piątek, 25 października 2013


Najlepszy dzień na kupowanie książek to w Krakowie zawsze czwartek. Nie trzeba stać w gigantycznych kolejkach do kasy, a potem do szatni, przejście z jednego końca hali na drugi to jeszcze nie przeprawa wiążąca się z wpadaniem co kilkanaście metrów na fanki Cejrowskiego ustawione w dziesięciu różnych kolejkach po autograf, a razem z lekturami można upolować torby czy koszulki (tyle w temacie opowieści znajomych, do mnie trafiły dwie książeczki z przepisami, czyli jeszcze więcej tekstu :)). 

Mocno wierząc w czwartkową teorię, właśnie tego dnia miałam zamiar postawić na Jagielskiego, ale nie wzięłam pod uwagę, że moja torebka (i kręgosłup) będą przeciw. Zdobyłam jednak coś innego: kalendarz  z sówkami. W tej samej serii była jeszcze Audrey Hepburn, o której opowiadałam wam tutaj i długo się nad nią zastanawiałam, ale małe mądrale jednak wygrały.



Czwartkowo-piątkowe zdobycze to oczywiście także zakładki. Wczoraj były tylko dwie, dzisiaj jest już cały wachlarz, który pewnie rozjedzie się po świecie, bo zawsze podrzucam jakieś do konkursowych przesyłek. 


Piątek (a potem jeszcze sobota i niedziela) to już trochę inne targi. Robi się dużo tłoczniej i głośniej, co na dłuższą metę może mocno zmęczyć, ale są też zalety, bo za tłumami przybywają autorzy (podobno to działa w drugą stronę, niech będzie).

Żeby nie było, że tylko chodzę i oglądam ładne okładki, wybrałam się na panel o całkiem niezłym tytule: "Press is dead? Jak jeszcze skuteczniej promować książki". Potem trochę żałowałam, że nie zrobiłam zdjęć, ale wszyscy oprócz mnie wyglądali tak poważnie, że aż głupio było tam niemądrze mrugać oczami, a co dopiero z aparatem wyskakiwać. Spotkanie prowadził pan pracujący w firmie zajmującej się PRem na rynku książki i w tych działaniach nastawionej na infosferę, więc pojawiło się sporo zagadnień związanych z social mediami czy blogosferą. Merytorycznie nic nowego, ale kilkukrotnie można było zrobić większe oczy, na przykład na widok czegoś na kształt rankingu blogów (ocen na podstawie liczby odwiedzin, lubisiów na facebooku i tak dalej) albo po odkryciu, że filmik, który sporo osób z pewnością kojarzy, został nakręcony jako viral mający na celu promowanie książki i jest w całości wyreżyserowany.


Z Centralnej dosyć szybko przeniosłam się na rynek, gdzie w ramach Conrad Festiwalu można było spotkać Huszanga Asadi (o rozmowie na temat irańskiej literatury i polityki jeszcze się pewnie rozpiszę). Trochę szkoda, że obydwa wydarzenia pokrywają się ze sobą, bo wybranie jednego bywa ciężkie. 

Byłam, widziałam (pieniądze wydałam :)) i w moim przypadku to niestety tyle, bo poza sobotnim spotkaniem w Smakołykach nie dam już rady wziąć udziału w żadnym wydarzeniu. Jeśli ktoś planuje się wybrać w najbliższych dniach na Centralną, polecam niedzielny zjazd blogerów i warsztaty personalizacji tekstu, bo nazwa brzmi naprawdę nieźle, a jak już pewnie niektórzy się zorientowali, ja najczęściej wybieram panele na podstawie pierwszego wrażenia. 


Espritowe stoisko z plakatem ostatniej książki Lewisa, którego ciężko nie zauważyć :)

17 komentarzy:

  1. Byłam dzisiaj i tłumów dzikich nie było. Zwłaszcza w porównaniu z sobotą i niedzielą. Zero kolejek do kasy, łatwo się chodzi i przede wszystkim jest w miarę czym oddychać. Kupiłam 4 książki, zebrałam kilka zakładek i katalogów. Na targi się już nie wybieram, ale w Smakołykach będę, więc mam nadzieję, że się spotkamy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dzisiaj miałam to szczęście, że bez przerwy trafiałam na jakieś wycieczki czy większe grupy ludzi, więc wrażenie tłumów było, ale w kasach rzeczywiście bez tragedii :) Do zobaczenia jutro mam nadzieję :))

      Usuń
  2. Sówki są słodkie! Ja też nie lubię tłoku na takich wydarzeniach. Wtedy nie można się nawet spokojnie rozejrzeć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żałuje, że mam tak daleko do Krakowa, ale cieszę się, że tobie targi się podobały;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny ten kalendarz. Chciałabym się wybrać kiedyś na Targi Książki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę mnie przerażacie tymi sobotnimi tłumami - tyle chciałabym zobaczyć i nie wiem, czy się w ogóle przecisnę z jednego końca hali na drugi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no aż takiej tragedii nie ma (jest za to integracja ;)), ale jeśli się ma do wyboru czwartek/piątek lub sobota/niedziela to stoiska lepiej zwiedzać jednak przed weekendem.

      Usuń
    2. Przeciśniesz! Jakby co to będziemy razem przeć do przodu :D

      Usuń
  6. mam nadzieję, ze kiedyś też uda mi się być na Targach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłaś i nie machałaś, że jesteś? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja to Wam wszystkim zazdroszczę, że tworzyliście ten tłum, i żałuję, że mnie tam nie ma. Oczywiście trzeba być realistą - podróż do Krakowa, noclegi, kupno książek - to wszystko kosztuje, nie tylko pieniądze, ale i czas. Niestety, w tym roku nie było mi dane. Super kalendarz! Pozdrawiam, wciąż zazdroszcząc.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zakupy zrobione, pieniądze wydane i do czytania!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłam dziś, ale tłok skutecznie umożliwiał cokolwiek ;d mózg parował :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny zeszyt z sówkami! :D Ja omijam targi (żałuję :( ) z tego powodu, że nie cierpię przebywać w skupiskach ludzi...
    Zazdroszczę okazji wysłuchiwania wystąpienia: "Press is dead? Jak jeszcze skuteczniej promować książki"... :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten zeszyt z sowami mnie oczarował! :) Przepiękny jest!
    Strasznie żałuję, że nie dałam rady być wtedy w Krakowie ;c

    OdpowiedzUsuń