czwartek, 12 września 2013


Jeśli chcesz sprawdzić, czy możesz z kimś porozmawiać o książkach, nie zaczynaj od pytania o ulubiony gatunek. Nawet jeśli ty wolisz literaturę faktu, a ta druga osoba fantastykę, szybko znajdziecie jakiś punkt zaczepienia (choćby Orwella), a później będziecie już tylko zarzucać się kolejnymi tytułami. Jak więc najlepiej przetestować innego czytelnika?

Zapytaj o Coelho

Dlaczego właśnie Coelho? Powód jest prosty - odkąd w internecie pojawiły się grafiki z bezsensownymi zdaniami przytaczanymi jako jego słowa, prawie każdy kojarzy to nazwisko jako symbol kiczu. To, jaką dostaniesz odpowiedź (lubię/nie znoszę), nie ma większego znaczenia, zwłaszcza że sprzeczne opinie to nawet lepszy powód do rozmowy. Bardziej liczy się twoje drugie pytanie: "Które z jego książek znasz?", bo jeśli ta osoba wyraziła wcześniej opinię, a nie zna żadnej, oznacza to że: a) książki jej nie interesują, a informacje na ich temat wyłapuje z kwejka czy innych demotów i najlepiej zmienić temat, nie ma sensu męczyć jej i siebie, b) szufladkuje książki jeszcze przed ich przeczytaniem, a na dodatek ocenia innych na podstawie tego, czy je lubią, chociaż może powiedzieć o nich tyle, że "wszyscy wiedzą, że to jest beznadziejne". Kiedyś wszyscy wiedzieli, że jak się spadnie z krańca ziemi to już się raczej po tym nie pozbiera.



Co najmniej zastanawiające jest to, że podobne opinie pojawiają się nie tylko przy rozmowach o niczym, kiedy próbujemy szybko wymyślić jakiś temat i pytanie z stylu: "Lubisz książki/filmy/muzykę?" prędzej czy później samo wpada do głowy. Można na nie trafić nawet przy okazji wydarzeń poświęconym stricte książkom. 

W trakcie jednej z dyskusji prowadzonych przy okazji zeszłorocznych Targów Książki w Krakowie wypłynął temat "Zmierzchu", także używanego przez prawie wszystkich jako przykład kiepskiej literatury. Ktoś rzucił: "Nie czytałam i na szczęście udało mi się przed tym ochronić córkę" (moja mina? nie-do-opisania). Ochronić przed czym? Przed epidemią, wojną, nałogami? Nie, ale przecież co znaczy to wszystko w zetknięciu z opowieścią o dziewczynie, która się zakochuje. To dopiero coś, z czym trzeba walczyć! Najlepiej wyśmiejmy tych, którzy czytają coś takiego w młodości, żeby przypadkiem potem podobne pomysły nie przychodziły im do głowy

No jasne, "Zmierzch" to nie lektura z wyższej półki, ale w swoim gatunku nie jest to książka zła, a już na pewno nie taka, która zasługuje na bycie przykładem czegoś mało ambitnego, kiedy nie chcemy się zbłaźnić w rozmowie z kimś, a nie wiemy, czy ta osoba nie lubi Kinga, Michalak czy może Sapkowskiego. Mieć pretensje, że nie zachwyca językiem albo nie jest wymagająca pod względem treści to jak rozczarować się Prusem po tym, jak nie znalazło się u niego scen rodem z filmów akcji.

Metoda z Coelho albo Meyer sprawdza się zawsze, bo dzięki niej wiemy od razu, czy ktoś po pierwsze czyta, a po drugie nie jest ignorantem, a o ile z tym pierwszym typem ludzi ciężko o literaturze rozmawiać, o tyle ten drugi zdecydowanie ich przebija.

PS. Na potrzeby dzisiejszego wpisu po sześciu latach ponownie przeczytałam "Zmierzch". Wrażenia zupełnie inne, ale książka tak samo niekiepska. 

