niedziela, 4 sierpnia 2013


Na początku w kinie zauważa się przede wszystkim aktorów, ale to tak, jakby o jakości książki miały decydować cechy charakteru poszczególnych bohaterów, nie styl i wyobraźnia autora. Z czasem jednak zwraca się coraz większą uwagę na reżyserów, których nazwiskami podpisywane są filmy, a wtedy można bez problemu stwierdzić, jak wielki mają oni wpływ na to, co tworzą, bo chociaż odtwórcy ról, scenarzyści i producenci się zmieniają, dzieła Tarantino zawsze mają w sobie coś z cwaniactwa, a oglądane w ciemno produkcje Allena niezmiennie lądują w tych samych schematach, po których ciężko byłoby nie rozpoznać jego ręki.  


Charakter, nawyki i poglądy reżyserów mają więc ogromne znaczenie dla widzów ceniących ich pracę i być może szukających potwierdzenia własnych interpretacji konkretnych filmów. W zrozumieniu psychiki tych ludzi pomagają książki takie jak "Reżyserzy", będące zbiorem rozmów na tematy prowokowane co prawda przez zadającego pytania, ale jednak oddające w każdej kwestii głos głównym zainteresowanym. Janusz Wróblewski nie poddaje bowiem analizie słów swoich bohaterów, nie narzuca interpretacji, on zostawia czytelnika sam na sam z ikonami współczesnego kina.

Książka składa się z dwudziestu dziewięciu rozmów autora z tymi, których nazwiska kojarzą nawet ludzie zaglądający do kina tylko sporadycznie. Wśród nich - obok wspomnianych wcześniej Tarantino i Allena - znaleźli się między innymi Cronenberg, Haneke (jego "Miłość" była nominowana w tym roku do Oskara za najlepszy film) oraz Benigni, co trochę mnie zdziwiło, bo szczerze mówiąc do tej pory kojarzyłam go przede wszystkim jako aktora. Nie zabrakło też polskich reżyserów, a więc Polańskiego czy Kieślowskiego. Każdy wywiad został poprzedzony krótkim wprowadzeniem na temat twórczości tych postaci.

 Cronenberg - Wschodnie obietnice (2007)


Warto potraktować tę książkę jako większy projekt i przed przeczytaniem rozdziału związanego z reżyserem, którego wcześniej nie kojarzyliśmy, obejrzeć przynajmniej jeden jego film, by nie podchodzić do niektórych rozmów jako zupełnie nas nie interesujących. Dla mnie "Reżyserzy" to początek znajomości z dorobkiem Cronengerga, którego o dziwo polubiłam, ale też pierwsze spotkanie z Haneke i rezygnacja z niego po czterdziestu minutach "Pianistki" (2001). 

Przede wszystkim jednak ta książka jest świetną okazją do lepszego poznania reżyserów, do których twórczości mamy mniej czy bardziej emocjonalny stosunek. Dzięki niej można się dowiedzieć, dlaczego western i film wojenny stały się tak tarantinowskie jak sensacja, co okupacyjne wspomnienia Polańskiego mają wspólnego z jego decyzją o sfilmowaniu "Pianisty" (2002), a także - że filmowy Allen wcale nie przypomina tego prawdziwego. Jest to prawdziwa mieszanka faktów, której nie warto czytać jak każdą inną ciekawą książkę, czyli "za jednym zamachem". Jej trzeba poświęcić trochę więcej czasu i uzupełnić ją filmowymi przerywnikami, by zyskała w oczach czytelnika swoją wartość.

To ważna książka. Głównie z tego względu, że autor zadaje naprawdę inteligentne pytania. Po niemal każdym z nich można się zorientować, że dobrze zna sztukę filmową i wie, co zasługuje w niej na uwagę. Opracowane przez niego teksty to propozycja głównie dla miłośników współczesnego kina oraz tych, którzy orientują się w nim przynajmniej w niewielkim stopniu. 

Jeśli miałabym zmienić coś w "Reżyserach", byłaby to pewnie strona wizualna. Wiadomo, że w kinie obraz ma ogromne znaczenie, dlaczego więc lekceważy się go w związanej z nim literaturze? Książka z pewnością zyskałaby sporo, gdyby znalazły się w niej zdjęcia z przynajmniej niektórych omawianych filmów i trochę większe portrety głównych bohaterów-reżyserów. Na szczęście można sobie z tym poradzić mając pod ręką komputer, ale o ile wygodniej byłoby nie musieć go używać do skojarzenia poszczególnych produkcji?

Czy warto? No jasne!

5 komentarzy:

  1. O, coś dla mnie. Cieszę się, że napisałaś o tej pozycji, bo pewnie umknęłaby mojej uwadze... Fajnie, że znalazło się też miejsce dla "naszych":]

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam już o tej książce i chętnie bym po nią sięgnęła. Miło, że jest też miejsce dla polskich twórców. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjna książka. Długo i powoli ją czytałam, ale warto było. Choć zabrakło mi ?Burtona i Almodovara, ale tak poza tym - wspaniała lektura obowiązkowa dla każdego kinomaniaka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja właśnie jestem z gatunku tych, co zazwyczaj reżyserów nie doceniają... bo ich nie widać (przynajmniej dosłownie) :(

    OdpowiedzUsuń
  5. z miłą chęcią bym przeczytała, bo czytam wszystko co związane z Woodym Allenem, a sama zanim coś obejrzę, patrzę na to kto to wyreżyserował
    http://qltura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń