sobota, 2 listopada 2013

Czasami oni wszyscy naprawdę chcą dobrze - tyle że nie wychodzi (źródło zdjęcia).

Jakiś czas temu pomyślałam sobie, że fajnie byłoby mieć laptopa. Teraz może nic w tym dziwnego, ale x lat wstecz nie używał ich właściwie żaden z moich znajomych. Wystarczyło że rzuciłam pomysłem, a ten od razu wracał z podkulonym ogonem i argumentami przeciw: bo to niewygodne, ciężko na tym grać i tak dalej. 

Dałam się przekonać na kilka miesięcy, a potem i tak postawiłam na swoim. To było jak odkrycie Ameryki: No zaraz, przecież ja do szczęścia potrzebuję właściwie tylko Worda i przeglądarki, a nie jakiś opcji, o których opowiadają inni i brzmi to jak wykład na temat całek dla dziecka z podstawówki

Teraz nie wyobrażam sobie powrotu do stacjonarnego komputera - zresztą tamci znajomi też, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że w tamtym momencie oni naprawdę chcieli mi dobrze doradzić i myśleli, że to właśnie robią. Nie wzięli tylko pod uwagę tego, że komuś może nie zależeć na tym, co dla nich jest w tym wypadku najważniejsze. 

Tak wyglądają wszystkie te dyskusje na tematy książek papierowych i czytników, wyższości jednego rodzaju sztuki nad innym albo tego, kim jest bloger w porównaniu z dziennikarzem. Próbujemy przekonać kogoś do swoich racji i zapominamy, że ta osoba ma prawo szukać czegoś innego. 

Muchozabójcom zdecydowanie poleca się papierowe wydania książek i gazet.

Polecamy też filmy, książki czy muzykę komuś, kto może mieć zupełnie inny gust i z drugiej strony opieramy się na takich rekomendacjach tworząc plany na wieczór czy weekend. Pytamy znajomych, przeglądamy blogi i dajmy na to filmweb. O ile w dwóch pierwszych przypadkach przynajmniej mamy na kogo zwalić kiepski wybór, o tyle sugerując się ocenami punktowymi możemy mieć pretensje do całego świata - albo do siebie za słuchanie większości. Trochę to nielogiczne, że nastawiamy się na to, że będzie nieźle, bo mówią nam o tym ludzie, z którymi nie mieliśmy w życiu żadnej styczności. 

Czasami dobrze jest podeprzeć się opinii kogoś innego, ciężko byłoby wybierać cały czas na podstawie okładek czy plakatów albo zrobić losowanie: "Co dzisiaj obejrzę?". Tyle że warto jest świadomie pozwalać komuś podejmować za nas takie decyzje, bo nic tak jak kultura nie wpływa na to, kim jesteśmy. Nic też równie mocno nie kształtuje naszych opinii i emocji, wiedział o tym już Platon.

_________________________

Piszę to trochę może przeciwko sobie samej, bo przecież ja też polecam książki i filmy ludziom, z którymi często nie miałam okazji nawet porozmawiać w cztery oczy, ale to dlatego, że dobrze jest mieć czytelnika, który myśli sam za siebie. 

To Ty najlepiej wiesz, jaki film jest dobrym pomysłem na dzisiejszy wieczór.

26 komentarzy:

  1. Na szczęście mam czas, żeby dużo rzeczy sprawdzić na własnej skórze.
    W gimnazjum czytałam recenzje muzyczne uznanych krytyków po to, żeby nauczyć się słuchać, słyszeć i pisać o muzyce. Został mi ten nawyk. Albo czytam recenzje ludzi mądrzejszych od siebie, żeby się czegoś nauczyć, albo recenzje dzieł, które juz widziałam, czytałam, słuchałam, żeby wymienić się poglądami. Nie traktuje ich jako wyznaczników, co powinnam, a czego nie powinnam.
    Napisz mi, ze "Zmierzch" jest zły i nie warto, a i tak go przeczytam. Bo muszę sprawdzić czy na pewno i dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisać i czytać o muzyce do tej pory nie umiem, ale z podejściem jak najbardziej się zgadzam - dobrze jest znać opinie ludzi, którzy są dla nas jakimś autorytetem w danej dziedzinie, ale nie zawsze trzeba je od razu przejmować jako swoje.

