piątek, 22 listopada 2013

Dzisiejszy tytuł pewnie okaże się trochę nagłówkowy (wchodzisz, a tam coś zupełnie innego niż się spodziewałeś), ale akurat tym razem wyszło przypadkiem. "Książkowy" to próba odmiany nazwiska Michała Książka, autora "Jakucka" - tytułu co prawda wciśniętego przez Czarne do serii Reportaż, ale niemającego z tym gatunkiem zbyt wiele punktów wspólnych poza głównym założeniem: opowiedzieć o świecie. 

Świeżo upieczonego autora można było spotkać w czwartek w Krakowie, na początku grudnia pojawi się w Warszawie, potem odwiedzi jeszcze Lublin. Warto zarezerwować trochę czasu, żeby posłuchać o mrozie, o Jakucji i narodzie otulonym dwoma szalikami. Pojawią się nawet zagadki, ale z rodzaju tych: "Co? To już? Ale gdzie tu jest jakieś pytanie?" (przykład: Dziesięciu Jakutów nosi lód cały rok. Co to jest?).

Jakucki smog na okładce

"Jakuck" to jedna z ciekawszych, a już z pewnością oryginalniejszych propozycji tego roku, a jej autor jest dokładnie takim człowiekiem, jakiego można sobie wyobrazić w trakcie czytania: zupełnie zachwyconym językiem i przyrodą. Przez całe spotkanie rzucał myślami na temat tego, czym jest a czym nie i jaka być powinna literatura faktu, a że mówił całkiem mądrze, postanowiłam zapisać to, co wyłapałam.

Język jest nośnikiem kultury 

Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele możemy dowiedzieć się o jakiejś kulturze poprzez język, dopóki nie znajdzie się ktoś taki jak Książek, kto opowie nam o tym, że są na świecie tacy ludzie, którzy potrzebują specjalnego określenia na miejsce, gdzie można przeczekać zimę albo że nasz bałagan mógł przywędrować aż z Jakucji przez Rosję. Szkoda, że większość reportażystów w ogóle nie bierze pod uwagę języka narodu przy jego opisywaniu.

Pisząc trzeba myśleć o skutkach

"Jakuck" jest słownikiem miejsca nie tylko dlatego, że autor interesuje się językiem i z pewnością nie z powodu braku mocnych ludzkich historii w zanadrzu. Książek zastąpił ludzi słowami, bo nie chciał brać na sumienie czyjegoś zaufania. Dla niego Republika Sacha to nie przypadkowe miejsce na mapie, do którego trafił przypadkiem na miesiąc i gdzie nie ma zamiaru już wracać. Tam są znajomi i przyjaciele, a opowiadanie o nich całemu światu wydaje się jeszcze trochę dziwne, zwłaszcza kiedy się wie, że ktoś nas z tego rozliczy.

Zazwyczaj nie zastanawiamy się nad tym czytając reportaże, ale czy ich bohaterowie wiedzą o tym, że ktoś upubliczni ich prywatne historie? Z pewnością częściej niż rzadziej nie mają o tym pojęcia, a taka sytuacja dla autora po prostu musi być jakimś tam etycznym ciężarem. 

Reportaż to nie praca naukowa, ale pozbierana wiedza lokalna

To nie jest tak, że jeśli o czymś przeczytamy w książce, trzeba to przyjąć jako prawdę naukowo udowodnioną i oczywistą. Statystyczny reporter nie zagląda do tysięcy bibliotek i archiwów, on jedzie w teren i rozmawia z ludźmi, czyli zbiera wiedzę lokalną. Opowiada o tym, co wiedzą wszyscy albo akurat ci, z którymi miał okazję porozmawiać, a to nie zawsze muszą być eksperci czy choćby samozwańczy znawcy.

Filtrem jest zawsze autor

O tym trzeba pamiętać czytając i prasę i literaturę faktu - nie poznajemy z jej pomocą prawdy obiektywnej, ale sięgamy do informacji zebranych przez konkretną osobę i opisanych z jej punktu widzenia. Nie chodzi tutaj o żadną spiskową teorię dziejów i tak dalej, ale zwyczajny subiektywizm. Reportaż to najpierw autor, dopiero potem opowiadana przez niego historia.

Takie oczywistości, ale często to właśnie one przychodzą do głowy jako ostatnie. 

Przełamywanie lodów :) 

10 komentarzy:

  1. Tytuł posta genialny! :) Bardzo lubię reportaże, a nie miałam okazji jeszcze poznać tych napisanych przez Michała Książka. Koniecznie muszę sięgnąć po "Jakuck". ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę udziału w spotkaniu :) sama miałam ochotę jechać, ale niestety nie udało mi się wybrać. Z tym większą przyjemnością przeczytałam Twój post :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle u Ciebie spotkałam publikację, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, jak Ty to robisz? :) Będę rozglądać się za "Jakuckiem".

    OdpowiedzUsuń
  4. Literatura faktu, choć czytuję, nie ma jeszcze u mnie jakiegoś specjalnego miejsca, ale Ty zaczynasz to zmieniać :) Po "Jakuckiem" sięgnę z całą pewnością :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To, co autor wyciągnie z rozmów z ludźmi, jest o wiele więcej warte, niż tysiąc książek naukowych ;p nie miałam nigdy styczności z tym autorem, jednak myślę, że ma wiele ciekawego do napisania (powiedzenia).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, książki naukowe czyta się najczęściej z przymusu :)

      Usuń
  6. Bardzo fajna sprawa, takie spotkanie autorskie. Cieszę się, że miałaś okazję na nim być!

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że nie mogłam wtedy iść... Niestety, zajęcia ciężko się odrabia, dobrze wiesz ^^

    Muszę w końcu ruszyć się na jakieś spotkanie autorskie i zobaczyć jak to wygląda bo brzmi nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból - sama mogłam iść tylko dlatego, że mi jedne odwołali :)) A właśnie miałam do ciebie pisać z propozycją, bo w tym tygodniu jest kilka spotkań (na przykład we wtorek z Andrzejem Pilipiukiem i Marcinem Mellerem) ;D

      Usuń