piątek, 4 października 2013

Tydzień offline = Możliwości

Też widok z okna, tyle że nie windowsowego

Spędziłam już kiedyś w Krakowie dwa tygodnie bez telefonu (wtedy też stwierdziłam, że jego najgenialniejszą i najbardziej potrzebną funkcją jest budzik), teraz przyszła kolej na internet. Od zeszłego piątku podłączyłam się dwa razy na jakieś dwadzieścia minut: żeby dać znać, że żyję i odpisać na przynajmniej część e-maili. Pozostały czas wykorzystałam chyba nieźle, bo teraz marzę tylko o tym, żeby się przespać.

Nigdy nie spędzałam szczególnie dużo czasu przed monitorem, a przynajmniej tak myślałam do teraz, bo nagle okazało się, że Magnolie pochłaniają mnóstwo godzin tygodniowo (plus małe oszustwa z rodzaju: "Już piszę, jeszcze tylko sprawdzę, co słychać na Twitterze…"). Wystarczająco dużo, żeby odwiedzić drukarnię Znaku, zjeździć całe miasto wzdłuż i wszerz z B. komunikacją miejską, odhaczyć kilka ambitniejszych filmów i tych pod tytułem: "On wyśmieje, ale ona i tak obejrzy", rozpocząć nowy duży projekt, skończyć "Charlotte i jej siostry Bronte" (taką cegiełkę, która prawie nie mieści się w torebce), "Osamę" i połowę "Jakucka", oswoić (wreszcie!) windowsową ósemkę i tak dalej.

Taki tydzień offline pozwala przewartościować kilka rzeczy, ustalić priorytety, znaleźć nowe zajęcia. To odtrutka, którą najchętniej wcisnęłabym na siłę każdemu ze znajomych, od których słyszę, że oni to by w sumie poczytali, ale "nie mają na to czasu". Niektórzy rzeczywiście go nie mają, ale wymówek szukają przeważnie ci wiecznie zalogowani na facebooku. Nie chodzi o to, żeby w ogóle zrezygnować z internetu, ale spędzenie bez niego dnia czy dwóch, żeby popatrzeć na siebie z boku, to zawsze dobry pomysł.

Dzisiaj piątek, może by tak wyłączyć się na chwilę?

Kwejkowe mądrości (na wypadek gdyby ktoś nie wiedział)

16 komentarzy:

  1. Napisałbym komentarz, ale się wyłączyłem, toteż komentarza nie napiszę, bom go już napisał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak komentarza pod tym postem to chyba odpowiednia reakcja, ale żeby jeszcze dać znać, że się go nie pisze? Mistrzostwo świata ^^

      Usuń
  2. Ja jestem uzależniona od Internetu i dla mnie jeden dzień bez niego kończy się załamaniem nerwowym:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, ja też. Mogę np. nie siąść przez cały dzień, ale niech się okaże, że nie ma Internetu akurat wtedy, jak mi się zachce skorzystać... Powiedzieć, że robię się agresywna, to mało;)

      Usuń
  3. Często robię sobie takie przerwy, bo czasami jestem zbyt przytłoczona wirtualną wioską ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie blogi wciągnęły i zajmują dużo czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też miałam w czasie wakacji taki okres bez internetu, przy czym był to miesiąc z małymi przerwami - więc troszkę dłużej. Też byłam zadowolona z mojego odłączenia, nabrałam dystansu do pewnych rzeczy. Jedyne co mi się dało we znaki, to odcięcie od informacji ze świata i zdanie się na bardziej tradycyjne media. Problematyczny okazał się również brak dostępu do przepisów kulinarnych, co było dość zaskakujące :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubie robic sobie takie przerwy od internetu.
    Na FB akurat mnie nie ma, zlikwidowalam konto, bo czulam sie inwigilowana. Myslalam, ze bedzie mi tego brakowac, ale wcale tak nie jest, a przez to oszczedzam sporo czasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Teraz to z komentowaniem blogów jest mały problem, ale w wakacje dużo czasu spędzałem na blogosferze. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje mi się, że powinnam sobie zrobić taki "urlop" od sieci, ale ciężko to zrealizować, jeśli co dzień musi się sprawdzać uczelnianą pocztę, by się przygotować do zajęć. Chyba że to tylko kolejna wymówka, bo przecież "najtrudniejszy pierwszy krok..." :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja chyba też muszę odpocząć. Dwa miesiące nie miałam internetu i ojej, jak dużo robiłam w ciągu dnia :) Internet to zło, zabieracz czasu i wciągacz. Chyba kilka dni w miesiacu przydałoby się zrobić wolne od sieci.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, ja ostatnio jestem wyłączona prawie cały czas (nie wliczając wpisywania tematów do dziennika internetowego). Statystyka mojego czytelnictwa również spadła drastycznie. W sumie mam wrażenie, że nie robię nic oprócz pracy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja niestety nie mogę sobie pozwolić raczej na takie przerwy... Na wakacjach korzystałam mniej, liczy się? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Niekiedy robię sobie takie przerwy, są całkiem dobre. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tydzień lub więcej bez internetu to bardzo dobra opcja;) Niestety podczas roku akademickiego to niezbyt możliwe...

    OdpowiedzUsuń