wtorek, 8 października 2013


Wierszy nie lubi się przede wszystkim za niekończące się pytania w stylu: "Co symbolizują żółte zasłony?" z czasów szkolnych (jeśli ktoś widzi w nich coś więcej niż ładny kolor to w porządku, ale dlaczego z góry zakłada, że inni też będą nazywać ser słońcem?), ale też bo trochę wbrew logice trzeba w nich traktować autora jak cień. To nie on mówi, ale podmiot liryczny, który żyje tylko przez chwilę, żeby podzielić się przemyśleniami wziętymi z powietrza i popartymi niezdobytym doświadczeniem (akurat!).

Eryk Ostrowski idzie trochę w drugą stronę. Opiera się co prawda bardziej na prozie niż poezji, ale każdą z nich w równym stopniu traktuje jak narzędzie do odczytania charakteru autorki, czyli Charlotty Bronte. W jego pracy pisarka,
Jane Eyre, Caroline Helstone i pozostałe bohaterki książek są tą samą osobą, a przynajmniej posiadają wspólne przekonania, dzielą się uczuciami, a nawet wyjmują sobie wzajemnie słowa z ust. Granica pomiędzy tym, co literackie, a prawdziwym życiem, jest bardzo ruchoma. Czasami dwa światy wręcz się pokrywają, kiedy indziej jedno jest zapowiedzią drugiego albo alternatywną historią niespełnionych marzeń.

Właśnie literatura jest zdaniem Ostrowskiego kluczem do rozwiązania zagadki trzech wielkich sióstr żyjących na prowincji i tworzących dzieła do dzisiaj wpisane w kanon: "Wichrowe Wzgórza", "Jane Eyre" czy "
LokatorkęWildfell Hall". W "Charlotte Bronte i jej siostry śpiące" wkłada on między bajki legendy związane z ich autorstwem i przedstawia historię giganta: najstarszej, która wzięła na siebie odpowiedzialność za wszystkich pozostałych. Literackiego geniusza, wielkiego człowieka, ale też nieszczęśliwej kobiety.

Fragment najsłynniejszego portretu C.


Trzeba pamiętać, że rozważania na temat autorstwa dzieł podpisanych tym samym nazwiskiem - Bronte - to w tej chwili tylko domysły i przypuszczenia. Pewnie już nie odkryjemy tajemnicy, możemy tylko porównywać pojedyncze fakty z tym, co zapisano w książkach. To szukanie prawdy schodzi jednak na drugi plan, kiedy poznaje się opowieści o życiu na plebanii (a przede wszystkim Charlotte) i wplecione w nie fragmenty wszystkich sześciu powieści, mnóstwa wysłanych listów do przyjaciół i wydawców, a także szkicu biograficznego i przedmów. Zwłaszcza odwołania do literatury zamykają tę książkę na czytelników nieznających konkretnych tytułów, ale dla tych pozostałych powinny być największą zachętą do przeczytania.

Książka ciekawa głównie dlatego, że zadaje pytania o to, jak blisko autorowi do kreowanych przez niego postaci - czy oddaje on im swoje myśli i emocje? W którym momencie kończy się życie, a zaczyna fikcja literacka i czy w ogóle można je rozdzielić? To jasne, że pisarz opowiada o tym, co go interesuje i jego zdaniem warte jest wspomnienia, robi to też z własnej perspektywy, na bazie konkretnych doświadczeń, zawsze więc do pewnego momentu opowiada o sobie, nawet jeśli publicznie odcina się od tego i zasłania wyobraźnią. Może szukanie go w literaturze wcale nie jest myleniem adresu?

Autor trzeciej już (obok "Na plebani w Haworth" i "Siostry Bronte") biografii sióstr Bronte powstałej w Polsce spojrzał na temat z ciekawej perspektywy i właściwie ujął go w słowa. Dzięki niemu można trochę inaczej spojrzeć na niektóre fragmenty "Shirley" czy "
Profesora" niż oczami kogoś, kto nie wie o istnieniu odpowiednika powieściowego profesora czy zakompleksieniu Charlotty. Ciekawie, treściwie i klimatycznie.

3 komentarze:

  1. Pożerałam tę książkę po prostu. Bardzo lubię książki sióstr Bronte (a może raczej jednej z nich, jak mówi się w książce), więc i o Charlotte i rodzinie musiałam poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ile ty masz książek autorstwa siostrzyczek! Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zaczyna się u mnie faza na siostry i coś czuję, że i tej książki to nie ominie ;-)

    OdpowiedzUsuń