sobota, 16 listopada 2013

Jeśli kiedykolwiek próbowaliście kupić książkę dla dziecka, które jeszcze nie potrafi czytać (temat w sam raz na przedświąteczną gorączkę), pewnie wiecie, że jest to znacznie trudniejsze niż wybieranie czegoś dla siebie. Biało-czarne kartki idą w odstawkę, a bardziej niż tekst liczy się wszystko inne. Wydawcy nie zawsze ułatwiają sprawę, zwłaszcza wciskając tysiące linijek na stronę albo myśląc, że odpowiednia postać z Aut czy Samolotów na okładce załatwi sprawę.

Po przejrzeniu dziesiątek książeczek wybraliśmy z czteroletnim Ł. nasze ulubione, a nawet pomyśleliśmy o tym, co jest w nich takiego fajnego. 

Jak wygląda dobra książka dla dziecka, które jeszcze nie czyta?

Oczywista oczywistość: ma obrazki


Niektórzy jeszcze wierzą, że tylko wnętrze ma znaczenie i chwała im za to, ale tak naprawdę design rządzi naszym życiem i udowadniamy to już na jego początku, kiedy chętniej przeglądamy ładnie ilustrowane baje o czymkolwiek niż kiepsko sprzedane treści z wyższej półki. Im obrazków więcej i im są ładniejsze, tym lepiej – proste.

Nie jest zasypana treścią


Jedno, góra dwa zdania na stronie to maks, zresztą i tak nie przeczytasz dziecku więcej kiedy ono już chwyta za róg kartki, żeby zobaczyć następną. Do tego krótkiej treści łatwiej jest się nauczyć, a największa frajda to udawanie, że już umiemy czytać, kiedy tak naprawdę mówimy z pamięci fragmenty usłyszane wcześniej kilkanaście razy.

Coś się w niej rusza


Jedyna „papierowa” bajka, jaką zapamiętałam z dzieciństwa, to Królewna śnieżka i to nie dzięki fabule. Chodziło raczej o trójwymiarowe elementy wyskakujące z książki w trakcie czytania. W skrócie: kiedy coś się rusza, przesuwa, odsłania lub można z tym  zrobić cokolwiek innego, jest co najmniej dobrze. Zawsze (no chyba że to wylatujące kartki).

Można w niej pisać, rysować, wyklejać


...byle nie trzeba było targać z nudów. 

8 komentarzy:

  1. Mój bratanek lubi oglądać książeczki ze zwierzętami, zwłaszcza koty są w cenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to dobrze, że nie mam takich problemów :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Tobą w 100% procentach ;) I też pamiętam trójwymiarową Królewnę Śnieżkę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczności :) Im więcej kolorów - tym dla małego dziecka lepiej. Na pewno się wtedy zainteresuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam się tych zasad kupując książki dla mojego 3-letniego chrześniaka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Problem w tym, że ja nie pamiętam, jaką książkę czytałem w dzieciństwie, ale na pewno była zgodna z Twoimi kryteriami. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najlepsze są właśnie takie, które się rozkładają, bądź mają w sobie jakąś fajną teksturę - wtedy dzieciaczek się interesuje, dotyka etc :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Tobą w 100 %. Książki z małą ilością obrazków a większością tekstu odstraszają :) Pamietam doskonale jak to było ze mną. Książka bez obrazków to nie książka ;)

    OdpowiedzUsuń