czwartek, 5 grudnia 2013

Kultura wciskana na siłę

W wieku kilku, czasami nawet kilkunastu lat, kiedy nie bardzo wiemy co ze sobą zrobić w wolne popołudnie, dostajemy rady, które z naszej perspektywy są rzucane "na odczep się": To może poczytasz książkę? Komentujemy je tylko spojrzeniem pod tytułem "No weź, kto jeszcze czyta książki?" i wracamy do marudzenia (chyba że jesteśmy jednym z tych wyjątków, które podobno rodzą się z miłością do czytania).

Rodzice i nauczyciele mają wtedy problem: przeczekać czy podsunąć Prusa albo Żeromskiego na siłę? Niestety trochę zbyt często wybierają tę drugą opcję i chyba najczęściej stąd się biorą statystyczni Polacy, którzy kontakt z książkami ograniczają do rzucania okiem w ich kierunku w trakcie przechodzenia obok księgarni, na wiersze reagują alergicznie, a do teatru i opery wybierają się tylko pod przymusem.

Szkoda, że tak często wciska się nam kulturę na siłę i we wspomnieniach z niej zostaje tylko uraz, czasem jeszcze imię psa Rzeckiego albo rozmiar rękawiczek Łęckiej (tak, ta informacja kiedyś ocali świat przed zagładą)


Obowiązkowe lektury 

Nieporozumienie stulecia. Plan był chyba całkiem niezły (żeby po ukończeniu nauki każdy znał przynajmniej te najważniejsze dzieła), ale chyba coś nie wyszło, bo zdecydowana większość lektur zwyczajnie nie czyta, a jeśli już to właśnie poprzez nie do czytania się zraża. Skrajne przypadki rezygnują z lektur na rzecz dajmy na to Pottera, a wracają do nich dopiero po latach i chyba znacznie lepiej na tym wychodzą (przynajmniej męczą na początku liceum takiego Wertera, który był tak beznadziejny, że nawet skończyć z sobą porządnie nie potrafi).

Poezja

Szymborska pisała, że niektórzy lubią poezję, ale ona chyba naprawdę nie wiedziała, co poloniści potrafią zrobić z jej wierszami. 

(źródło zdjęcia)

Wycieczki z przewodnikami 

Większość przewodników wycieczek bierze chyba udział w konkursie na najbardziej przynudzający wykład o danym miejscu. Jasne, ich wiedza na temat historii, kultury, architektury, sztuki jest najczęściej godna pozazdroszczenia, ale zasypując nią innych proszą się o miejsce na liście ludzi, z którymi nie chcielibyśmy zostać przypadkiem zamknięci na noc w muzeum. Takie zwiedzanie to też częsty ukłon w stronę szkół.

"No przecież wszyscy to znają!"

Wmawianie znajomemu, że jest ostatnią osobą na świecie, która nie widziała jakiegoś filmu (nie czytała książki/nie zna zespołu), też jest w jakimś sensie wciskaniem na siłę. Jeśli milion kompletnie obcych nam ludzi miałoby decydować o tym, co jest dla nas dobre, chyba nie wyszlibyśmy z tego cało.

Kulturę odkrywa się kiedy ona czeka gdzieś grzecznie z boku, a nie gdy jesteśmy w jej kierunku pchani na siłę, dlatego nie warto na siłę czytać klasyki, nie ma sensu chodzić do teatru, bo każdy od czasu do czasu powinien i nawet te nieszczęsne lektury szkolne warto sobie odpuścić, bo na nie też kiedyś przyjdzie czas, a jeśli nie to pod przymusem tak czy inaczej niewiele byśmy z nich wynieśli. 

13 komentarzy:

  1. Hmmm, ja chyba jestem z tych, którzy rodzą się z miłością do czytania... ;) z lekturami nie miałam problemu, bo zawsze byłam ciekawa tej klasyki- sama z siebie bym raczej tego nie przeczytała, bo przecież istnieje tyle ciekawych książek... :) aczkolwiek też nie jestem za takim wciskaniem na siłę, bo to zazwyczaj przynosi odwrotne skutki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię tego typu wpisy na Twoim blogu. Zachęcają do dyskusji. Zajrzyj też do mnie. Jest stosik i kilka recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Waltera ? chyba chodziło ci o Wertera ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz sporo racji. Mimo to moim zdaniem są dzieła, które powinien znać każdy, ale nie wybrałabym aż tylu z literatury polskiej...

