedykacją na spotkaniu autorskim w Gdańsku, więc zawsze miło będę wspominać Pana Mellera. Zresztą bardzo lubie oglądać w DDTVN recenzje książkowe jego żony, Anny Dziewit. Ale po przeczytaniu książki jednak pozostało uczucie nienasycenia, spodziewałam się więcej treści związanych z życiem korespondenta wojennego, a praktycznie większość tekstu to felietony zebrane z kilku ostatnich lat.

    OdpowiedzUsuń