sobota, 7 grudnia 2013

(źródło zdjęcia)

Wczoraj - oprócz śniegu - świat zasypała informacja o śmierci Nelsona Mandeli, jednego
z przywódców ruchu przeciwko apartheidowi w Republice Południowej Afryki, o którego życiu pisał choćby Jagielski w wydanej niedawno książce: "Trębacz z Tembisy". 

Jeśli nie poprzez tradycyjne media, mieliśmy okazję dowiedzieć się o tym dzięki "społecznościówkom". Na facebooku, twitterze (i pewnie w całej reszcie) pojawiły się zdjęcia, cytaty i oczywiście wirtualne znicze, często krytykowane sposoby wyrażania szacunku
i pamięci.

Jednocześnie można było natrafić na negatywne opinie na temat działalności tego człowieka i nic w tym dziwnego, w końcu Mandela jeszcze za życia stał się postacią historyczną. Nie zabrakło głosów odnośnie tego, że jedna osoba doprowadziła bogaty kraj do ruiny. Jest źle, było lepiej (przynajmniej dla niektórych), prosty wniosek: ktoś przecież za to odpowiada.

Nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że Mandela był złym albo dobrym charakterem w bajce o afrykańskich przemianach XX wieku, ale przy okazji jego śmierci mam jedną radę: pomyślcie o tym, czy ktoś (kto głośno krzyczy) ma rację, zanim przejmiecie jego poglądy. Nfacebooku nie ma miejsca dla kontekstów i warto o tym pamiętać wyrabiając sobie opinię na jakikolwiek temat na podstawie tego, co piszą nasi znajomi.

5 komentarzy:

  1. Wchodzę rzadko na Facebooka, a teraz trochę częściej, ale o śmierci Nelsona Mandeli dowiedziałem się dzisiaj i to nie z Facebooka. Nie ma zamiaru ani go krytykować, ani wychwalać nie wiadomo jak bardzo, bo nigdy tak się nie interesowałem jego działalnością. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wydaje mi się, żeby ci, w obronie których stawał Mandela, mieli wcześniej lepiej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Póki co nie mam zdania na ten temat (a ponoć to jest gorsze niż mylne zdanie), będę musiała zgłębić go od podstaw, z różnych źródeł. Dopiero wtedy wypowiem się, czy dla mnie jego działania były słuszne czy nie. Ale to internetowe wyrażanie szacunku niekiedy jest... dziwne. Najbardziej zaskakują mnie fanpage'y "Śmierć... R.I.P." i tysiące like'ów... Nie ma to jak lubienie czyjejś śmierci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem z tych, co to lajkują "RIPy" ale to nie chodzi o "lubienie" czyjejś śmierci, tylko o łączenie się w bólu, tęsknocie, stracie z daną osobą poprzez "fejsbukowo-duchowe" wsparcie za pomocą lajka.

      Usuń
  4. Mądre słowa, Giffins :) Szacun, jak to mówią.

    OdpowiedzUsuń