      Usuń
    2. Nie, tu nie chodziło o opinie. Bardziej o słownictwo fachowe, to na co warto zwracać uwagę, kiedy porównywali jakąś płytę z inną, to sprawdzałam o czym mówią, tego typu rzeczy... Uczyli mnie ludzie, którzy nawet nie wiedzieli, że mnie uczą :)

      Mam wrażenie, że teksty o muzyce pisze się najtrudniej. Ale zawsze dają mi najwięcej fanu, satysfakcji i... czuję się najlepiej, kiedy piszę o muzyce własnie :)

      Usuń
    3. Chodziło mi mniej więcej o to samo, po prostu traktuję opinię jako coś więcej niż "podobało mi się/było kiepskie" :)
      Zdecydowanie jest to piekielnie trudne (chociaż na początku za wszystko ciężko jest się zabrać). U mnie to działa raczej na tej zasadzie, że kiedy słyszę coś dobrego, mam ochotę podzielić się tym z innymi, ale gdybym miała wymyślić coś więcej niż: "To jest naprawdę świetne!", męczyłabym się pewnie pół dnia :)

      Usuń
  2. Dobry tekst, niby prosta i logiczna sprawa, a jednak wciąż o niej zapominamy. Mnie np. śmieszy jak na fejsbuku na fanpejdżach blogerzy pytają się czytelników czy zmienić szablon czy nie, jaką teraz książkę przeczytać, czy to tło to był na pewno taki dobry pomysł itd. A przecież to tylko i wyłącznie ich blog i to oni w głównej mierze powinni decydować o tym co na nim będzie i jak ma wyglądać, a nie wciąż sugerować się tylko zdaniem innych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież to zagrania pod publiczkę. Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało i nikogo nie krytykuję, bo mi to nie przeszkadza, ale własnie tak wychodzi się ku fanom i daje się im takie poczucie, jakby bardziej uczestniczyli w życiu swojego ulubionego/jednego bloga z ulubionych, coś w tym stylu, a popularność pnie się w górę:)

      Usuń
    2. To jak sterowanie postacią w Simsach: "Na które spotkanie autorskie mam iść?" :D O ile pytanie o to, którą książkę przeczytać, można jeszcze potraktować jako formę zabawy (i właśnie granie pod publikę), wyskakiwanie z: "Podrzućcie mi temat na wpis" jest już często słabe... No cóż, każdy orze jak może? :)

      Usuń
    3. To może się wypowiem, jako jeden z tym grających pod publiczkę.
      Otóż ostatnim razem, kiedy grałem, to grałem na telefonie w "Angry Birds". Może będzie to dla Was zaskoczeniem, ale mnie serio interesuje zdanie czytelników na temat wyglądu bloga, tego czy wygodnie się im z niego korzysta, bo może i blog faktycznie jest tylko i wyłącznie mój, ale poza mną czyta go też parę innych osób. A ja lubię robić dobrze moim czytelnikom, bo wtedy oni robią mi dobrze - odwiedzając bloga.

      Usuń
    4. Dostawanie informacji zwrotnych od czytelników jest ważne, jasne, ale jak się z tym przesadzi to w pewnym momencie może wyjść na to, że masz zielone tło chociaż wolisz czerwone, piszesz o nowych technologiach, na których się kompletnie nie znasz i tak dalej. Łatwo jest coś poświęcić, trudniej z tym potem żyć ;d

      Nikt nie pisze bloga tylko dla siebie (chociaż nadal są tacy, którzy twierdzą inaczej), ale złoty środek jest chyba jednak trochę bliżej autora niż czytelnika ;)

      Usuń
    5. Informacje od czytelników są ważne, ponieważ potrafią oni spojrzeć z innej perspektywy na bloga (najprostszy przykład: mogą mieć inny monitor, np. mniejszy i blog może im się nie mieścić na ekranie - ale jak to, przecież na moim 24-calowym się mieści?, etc.). Jest też różnica między pytaniem o zdanie, a bezmyślnym działaniem według tego zdania. Nie jest ważna ilość pytań, lecz to, co zrobimy z odpowiedziami. Nie chodzi o to, żeby od razu bezmyślnie się dostosować, ale żeby poznać czytelników.

      Usuń
    6. Zgodzę się z Dadą: pytanie czytelników o wygląd bloga jest czym innym, od pytania jaki film obejrzeć dziś wieczorem. Film oglądam sama dla siebie, co najwyżej mnie się nie spodoba, a bloga się pisze dla innych. Innymi słowy to taka różnica, jak pytanie o ocenę filmu ze strony potencjalnego widza, a reżysera.

      Usuń
  3. Ja mam manię przeglądania cudzych ocen na B-netce czy Filmwebie, ale tak naprawdę niezbyt często sugeruję się cudzymi, wysokimi ocenami. Za to zdarza mi się sięgnąć po książkę czy film jeśli są polecane przez osoby, z którymi mam zbliżony gust. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo. Wgapiamy się w te oceny, chociaż tak właściwie nie powinny one kompletnie nic dla nas znaczyć - film czy książka może podobać się milionowi osób, ale to nie znaczy, że my będziemy milion pierwszą :)
      Kierowanie się opinią kogoś o podobnym guście brzmi sto razy logicznej.

