środa, 25 września 2013

Pisać o polskim kinie i nie wspomnieć któregokolwiek z filmów Juliusza Machulskiego to lekkie nieporozumienie, bo jeśli istnieje coś takiego jak nasza krajowa klasyka, przynajmniej kilka z nich z pewnością się do niej zalicza. Dzisiaj o tych mniej i bardziej docenionych, starszych i nowszych, znajdzie się nawet coś z Krakowem jako miejscem akcji. Większość to idealne propozycje na noc filmową, moje dzisiejsze cienie pod oczami są chyba najlepszym dowodem.


Dobrze skrojona rola, czyli "Kiler"

Prawie cały klimat tego filmu to Pazura, którego idealnie dobrano do roli taksówkarza oskarżonego o bycie płatnym zabójcą. To mogłaby być typowa historia rodem z kafkowskiego "Procesu", gdyby nie Jerzy Kiler właśnie. Postanawia on, trochę wbrew logice, podporządkować się regułom gry, a zaczyna od opowiedzenia dziennikarce, jak wyglądało jego pierwsze morderstwo... Cała ta transformacja głównego bohatera i wszystko, co się z nią wiąże, jest trochę zabawne, ale przede wszystkim wciągające.


Skok na sztukę, czyli "Vinci"

Główny wątek jest prosty i oczywisty: trzeba ukraść Damę z gronostajem. Zadania podejmuje się Cuma (Robert Więckiewicz), który został zwolniony z więzienia ze względu na "zły stan zdrowia". O pomoc prosi brata, Szerszenia (Borys Szyc), chociaż ten w międzyczasie został policjantem. 

To właśnie tutaj można pooglądać Kraków w tle. Sam film nie jest wybitnie oryginalny, ale naprawdę nieźle się go ogląda, nawet jeśli za najciekawszą postać uznamy ekscentryczną (i wyrzuconą ze studiów) malarkę. Do tego akcja na zakończenie jest całkiem niezła. 


Zemsta na pierwszym miejscu, czyli "Vabank" i "Vabank II"

O Vabanku już wspomniałam. Jest on gatunkowo podobny do "Kilera" i "Vinci" - widz znowu patrzy na świat z perspektywy przestępcy i to jemu kibicuje bardziej niż policji. W "Vabanku" chodzi o chęć wyrównania rachunków: Kwinto po wyjściu z więzienia planuje zemstę na Kramerze, dzięki któremu został aresztowany. który doprowadził do jego aresztowania.


Facet w feministycznym świecie, czyli "Seksmisja"

Obraz przyszłości bez miejsca na mężczyzn, o którym nie trzeba chyba nikomu opowiadać. Jak nie leci w telewizji to i tak zawsze się gdzieś wepchnie. 


W trochę innym stylu, czyli "Ile waży koń trojański"

Tym razem trochę inny Machulski, co widać już po tytule, bo wszystkie pozostałe (plus "Psy", "Dług" czy mająca niedługo premierę "Ambasada") są jednowyrazowe. Żadna komedia kryminalna, ani nawet podróż w przyszłość, wręcz przeciwnie - krok wstecz, bo do czasów PRLu. Znacznie słabiej oceniany niż te starsze, ale wciąż niezły na tle całego polskiego kina.

Juliusz Machulski stawia na konkretne klimaty: kręci filmy o podobnej tematyce i z często przypominającymi siebie bohaterami. Można powiedzieć, że robi trochę jak Allen, tyle że jemu wychodzi. 

16 komentarzy:

  1. Bez tych filmów moje dzieciństwo byłoby zdecydowanie niepełne :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego zestawu moje ulubione filmy to "Kiler" i "Vinci". O ile "Kilerem" już się przejadłam po kilkunastokrotnym oglądaniu go z moim tatą - w moim domu nikt inny nie lubi Pazury, więc tak samo sprawa wyglądała z 13 posterunkiem :) - to "Vinci" wielbię nadal. Fakt, nie jest to komedia wysokich lotów, ale zawsze przednio się na niej bawię. Młoda, dziwaczna malarka, jej ojciec, mój ulubiony Więckiewicz i zabawne akcje - jestem na tak i pewnie obejrzę jeszcze nie raz. Póki co. :) A co do Machulskiego i Więckiewicza - zamierzam obejrzeć Ambassadę, mimo tej fali hejtu, jaka wylewa się w internetach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 13ty posterunek oglądałam jakoś koło gimnazjum, sentyment jest ;) "Ambasadę" też zamierzam obejrzeć, chyba nawet na "Wałęsę" z Więckiewiczem zerknę, chociaż akurat Wajda nie jest jednym z moich ulubionych reżyserów...

      Usuń
  3. Uwielbiam wszystkie i mogłabym oglądać je setki razy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ile waży koń trojański - zdecydowanie mój ulubiony film spośród powyższych :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem jak mogłaś nie wspomnieć przy okazji o "Kołysance"! To jest po prostu genialny film!
    Pamiętam, że było to dla mnie sporym zaskoczeniem, że okazał się być aż tak dobry :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat "Kołysanki" jeszcze nie widziałam, chociaż planuję to nadrobić, ale szczerze mówiąc akurat po niej tak na pierwszy rzut oka nie spodziewałabym się czegoś rewelacyjnego (ale zawsze lepiej być zaskoczonym w tę stronę :)).

      Usuń
  6. Bardzo dobre filmy. Obecnie niestety straciłam zaufanie do polskich filmów i nowych produkcji unikam jak ognia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wszystkie filmy Machulskiego znam, ale "Seksmisję" i obie części "Killera" uwielbiam. Przypomniałaś mi czasy, gdy filmy oglądało się jeszcze w telewizji i z emocjami sprawdzało program na następny tydzień :>

    OdpowiedzUsuń
  8. Vabank, Vinci, Seksmisja... Mogę oglądać aż za często ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ogromny plus za ostatnie zdanie recenzji :D Oczywiście filmy Machulskiego znam i lubię, nie widziałam tylko "Ile waży koń trojański", ale nadrobię niedługo. Z pozostałymi obserwacjami oczywiście się zgadzam :D

    OdpowiedzUsuń

  10. Wszystkie te filmy bardzo lubię, ale i tak Seksmisja rządzi :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wszystkie znam, ale z tych, które oglądałam, chyba Vinci podobał mi się najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem wielkim fanem tego pana, ale z chęcią obejrzałem "Ile waży koń Trojański" i mogę go oglądać nieskończoną ilość razy, bo nigdy mi się nie nudzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. "Killer", "Vinci", "Ile waży koń trojański"...widziałam, lubię i mogę polecać;)

    OdpowiedzUsuń