niedziela, 22 września 2013

Czas Żniw (Samantha Shannon)
Co na zdjęciu robi King, wyjaśniam pod koniec, bez paniki :)

Taką lekką fantastykę, której przykładem jest "Czas Żniw", można by porównać do obyczajówek, gdyby oczywiście ich akcja toczyła się na innej planecie. Poprzeczka jest ustawiona wyżej, bo autor musi wykreować od podstaw całą rzeczywistość, ale czytelnik sięgający po którąkolwiek z nich będzie zawsze szukał tego samego: rozrywki na kilka godzin.

Do sprawy najlepiej podchodzić z odpowiednim nastawieniem: nie wymagać dzieła na miarę klasyki i nie czepiać się oczywistości, bo ile razy można powtarzać, że wątek miłosny albo wojna dwóch światów to tematy już zużyte? Stąd dzisiejszy temat: Jak czytać fantastykę w wersji lekkiej (taki Tolkien i Orwell na przykład odpadają, chociaż niektóre punkty i u nich znajdują zastosowanie)?

Odpowiedź na to pytanie może być krótka i trochę mniej krótka (jeśli oczywiście ktoś lubi stopniowanie w wersji francuskiej, po polsku wypadałoby jednak, żeby była dłuższa). Ta pierwsza mieści się w jednym słowie: szybko. Tutaj nie ma sensu zastanawiać się nad głębszym przesłaniem (zwykle jest jedno, można je sobie dopasować do sytuacji: jakikolwiek dar wiąże się z odpowiedzialnością), wszystkie analizy pod tytułem: "Co autor miał na myśli?" też nie mają racji bytu, bo to akurat widać czarno na białym. Na co więc zwracać uwagę i jak traktować poszczególne części teksu?

Zgrywaj eksperta

To jasne, że na początku nie masz pojęcia, o co chodzi. Otwierasz dajmy na to taki "Czas żniw", pierwszy tom serii stworzonej przez 22-letnią Samanthę Shannon (tacy ludzie wpędzają w kompleksy), widzisz fajną jednowyrazową dedykację, cytat z "Dziwnych losów Jane Eyre" i już się uśmiechasz. Tylko że na następnej stronie bez ostrzeżenia atakują cię jakieś tabelki z siedmioma kategoriami jasnowidzenia (jasne, już czytam) i mapa (tutaj przynajmniej mniej-więcej wiadomo, na co patrzeć). Powiedzmy, że decydujesz się darować sobie ten wstęp i przechodzisz od razu do tekstu, jak na chcącego poznać dobrą historię przystało.

I bach! Poznajesz dziewczynę, która jest jasnowidzem. Należy do jakiegoś gangu, chociaż ojcu wmawia, że uczciwie pracuje. Jest całkiem w porządku, bohaterów sporo, ale można się we wszystkim połapać, świat zupełnie nowy, ale panujące w nim zasady są raczej proste (ktoś powiedział, że jasnowidzenie jest złe i tego się trzymamy). Tyle że zaraz do niego dołączają zaświaty, a potem jeszcze karna kolonia. Są ludzie zwykli, ludzie z różnymi darami, szychy Sajonu, które są złe, ale jeszcze gorsi są Refaici, a tacy Emmici to już w ogóle szczyt szczytów. Nawet jedzenie jest niedobre.

Na początku ciężko jest się w tym wszystkim połapać. Można spędzić godziny na układaniu wszystkiego w głowie, można też brnąć dalej (ogólny sens przecież łapiemy: jeśli myślisz, że coś jest złe, poczekaj jeszcze chwilę) i czekać, aż wszystko powoli się wyjaśni.

Przygotuj się na Bamboozle 

Ktoś (najczęstszy autor wszelkich prac, badań i twierdzeń) kiedyś stwierdził, że twórcy fantastyki nie mają wcale źle, bo jeśli akcja się nie klei to wystarczy postawić na wzgórzu "tajemniczą zakapturzoną postać" i lecieć dalej. To trochę tak jak z grą w Bamboozle: nowe reguły i rzeczy warte wspomnienia pojawiają się dopiero wtedy, kiedy są potrzebne. Czasami brzmi to tak niedorzecznie, że można tylko się uśmiechnąć.