27 komentarzy:

  1. Bardzo mądrze napisane :)
    Też nie lubię szufladkować. Miałam taki okres gdy np. Daniel Steel była dla mnie symbolem czytelniczej degrengolady, ale zmieniłam zdanie. Nie wolno łatwo oceniac. i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe metody :)
    Co do Zmierzchu, uważam, że nie jest aż taka zła. Bywały gorszę, więc nie rozumiem tych krytyk..
    Pozdrawiam ^,^

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię Coelho odkąd zdarzyło mi się napisać o nim pracę. Och, nie dość, że czytam, to jeszcze mogę coś na ten temat powiedzieć. :3

    A poważnie - sposób śmieszny, a dobry. Wypróbuję kiedyś w barze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę podobny do tego jest "Test domowej biblioteczki". Są dwie wersje:
    1. U kogoś w domu - jeżeli nie ma takiej nigdzie, to zapewne nie pogadasz o książkach (jasne, są biblioteki, ale bardzo rzadko trafia się na osobę, która czyta i nie ma w domu książek).
    2. W Twoim domu - jeżeli gość widzi Twoją biblioteczkę i pyta: "Wszystkie przeczytałaś?", wtedy też wiesz, że nieszczególnie orientuje się w temacie książek.
    Zawsze zostaje też proste pytanie o tytuł ostatnio przeczytanej książki - jeśli odpowiedź będzie wymagała dłuższego zastanowienia, to... no ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, rzeczywiście ten tekst: "Wszystkie przeczytałaś?" pada ze strony osób, które nie czytają zbyt wiele - wcześniej nie zwracałam na to uwagi ^^ Ale na ostatnio przeczytanych sama się czasami zacinam, bo mi się przypomina pięć tytułów jednocześnie :D

      Usuń
    2. O rany, tak, moje znienawidzone pytania "Wszystkie przeczytałaś?", "Kiedy Ty to wszystko przeczytasz?" i najgorsze ze wszystkich "Ile tu pieniędzy jest, nie szkoda Ci było na książki wydawać?".

      Usuń
  5. Oj, takie szufladkowanie tylko i wyłącznie na podstawie kwejka czy demotów jest okrutnie męczące. Nawet ciekawej dyskusji nie można przeprowadzić z osobami oceniającymi na ich podstawie. Doceniam, kiedy ktoś ma własne zdanie na jakiś temat, ale tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli jest ono wypracowane przez doświadczenie, a nie przeświadczenie, że skoro w sieci napisano, że coś jest "be, fe i fuj", to takie w rzeczywistości musi być.
    A że nie lubię Coelho i Meyer, to inna sprawa... Oczywiście miałam okazję zapoznać się z ich sztandarowymi dziełami ;)
    Podziwiam Twoje poświęcenie! Ja już nigdy nie wrócę do Zmierzchu, szkoda mi czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coelho też nie lubię (do tej pory kojarzy mi się z tą łyżką, w którą wgapiał się główny bohater w "Alchemiku"...), ale Meyer czytałam (tak jak Dominika w komentarzu niżej ^^) w gimnazjum i jakiś tam sentyment został. A poświęcenie niezbyt wielkie, zajęło mi to godzinkę (dobra, przyznam się, niektóre opisy omijałam :)) i chociaż wyłapałam sporo błędów i niektóre momenty wydały mi się bardziej naciągane niż dawniej, w kilku momentach i tak parsknęłam śmiechem :D