      Usuń
  4. Tak szczerze, to nie rozumiem, o co Ci chodzi ;-) Lecz po kolei.

    Zaczynasz od laptopa i piszesz, że znajomi Ci odradzali - ale nie wyjaśniasz dokładnie, czy pytałaś się ich o radę, czy po prostu mówiłaś, że chcesz laptopa. To ważna różnica, zaraz do niej wrócę ;-)

    Potem piszesz o filmach i książkach, które komuś polecamy - i też nie wyjaśniasz, czy polecamy po tym, jak osoba spytała się nas o radę, czy polecamy, bo po prostu dany tekst kultury nam się podobał. To ważna różnica ;-)

    Pora na wspomniane różnice.

    Laptop - jeżeli pytałaś się o radę, mówiłaś do czego potrzebujesz komputera i radziłaś się osoby rozeznanej w temacie, to śmiem sądzić, że ta osoba jednak wzięła pod uwagę Twoje potrzeby i to na czym Tobie zależy. Jeśli jednak po prostu mówiłaś, że chcesz laptopa, bo chcesz i już, te sprzeciw znajomych jest w pewnym stopniu zrozumiały - nie znali Twojej perspektywy.

    Książki i filmy - osobiście, gdy nie wiem co zobaczyć/przeczytać, to pytam o zdanie osoby, które znają mój gust i wtedy ufam ich wyborom. Podobnie z blogami - jeżeli widzę, że blog specjalizuje się w jakieś tematyce, to zakładam, że opinia autora jest wartościowa i zakres błędu jest dość mały - na dodatek mogę go zmniejszyć, czytając po prostu recenzję i sprawdzając, co się mu w książce podobało/nie podobało. Sam nie polecam komuś bezmyślnie "Hobbita", skoro ten ktoś zasnął w połowie "Władcy pierścieni" - jeżeli wiem, co się tej osobie podoba i przeczytałem/zobaczyłem coś podobnego, to dopiero wtedy polecam, najczęściej jednak dopiero wtedy, gdy zostanę o poradę zapytany.

    Podsumowując, bo już mi się nie chce, chciałaś dziś napisać, że dobrze jest nie być lemingiem, który ma kisiel zamiast mózgu?;-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, Dada "dobrze jest nie być lemingiem, który ma kisiel zamiast mózgu?" podoba mi się ten tekst xD Pasuje na podsumowanie tego posta. No bo tak, opieramy się na recenzjach, opiniach innych, ale mamy swój gust i swój mózg, który chyba jednak w takich przypadkach wykorzystujemy i wiemy czy coś może nam się spodobać czy nie :)

      Usuń
    2. Sytuacje, kiedy prosimy o polecenie kogoś, kto dobrze zna nasz gust, to akurat niezły pomysł na poznanie nowych treści, ale ja miałam na myśli przede wszystkim przypadki, kiedy dostajemy informacje nie prosząc o nie (jak w przypadku mojego laptopa), rzucamy pytaniem w niewłaściwym kierunku lub w kiepski sposób (coś w stylu:
      - Poleć mi coś dobrego.
      - No dobra, ale co twoim zdaniem jest dobre - jakiś gatunek, autor...?
      - No nie wiem, coś dobrego), a po trzecie kiedy posiłkujemy się opiniami wziętymi z kosmosu (7.7 na filmwebie czy lubimyczytac to już znaczy, że warto? A skąd wiemy, kto tę ocenę wystawił?).

      Z waszą teorią co do tego, że zarzucani informacjami mamy jeszcze mózg na obronę, bym się kłóciła i mam przykład :) Jeśli jakaś książka, dajmy na to "Zmierzch", staje się popularna i otrzymuje tysiące pozytywnych ocen, w pewnym momencie sięgają po nią nawet ci, którzy nie lubią ani opowieści o wampirach ani romansów dla nastolatek i lecą hejty - to chyba nie do końca logiczny wybór, prawda? :P Podobnie jest ze wszystkimi sytuacjami kiedy zaczynamy coś czytać, bo "wszyscy chwalą". Sprawdzamy coś, chociaż tak na zdrowy rozum od razu wiemy, że nam się nie spodoba.