Samantha Shannon też zaserwowała czytelnikowi kilka takich momentów. Ni z tego ni z owego można dowiedzieć się choćby o istnieniu złotego sznura, który rozkręca pozostałą część akcji. Reguły tworzone są więc na bieżąco, ale jeśli tylko otrząśniemy się z szoku stu pierwszych stron, dalej nie damy zbić się z tropu. 

Nie szalej z docinkami 

O tym wspomniałam już wcześniej. Kiedy ktoś z trochę większym stażem czytelniczym niż przeciętny człowiek słyszy banały w stylu: "Nie lubię romansów, bo są przewidywalne", załamuje ręce. Gdyby to była ich jedyna cecha, nikt by tego nie czytał, a skoro to jedyne, co można im zarzucić, chyba warto sobie darować. Sięganie po daną książkę tylko po to, żeby wyśmiać jej gatunkowe minusy ("No jasne, jasnowidzenie, to takie mało wiarygodne"), jest zwyczajną głupotą. Czasami można sobie pozwolić na sarkazm albo wymądrzanie się, ale bez przesady.

O jedzeniu pomyśl wcześniej

Takie książki jak "Czas żniw" czyta się dwa dni, chociaż mają ponad pięćset stron. Ja po pierwszym wieczorze (sto stron) pomyślałam, że opowieść jest raczej średnia, ale przy drugim podejściu (czterysta prawie za jednym zamachem) dałam się wciągnąć. Byłam strasznie ciekawa, co będzie dalej, a o to chyba w czytaniu "lekkiej" fantastyki chodzi.

Czas Żniw - Samantha Shannon

Kiedy mój brat zobaczył okładkę tej książki, powiedział:
- "Czas żniw"? To się kojarzy z jakimś dobrym horrorem... Ewentualnie z "Chłopami" (faktycznie, to prawie to samo).
Wydawcom powieść skojarzyła się z twórczością pani Rowling, a przynajmniej jako taka jest promowana. Ja porównałabym ją trochę do "Gildii magów": dziewczyna z pierwszorzędnym darem, która dostaje się do znienawidzonego przez siebie świata. Tak, to te klimaty. 

PS. Aha, jeszcze jedno. Jako że jesteście ślepcami, na premierę "Czasu żniw" musicie poczekać do 6. listopada. Sorry Winnetou! :)

25 komentarzy:

  1. Fantastyczna recenzja i nie, nie chodzi mi tylko o wstawienie fragmentu z "Przyjaciół" :) Myślę, że lekka fantastyka to coś w sam raz dla mnie. Zainteresuję się "Czasem Żniw" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, też bym się dała przekupić za fragment z "Przyjaciół" :D

      Usuń
  2. Super to opisałaś :) Ja właśnie zaczynam czytać tę książkę i to będzie moja pierwsza przygoda z fantastyką, więc mam nadzieję, że się nie zawiodę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W życiu nie sięgałam po książki z tego gatunku, ale planuję nadrabiać fantastykę ogólnie. Teraz przynajmniej wiem jak ją czytać ;) Na początek jednak chyba wezmę się za polską fantastykę, a takie książki jak ta zostawię na później - boję się, że mogłabym się za szybko zniechęcić do gatunku jako takiego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale mi tu zawiało ironią :P
    To takie polecanie książki.. przez nie polecanie? Nie wiem jak to określić.. z jednej strony poczułam, że książka Ci przypadła do gustu, ale z drugiej tak jakbyś z niej troszkę hmm drwiła(?)(nie wiem czy to odpowiednie słowo) :D
    Ale mimo wszystko.. osiągnęłaś sukces! Zaciekawiłaś mnie "Czasem Żniw"i o to chodziło...chyba? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś w tym jest? Chciałam raczej polecić, ale też dać do zrozumienia, że książka nie jest szczególnie genialna i ma sporo cech gatunku, który chyba nawet nie istnieje, ale ja nazywam go lekką fantastyką - do pośmiania, wciągnięcia się na kilka godzin i tyle :) No ale o obiedzie zapomniałam, więc chyba warto.