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo prawdy w tym, co piszesz. Nie wiem tylko, czy gdyby w tych szkołach nie wpychano nam kultury na siłę, po latach ludzie z własnej, nieprzymuszonej woli sięgaliby po takiego "Pana Tadeusza", który swoją drogą jest lekturą wspaniałą. Sama nie doceniłam jej uroków w gimnazjum, czy liceum, to fakt. Cieszę, się jednak, że ktoś w czasie edukacji mi o niej choć trochę opowiedział. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z tym, co napisałaś, że wciskają nam tę kulturę na siłę, grożąc jedynkami, uwagami do dzienniczka czy innymi wymyślnymi sankcjami, co jest bez sensu. Jednakże czasami pod tym przymusem możemy odkryć, że czytanie nie boli, a balet to nie tylko faceci biegający w rajstopkach po scenie. Przyznaję się szczerze, że wielu lektur z gimnazjum czy liceum nie przeczytałam wyłącznie przez negatywne nastawienie do nich. Teraz wracam do tych książek i okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba jestem jakaś dziwna, bo czytać lubiłam od zawsze;) A i Werter mi się podobał;) Z jednej strony, lektury szkolne to rzeczywiście takie trochę wmuszanie kultury na siłę. Ale z drugiej - gdyby w ogóle nie uczono o książkach...to dopiero byłaby tragedia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że lektury nie są takim złym pomysłem. Nie wierzę, że w gimnazjum czy liceum ludzie nie znajdują czasu na to, żeby kilka książek przeczytać. U mnie w klasie tylko nieliczni czytali, reszta z góry zakładała, że jak książka to nudna i szkoda czasu. Nie powinno tak być.

    OdpowiedzUsuń
  9. Od dawna porzucałam lektury na rzecz innych książek, ale każdą lekturę zaczynałam czytać bo-może-ta-będzie-dobra. Niestety, z reguły nie była. Już nawet nie chodzi o dobór książek, bo niektóre po prostu wypada znać, ale o to, jak sprawdza się ich wiedzę. Hitem u nas było pytanie "Jakiej maści był koń Kmicica" - na tej podstawie okazało się, że nikt książki w ręku nie miał.
    Co do interpretacji wszelakich, to dla mnie zawsze trafny był pewien komiks, w którym po latach ożywa Ernest Hemingway. I dziennikarz mówi mu, że stworzył niesamowitą historię, o walce z przeciwnościami, samym sobą itd. Hemingway patrzy na niego zaskoczony i mówi: Napisałam tylko o gościu, który łowił ryby. A dziennikarz na to: Panie Erneście, pan w ogóle nie wie, o czym jest ta książka.

    OdpowiedzUsuń
  10. A nawet lubiłam Lalkę. :)A teraz mnie ona "prześladuje".

    OdpowiedzUsuń
  11. To zależy od ludzi. Mnie np. jest strasznie głupio, kiedy podczas zajęć wykładowca nawiązuje do jakiegoś znanego utworu, albo w jakieś powieści autor robi aluzję do klasycznego dzieła - a ja go nie znam. I w sumie cieszę się, że poloniści wciskają nam lektury, bo dzięki temu część klasyków się pozna, później na to czasu nie będzie, bo przecież ilość lektur w szkole to jest zaledwie garstka tych, które powinno się znać. Po maturze możesz się skupić na poznawaniu pozostałej klasyki, zawsze te kilkanaście tytułów mniej masz do czytania.

    A osoby, którym znajomość tych tytułów nie jest do niczego potrzebna (w końcu można być ignorantem i do tego szczęśliwym) to niech zaliczają polski na streszczeniach. Ich sprawa :) Paradoksalnie tacy, kiedy widzą, że ktoś coś czyta, typują tylko tytuły Mickiewicza, Prusa i Sienkiewicza (mówię to z własnego doświadczenia, kiedy przypadkowe osoby na basenie zagaiły o moją książkę). Jakby nie wiedzieli, że poza lekturami szkolnymi są jeszcze inne książki. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z aluzjami mam podobnie, plus to fajne uczucie wiedzieć o co chodzi kiedy ktoś mówi o dajmy na to Orwellu czy siostrach Bronte :) Tyle że do niektórych książek trzeba dorosnąć - dać sobie czas na poznanie historii, zrozumienie zjawisk i dopiero wtedy sięgnąć po klasykę. Moim zdaniem podstawówka czy gimnazjum to nie czas i miejsce na ich "męczenie". Jasne, potem ma się mniej wolnego, ale to, czy znajdziemy np. godzinę tygodniowo na czytanie, zależy bardziej od nastawienia niż kumulacji obowiązków.

      Zgadzam się z tym, że nieczytający postrzegają książki najczęściej wyłącznie przez pryzmat lektur szkolnych - i to jest właśnie problem z wciskaniem kultury na siłę :)

      Usuń
  12. Przypomniało mi się jak kiedyś ze znajomym rozmawiałam o książkach i wspomniałam coś o "Mistrzu i Małgorzacie" Bułhakowa, a on był strasznie zdziwiony, że mogła mi się ta książka podobać - "Bo przecież to szkolna lektura i na pewno jest niemiłosiernie nudna" (co ciekawe jego opinia nie opierała się na niczym poza tym stwierdzeniem, bo samej książki nie czytał).

    OdpowiedzUsuń