      Usuń
    3. No ja "Zmierzchu" nie czytałem, bo to nie moja tematyka i wisi mi, że 'wszyscy chwalą' (zwłaszcza, że wiem, kto to, ci wszyscy) ;-) Mam sprawdzone źródła czerpania wiedzy na temat dzieł - czy choćby i sprzętu :]

      Usuń
  5. Mój nawyk nie pozwala obejrzeć mi filmu przed uprzednim sprawdzeniem go chociażby na filmwebie, który i tak nie jest adekwatny do rzeczywistości. Aczkolwiek nawet mimo złej oceny, obejrzę go, aby przekonać się o tym na własnej skórze. Sama nie wiem po co w takim razie sprawdzam, ale jakoś tak.. jest mi raźniej? Poza tym na blogach często dowiaduję się o naprawdę dobrych filmach, na które nie trafiłabym w innym wypadku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo! Muszę sprawdzić ilość gwiazdek na filmwebie lub lubimyczytać, choć wiem, że często ni jak się mają do moich osobistych preferencji :)

      Usuń
  6. Mnie najbardziej wkurza to, że właśnie czasem niektórym wydaje się, że wiedzą lepiej ode mnie samej, czego chcę. A tak nie jest - ja rozumiem, chcą być życzliwi, tego nikt im nie zabroni. Ale między podsuwaniem rad a byciem natarczywym jest cieniutka granica, niestety nie dostrzegalna przez wszystkich :) A co do komputera stacjonarnego - moja mama posiada i ile razy przy nim usiądę, to się czuję jakby to było moje pierwsze zetknięcie z komputerem xD

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasami może lepiej pójść pod prąd i nie posłuchać znajomych, ale przeczytać coś wartościowego, coś co mnie samego zadowoli. Z drugiej strony pozytywne opinie, ekranizacja, która zbiera same pochwały, a producenci zarabiają miliony dolarów, to też jakby nie patrzeć, wpływa na naszą opinię na temat danej książki. Wybór zależy od nas. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli mam zamiar obejrzeć coś na wieczór to często korzystam z Listy Filmów/Seriali Do Obejrzenia, którą sama tworzę już od jakiegoś czasu, aby nie mieć nigdy dylematu. :) Nie powiem, zwracam uwagi na oceny, komentarze, recenzje, ale nie traktuję ich jako jakiś wyznacznik. No chyba, że mój Gustomierz (Filmweb), czy jak to się to tam nazywa, pokazuje mi, że film na pewno mi się nie spodoba - wtedy mu wierzę. ;D Znajomych CZASAMI pytam o zdanie i to tylko tych, którzy mają podobny gust.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeżeli chodzi o filmy, to na filmwebie przeglądam filmy i seriale znajomych, o których wiem, że mamy bardzo podobny gust filmowy :) Zawsze trafi się coś, czego jeszcze nie widziałam. Recenzje czytam, lub choćby przeglądam pobieżnie, bo często zdarza się, że ktoś zachęci mnie do książki/filmu z gatunku, po który zazwyczaj nie sięgam. Jak na razie jeszcze nie trafiłam na coś, co zraziłoby mnie do tego systemu :)
    A znajomych o opinie pytam bardzo często, bo lubię znać różne punkty widzenia na daną sytuację/rzecz, choć sam dylemat rozstrzygam już w zgodzie sama ze sobą. Tak było prawie dwa lata temu, gdy chciałam kupić tablet, wszyscy namawiali mnie na notebooka. A teraz prawie każdy korzysta z tego przenośnego urządzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To co piszesz zakłada, że trzeba znać siebie, znać swoje potrzeby - tylko to pozwala uniknąć bezmyślnego zdawania się na opinie innych. Czy wybieracie książkę kierując się tylko liczbą gwiazdek, czy też czytacie opis i zastanawiacie się, czy treść tej książki w ogóle jest dla was interesująca? Czy rzucacie się na lekturę dlatego, że autor właśnie dostał Nobla, mimo że wcześniej na myśl wam nie przyszło sięgnięcie po jego dzieła? Nasza kultura jest jednak kulturą nastawioną na zewnątrz - na pozyskiwanie akceptacji innych, a nie na introspekcję i poznawanie samego siebie - i stąd wiele osób ulega stereotypom i owczym pędom.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawy wpis :) Aczkolwiek czasami nie da się przewidzieć na sto procent, co idealnie trafi w nasze gusta... mimo że znamy siebie na wylot...

    OdpowiedzUsuń
  12. Dużo zależy od tego czym się kierujemy przy wyborach, a raczej co przeważa, że sięgniemy np. po daną książkę czy obejrzymy film. Jeżeli idziemy za tłumem np. czytamy coś tylko dlatego, że wszyscy to polecają, to raczej jest to słaba motywacja. Nie mówię, że sama nie kieruje się czasami czyimiś opiniami - ale często mam też tak, że czyjaś ostra krytyka np. książki sprawia, że na przekór chcę ją przeczytać i skonfrontować nasze wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń