środa, 31 lipca 2013



Spakować kilka rzeczy do plecaka, stanąć przy drodze i unieść kciuk do góry? To może być początek przygody życia. Trzeba jednak mieć na nią pomysł, który przyciągnie uwagę innych, by stała się wydarzeniem na większą skalę. Paul Smith znalazł ten właściwy dla siebie. Postanowił poszukać biletu na koniec świata w portalu Twitter, znacznie mniej popularnym w Polsce, ale powszechnie używanym w Wielkiej Brytanii, skąd autor książki „To musi się udać. Podróż blogera na koszt twittera” wyruszył w kierunku Wyspy Campbella.

Jego plan był rewelacyjnie oczywisty, ale jednocześnie ryzykowny, bo opierał się w całości na zaufaniu do nieznanych wcześniej ludzi. Paul zdecydował się spędzić miesiąc w podróży jako Twichhiker. W znalezieniu transportu i miejsca na nocleg w obcych krajach mieli mu pomagać użytkownicy Twittera, którzy za pomoc otrzymywali jedynie słowa wdzięczności. Przygoda miała się zakończyć w momencie, gdy nikt nie zaproponuje kolejnego kroku.

Szaleństwo – można by pomyśleć – gdzie znaleźć kogoś, kto przenocuje na własnej kanapie obcego włóczęgę albo zapłaci za lot nad Pacyfikiem? A jednak! Paul udowodnił, że niemal każdy pomysł może wypalić, odwiedzając na koszt innych Holandię, Francję, Stany Zjednoczone i Nową Zelandię w zaledwie miesiąc. Przeżył coś, czego większość może mu tylko zazdrościć. Przede wszystkim jednak dowiódł, że wbrew temu, jak większość z nas wyobraża sobie współczesny świat, jest on pełen ludzi dobrej woli.

O ile jednak pomysł autora i głównego bohatera książki może zarażać i inspirować, on sam jako osoba nie każdemu przypadnie do gustu. Początkowo daje się poznać jako mężczyzna sarkastycznie wyrażający się o świecie, który hamuje jego pomysły i potrzebę rozwijania się. Potem jednak wypływają na wierzch wszystkie jego wady. Paul jest nieodpowiedzialnym dzieciakiem chcącym jechać w świat – już, zaraz, natychmiast! Tak się pali do realizacji planu, że nie ma czasu się spakować wcześniej niż godzinę przed wyjazdem, a kiedy już to robi, nie bierze pod uwagę wskazówek bardziej doświadczonych podróżników. O szczepieniach myśli po tysiącu upomnień ze strony innych, nie sprawdza, jakie są wymogi dotarcia w poszczególne miejsca świata. Nie ma nawet planu na wypadek, gdyby musiał przerwać projekt i wrócić za własne pieniądze do domu. Ba! On nawet nie zna dobrze żadnego języka poza swoim! Zero odpowiedzialności czy nawet zwykłej racjonalności.

Jego pomysły na oglądanie świata też pozostawiają wiele do życzenia. W książce opisał przede wszystkim niewygody związane z przemieszczaniem się z jednego miejsca na drugie, pracę, imprezy i oczywiście picie. Sporo miejsca poświęcił także na kontakty z użytkownikami Twittera, ale w tym wszystkim zabrakło trochę relacji z podróży. Co zobaczył w Paryżu oprócz kawy? To pozostaje zagadką.

Trudno ocenić „To musi się udać”. Pomysł na książkę był genialny, jej przesłanie jest wartościowe, miejsca odwiedzone przez głównego bohatera interesujące, a i pomysł na umieszczanie w tekście wpisów z Twittera bardzo trafiony. Całość psuje tylko główny bohater, chociaż być może niektórzy docenią jego nie-przejmuję-się-niczym sposób bycia. Co prawda nadrabia lekkomyślność i podróżnicze braki lekkością stylu, ale to nie zawsze wystarczy.
_______________________________

PS. W tekście przetłumaczono white lie, czyli niewinne kłamstwo (takie, które nie powinno nikogo urazić), jako białe kłamstwo. Kojarzycie takie określenie w języku polskim? Pytam, bo spotkałam się z nim po raz pierwszy :)

16 komentarzy:

  1. Pomysł na książkę bardzo oryginalny! Podziwiam pana za odwagę (choć może lekkomyślność?) Myślę, że gdyby nie jego charakter nie zdecydowałby się na taki plan ;)
    Ps Białe kłamstwo jest dość powszechnie używanym zwrotem. Tak mi się przynajmniej wydaje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, mam Twittera i naprawdę lubię ten portal społecznościowy. :-D

    A co do książki, wydaje się interesująca, jednak jak na razie nie będę zabierała się do jej czytania. Raczej nie jest ona w moim typie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też chciałabym podróżować stopem, ale chyba jestem za bardzo strachliwa ;) kiedyś planowałam wyruszyć w podróż dookoła Polski, ale oczywiście brakło mi funduszy ;x

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie za bardzo na coś takiego się piszę. Życie w stresie podczas moich wakacji to zupełnie to, czego oczekuję. A niech zostawią mnie gdzieś na Podlasiu pośrodku jakiegoś lasu?

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak sobie myślę, że gdyby nie jego charakter i sposób bycia to pewnie nie zdecydowałby się na taką wyprawę, bo samo planowanie mogłoby skutecznie go zniechęcić. Trochę zazdroszczę, bo zawsze chciałam być takim pozytywnie zakręconym wariatem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi ciekawie i bardzo pomysłowo.
    Z białym kłamstwem spotkałam się oglądając "Lie to me" (nie pamiętam, czy z napisami czy z lektorem). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawi mnie ten tytuł już od jakiegoś czasu. Nie trafiłam jednak na żadną jego recenzję, więc zastanawiałam się, czy skusić się, czy może jednak odpuścić. Nadal nie jestem jakoś szczególnie przekonana, ale jak trafi się okazja, to pewnie po niego sięgnę ;) A co do białego kłamstwa to natknęłam się na to określenie na lekcji angielskiego i też byłam wtedy zdziwiona, bo jako jedyna z grupy, nie wiedziałam, że po Polsku mamy właśnie takie określenie :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak jest coś takiego jak białe kłamstwo :) Często słyszałam te określenie np. w żargonie medycznym... dla dobra pacjenta lub jego rodziny nie mówi się całej prawdy. Ale nie tylko tam ono funkcjonuje.

    Ja niestety nie jestem tak odważna jak bohater tej książki :) Ale może to też wynika z płci. Jednak kobiety są bardziej narażone na niebezpieczeństwo, a podróżować w dwójkę w ten sposób już byłoby trudniej. Ale fajnie wiedzieć, że są na świecie jeszcze życzliwi ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Denerwuje mnie takie marnowanie dobrych tematów. A z drugiej strony ... może są osoby, którym tacy bohaterowie pasują i czują do nich sympatię. Trudno jest mi to sobie wyobrazić, ale jednak. Na wszelki wypadek nie będę rozglądać się za tą książką. Czuję, że moja opinia byłaby podobna do Twojej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwsze słyszę, nie wiedziałam, że powstała taka książka i miała miejsce taka wyprawa. Szkoda, że za mało jest o samych podróżach, bo właśnie to przekonałoby mnie skuteczniej do sięgnięcia po tę pozycję. A tak to odpuszczam sobie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja to bym się bała tak podróżować, wolę mieć wszystko zaplanowane, nie lubię zmian, zwłaszcza nagłych. Autor nie wydaje się kimś, kogo chciałabym spotkać: nawet o szczepienia nie dba? Nie mam nic przeciwko osobom zwariowanym i z przyjemnością czytam o spontanicznych podróżach, ale taka nieodpowiedzialność mi się nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem, czy zdobyłabym się nataki krok, ryzykowne, nie wiadomo na kogo się trafi... Ja raczej bym się bała. Ciekawi mnie trochę ta podróż, choć raczej nie sięgam po podobne pozycje. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Książka wydaje się interesująca i z radością się jej przyjrzę bliżej!
    Ps. Tak, sformułowanie "białe kłamstwo" istniej w naszym języku, dokładnie w takie formie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ależ mnie ta książka intryguje! Odkąd zobaczyłam tytuł, byłam ogromnie ciekawa zawartości. Teraz ciekawa jestem jej jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pomysł szalony, ale aż chciałoby się zrobić coś takiego... Szkoda tylko, że sam autor książki i podróżnik w jednym ma akurat takie podejście do świata i nie wydaje się zbyt sympatyczny.

    OdpowiedzUsuń