      Usuń
  6. Ja to widzę tak.. "Zmierzch" stał się "kitem" czy jak to określić.. w chwili gdy zyskał popularność. W chwili gdy książka ta stała się nie małą inspiracją dla twórców.
    Zaczęłam czytam całą serię, kiedy byłam w gimnazjum(czyli 5 lat temu) nie było jeszcze tyle szumu.. ja po prostu lubiłam czytać i książka okazała się całkiem przyjemna. Z czasem oczywiście.. wraz z chwilą kiedy "dorosłam" zdałam sobie sprawę, że książka ta jest może trochę banalna.. ale przecież o to chodzi.. o banalność, o tą wyjątkowość.
    Oczywiście, że znawcy literatury będą psioczyć na temat powieści Meyer, ale taka gimnazjalistka po prostu przeczyta miłą książkę o miłości.. ale nie tylko gimnazjalistka! Kurcze nie lubię takiego gadania "uchroniłam córkę" oczywiście.. uchroniłaś ale w swoim przekonaniu.. może ona będzie czytać harleQuiny.. no i co z tego.. ważne, że coś czyta.. ignorancja w tym momencie będzie gorsza..
    Wkurza mnie psioczenie na takie powieści. To oznacza, że każdy ma czytać Sienkiewicza? Oczywiście, że nie bo znajdzie się osoba, która powie, że klasyki są nudne...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy post :) Powiem Ci tak, ze ja już wolę Coelho, niż Meyer (Żeby nie było :P, czytałam z Coelha: Pielgrzyma, Weronika postanawia umrzeć, Usiadłam na brzegu rzeki Piedry i płakałam, Zwycięzca jest sam, Alchemika, Być jak płynąca rzeka, a p. Meyer czytałam cala serie zmierzch i Intruza), chociaż, jak miałabym wybierać najlepszą książkę spośród ich publikacji (które oczywiście przeczytałam), to z pewnością wybrałabym "Intruza". Ale jedna książka nie przeważa, bym uznała jej autorkę za lepszą od Coelho, ponieważ z kolei jego książki takie jak Pielgrzym, Weronika postanawia umrzeć, Usiadłam na brzegu rzeki Piedry i płakałam okazaly się bardzo (dla mnie) ciekawe (ale nie najlepsze w porównaniu do "Intruza"). Uff, ale dlugi ten komentarz :P

    Obrazek cudny <3

    Amen! Pozdrawiam! ;)
    D.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trafne spostrzeżenia;) Czytałam zarówno Coelho jak i Meyer i w chwili lektury ich powieści nawet mi się podobały, ale po latach nie dostrzegam już w nich tylu zalet. Mimo wszystko lepiej czytać tych autorów, niż nie czytać wcale;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe... Czyli jeśli nie czytałam ani Coelho ani Meyer to?... No właśnie, to co? Chyba po prostu nie sprawdzi się ta "zawsze sprawdzająca się metoda". Albo wyjdzie, że ze mną o książkach rozmawiać nie można.

    No, chyba że ja zacznę gadać o innych książkach.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, tutaj teoria lekko się sypie, ale ktoś lubiący czytać pewnie i tak odpowie: "Nie znam Coelho/Meyer, wolę inne klimaty" albo rzuci jakimś nazwiskiem. Ale serio ani Coelho ani Meyer? Byłam pewna, że tacy ludzie (przynajmniej z tych czytających sporo) nie istnieją :D

      Usuń
  10. Ciekawy pomysł. Nie pomyślałabym o Coelho jako początku rozmowy? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że masz sporo racji. Najlepiej wybadać grunt. Ja w sumie w ogóle unikam takich tematów w rozmowach z ludźmi. Wychodzę najczęściej z założenia, że każdy ma swój gust. To, co mi się podoba, inna osoba uzna za beznadziejne i odwrotnie. Jak już rozmawiam o książkach, to z osobami o podobnym guście lub z takimi, które wiedzą, co lubię, a czego nie lubię w książkach. W ten sposób można sobie oszczędzić frustracji. Najłatwiej rozmawiać o tym z przyjacielem, który dobrze Cię zna. Moja przyjaciółka ma nie co inny gust do książek, ale jakimś cudem obie wyczuwamy, jakie książki spodobają się tej drugiej... ;)