      Usuń
  5. Ciekawa recenzja, w której powieść stała się jedynie tłem opowieści.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałem ostatnio fantastykę i to taką ciężką, że miałem ochotę skończyć w połowie książki. :) A to chyba nabrało miana: muszę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój tata za to zwykł mawiać, że jak pisarz nie wie ma weny, to pisze coś w języku elfów, albo innych stworzeń :) I coś w tym jest :)
    "Czas żniw" zwrócił moją uwagę choćby samą okładką, która niby prosta i banalna, ale jakże cudowna :) I myślę, że prędzej czy później ją przeczytam, w końcu nie ma nic lepszego na jesienne wieczory, jak lekka fantastyka :)
    Ps. Jak ty to robisz, że potrafisz wepchać Przyjaciół do recenzji książki fantasy? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z okładką jest chyba tak, że ta biała to wersja do recenzji, a w księgarniach pojawi się niebieska (ta pod koniec wpisu), ale pewna nie jestem :)
      A "Przyjaciele" zawsze i wszędzie :D

      Usuń
  8. Moje kontakty z fantastyką nazwałabym nad wyraz sporadycznymi. Ciągle jednak wierzę, że kiedyś pokocham książki z tego gatunku. :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Lekka fantastyka? Nie, dziękuję;) Muszę jednak przyznać, że Twój tekst może się przydać, gdyby mimo wszystko zdarzyło mi się po nią sięgnąć;) Ale krótki opis fabuły akurat tej powieści raczej mnie odstrasza...

    OdpowiedzUsuń
  10. Lekka fantastyka ma jeden dobry plus- jest lekka :). Kiedy mózg jest przepracowany i naprawdę ciężko się skupić, jest to najlepsze co możemy przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudny tekst :) Nie oderwałam się od literek ani na moment :D Rzekłabym więc, po studencku: polać jej! Ale że to kulturalna strona to tylko powinszuję lekkiego pióra mistrzu :)

    Książkę sobie chyba, mimo wszystko, odpuszczę - ale nie bierz tego do siebie! To wina okładki, fabuły i sznura ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet ty mi przypominasz, że za tydzień o tej porze znowu będziemy studentami? (Wcale się nie przyznam, że trochę nie mogę się doczekać, bo potem będę narzekać :D). Akurat po sznurze jest całkiem fajnie, więc tego możesz tylko żałować (chociaż trochę minusów się znajdzie) ^^

      Usuń
  12. Fantasy to dla mnie odskocznia od świata który nie jest fantastyczny, dlatego chciałabym wiedzieć jak ją czytać. Świetny wpis :)
    http://qltura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. "atakują cię jakieś tabelki z siedmioma kategoriami jasnowidzenia" - I co, po lekturze (albo w trakcie) te tabelki okazały się przydatne? ;) Lubię takie dodatki: mapy, słowniczki etc., ale wolę, kiedy są umieszczone na końcu. Na początku rzeczywiście mogą odstraszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dosyć często wspominane, na początku można się trochę pogubić, ale potem już wszystko jasne :)

      Usuń
  14. A ja jestem medium i niebawem sama poznam tę historię :) ciekawe jak na mnie zadziała :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hahahaha świetny post. Naprawdę fajna forma opowieści o książce, którą też na szczęście niedługo zacznę czytać. Jak to dobrze być Medium! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Kilka razy próbowałam przekonać się do fantastyki i nie udało mi się. Nie wiem czy starczy mi determinacji, żeby próbować dalej.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobre! :D

    Z moim czytaniem fantastyki jest o tyle dziwnie, że wszem i wobec oświadczam - nie to, to nie dla mnie, a jak ktoś mi coś wciśnie w ręce, to czytam z wypiekami na ryjku. Już dawno przestałam podejmować próby zrozumienia tego zjawiska. W każdym razie - na razie fantastyki nie czytam. :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny wpis, bardzo humorystyczny i fajnie napisany :) Czytałam z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie czas żniw kojarzy się bardzo jednoznacznie a więc ze zbiorami.
    Za fantastyka nie przepadam więc raczej nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Lubię czytać lekką fantastykę. Odpoczywam wtedy na maxa. Wyłączam myślenie ( oczywiście o oddychaniu pamiętam ) i bez większej analizy zatapiam się w książkę. Przykładów takich książek jest mnóstwo np. książki Artura Baniewicza, czy też Jakuba Ćwieka, można też polecić trylogię Czarnego Maga...itp.

    OdpowiedzUsuń