    Ja muszę się przyznać, że nie jestem wielką fanką Coelho, choć znam, kupuję i czytam jego książki. Uważam je po prostu za miłe, lekkie i przyjemne. Myślę, że jego krytyka wynika głównie z faktu, iż bazuje na banałach. To, co podawane jest jako jego "złote myśli" to tak naprawdę rzeczy naturalne i logiczne, z których każdy inteligentny człowiek zdaje sobie naturalnie sprawę i nie widzi w tym nic odkrywczego. Poza tym myślę, że krytykuje się go za sam fakt bycia popularnym, bo ludzie mają tendencję do negatywnego oceniania tego, co popularne wśród mas. Ludziom wykształconym często się zdaje, że jak coś jest popularne wśród osób niewykształconych, to znaczy, że musi być banalne i kiczowate. Wiem to stąd, iż na mojej uczelni było sporo pisarzy uważanych za wyklętych. Nie można było np. napisać pracy dyplomowej o książkach Grocholi, bo profesorzy uważali ją za marną pisarkę - najprawdopodobniej dlatego, że wówczas była powszechnie popularna, bo wcale nie uważam jej prozy za kiczowatą, choć do wielkiej literatury też nie należy.

    O "Zmierzchu" pisać nie lubię. Bo muszę przyznać, że u mnie zaczęło się od filmu. Obejrzałam i mnie zatkało. "Co ludzie w tym widz?" - myślałam. "Zwykła banalna historyjka o miłości dla nastolatków. Prosta, nieskomplikowana fabuła z lekko bezsensownym zakończeniem... I jeszcze to świecenie się w słoneczku i skakanie po drzewach... Żałosne". Potem próbowałam przeczytać książkę. Owszem, czytało się dobrze, bardzo szybko. Ale moją uwagę zwróciło natychmiast, jak bardzo prostym językiem jest to pisane. Nie było tam pięknych opisów, nie było skomplikowanych epitetów, nic wymyślnego. Prosty język, jakby pisane to było dla dziecka. No więc do mnie to nie przemówiło po prostu. Bo lubię temat wampirów od dziecka. Jakoś tak mam do tego słabość po paru serialach. Mój ulubiony to "Więzy krwi", dzisiaj już zapomniane. Przywykłam też do wizji wampirów znanej z książek Anne Rice. Wampir - mroczna, zła istota. Nie mogłam pogodzić się z wizją ze "Zmierzchu" - lalkowaty, chudy chłopaczek, świecący się w słońcu, skaczący po drzewach i wysysający krew z niewinnych zwierzątek. Co gorsza, było to ukazane pozytywnie. Nie tylko wysysanie krwi ze zwierzątek, ale też samo bycie wampirem - upiorem żyjącym w mroku i chlającym krew. "Kurde - myślałam - co w tym pozytywnego?". No i jakoś tej serii nie polubiłam. Wydaje mi się zbyt infantylna. Wyobrażam sobie jednak, że nastolatkom może się podobać. I jakoś tego nie ganię. W końcu każdy ma prawo lubić to, co lubi. I czytać to, co lubi... ;)


    Pozdrawiam,
    Sol

    OdpowiedzUsuń
  12. nieco*

    Jak coś, to przepraszam za błędy, ale strasznie niewygodnie mi się pisze na laptopie. Mam złą klawiaturę.

    Btw. Chciałam powiedzieć, że miałaś rację co do etykiet w blogu. Podzieliłam na 3 rodzaje, wrzuciłam na koniec. Od razu się przejrzyściej zrobiło.

    Dzięki za rady! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tylko czekam na dzień, aż ktoś mi wyjaśni czemu taki "Zmierzch" jest kiczem, a już słodkopierdzące "Miasto kości" to bestseller i bardzo głęboka książka :-) Póki co nikt nie zaspokoił mojej ciekawości :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nie lubię ani Coelho, ani Meyer, a już na walające się w księgarniach książki Michalak patrzeć nie mogę. Czy mi się wydaje, czy ta pani wydała już w tym roku z 5 książek? Zaczynam podejrzewać, że ma jakąś fabrykę, produkującą kolejne powieści wedle utartych schematów...

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak ja nie lubię, gdy ktoś ocenia coś, czego nie czytał na zasadzie "mówią, że kiepskie, więc ja też będę twierdzić, że tak jest". =/
    Z Coelho wyrosłam, "Zmierzch" uważam za mocno przeciętny, Grey jest napisany koszmarnym językiem. Ale przeczytałam i żyję. Inni przeczytali i też żyją. I niech sobie każdy czyta co chce.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nieśmiertelny "Zmierzch" dzięki, któremu tak naprawdę zaczęłam czytać. Muszę się zgodzić, nie rozumiem ludzi, którzy czegoś nie czytali, a komentują. Albo cała ta "akcja" z Coelho.. Często stosuję metody, które zamieściłaś w poście i muszę powiedzieć, że naprawdę się sprawdzają.

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślę, że to wychodzi w praniu, więc prędzej czy później, to wyjdzie na jaw. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja czytać lubię, ale chyba do ignorantek należę, bo nie czytam tego co teraz modne, tylko to co do ręki mi wpadnie. Ostatnio same dyrdymałki są u mnie na tapecie (romansidła znaczy się), ale nie czuję się przez to gorzej :) Po prostu na trudne lektury czasu brak i chwil ciszy, a tak chociaż z jakimś słowiem pisanym mam styczność. No i bajki czytam, codzienie jedną i to nawet jak dzieci zasną to i tak kończę sama. Chyba się uwsteczniłam po prostu.

    A u mnie na tapecie "Kuzynki" Pilipiuka :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale z tym Zmierzchem to jest tak, że wydaje się ludziom, że literatura musi być najwyższa, najlepsza i w ogóle mieć milion przesłań. Przy książce powinno się spędzać dobrze czas, a że romansidło to jedno wielkie, ten Zmierzch, to człek co nie lubi, będzie mówił, że beznadziejne. A mimo wszystko zła taka książka nie jest - nic ambitnego, ale czyta się szybko, no i niektórzy bohaterowie są genialni :)
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale z tym Zmierzchem to jest tak, że wydaje się ludziom, że literatura musi być najwyższa, najlepsza i w ogóle mieć milion przesłań. Przy książce powinno się spędzać dobrze czas, a że romansidło to jedno wielkie, ten Zmierzch, to człek co nie lubi, będzie mówił, że beznadziejne. A mimo wszystko zła taka książka nie jest - nic ambitnego, ale czyta się szybko, no i niektórzy bohaterowie są genialni :)
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Skąd ja to znam... nic mnie tak nie wkurza jak stwierdzenia, że ta książka/ film/ zespół są głupie, jak wcześniej nie miało się styczności z tą twórczością... Kiedyś, jak byłam w liceum w ten sposób szufladkowano Pottera. Koleżanka potrafiła się ze mną kłócić, że książka jest beznadziejna i nudna, dlatego jej nie czytała... No cóż, teraz mam inne koleżanki :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie zgadzam się z opinią, że jeśli ktoś nie ma książek w domu to ich nie czyta. Ja mam bardzo mało książek w domu a kilka regałów u rodziców bo nie mam na nie miejsca. Poza tym od lat kupuję książki sporadycznie bo są strasznie drogie więc pożyczam od znajomych ale przede wszystkim korzystam z biblioteki. Nie mam potrzeby poznawania nowości wydawniczych, mogę przeczytać książkę np. dwa lata po jej ukazaniu się na rynku.A co do pytanie "Co ostatnio przeczytałaś" to usłyszałam kiedyś tekst "taką grubą książkę ostatnio czytałem". Więcej się z tym człowiekiem nie spotkałam. Pozdrawiam Kasia
    PS. Fajny blog. Będę tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam przekonywać się do tego punktu widzenia i coraz częściej pozbywam się książek na rzecz znajomych i bibliotek, ale jednak część zawsze zostanie i myślę że każdy czytelnik ma coś podobnego - jeszcze nie spotkałam kogoś, kto lubiłby czytać, a nie miałby w domu kompletnie żadnej książki :) A domowa biblioteczka to niekoniecznie stosy od ziemi do sufitu.
      "Takie grube książki" bywają kłopotliwe - jak tu zapamiętać ich tytuły? :D
      Dziękuję za mile słowa, pozdrawiam!

      Usuń