poniedziałek, 27 maja 2013

Film: Wschodnie obietnice (2007)


Jedna z pierwszych scen tego filmu, w której brzytwa idzie w ruch, a razem z krwią wypływają na wierzch wulgarność i tandeta w formie podobnej do tej znanej choćby z tarantinowskich produkcji, ale w zupełnie innych klimatach, powinna być czymś w rodzaju ostrzeżenia, bo "Wschodnie obietnice" to nie kino dla każdego.

Chociaż Cronenberg odszedł na chwilę od typowych dla siebie gatunków, czyli horrorów często pomieszanych z science-fiction, w kierunku filmu gangsterskiego i zrezygnował ze snucia rozważań na temat tego, co dzieje się z naszą tożsamością, gdy ciało ulega przeróżnym transformacjom i defektom1, nie odmówił sobie jednego: wciąż z premedytacją szokuje widza i nie ucieka przed makabrycznymi widokami. Jego prowokujące podejście w połączeniu z parszywymi charakterami członków rosyjskiej mafii i naiwnością młodej położnej pakującej się w tarapaty niemal na własne życzenie to nie najlepszy zestaw na niedzielne popołudnie, ale coś w sam raz dla ludzi lubiących mocne kino.

Jeśli jednak ktoś pomyślał, że pośród tego całego kiczu i brutalności zabraknie realizmu, trochę się zdziwi, w końcu historia opowiedziana we "Wschodnich obietnicach" mogłaby przydarzyć się każdemu (no może oprócz wątku lekko romantycznego, w końcu nie każdy wygląda tak jak Naomi Watts). Wystarczy, że przypadkiem poznalibyśmy nowo narodzone dziecko, którego matka zmarła i z zupełnie osobistych powodów postanowilibyśmy odnaleźć jego krewnych, żeby nie musiało spędzać życia w domu dziecka. Mając podobnie niesamowitego pecha jak Anna, moglibyśmy poruszyć delikatny nerw mafii zajmującej się między innymi zmuszaniem młodych dziewczyn do prostytucji i odpowiedzialnej za los tej, która urodziła, a następnie zmarła.

Istnienie "woru zakonnego" obok psychicznego i fizycznego znęcania się nad nastolatkami przekonanymi, że wyrywają się ze wschodu do pracy w zwyczajnych kawiarniach to problemy, z których istnienia każdy zdaje sobie sprawę, ale niewiele z tego wynika. Jedna z bohaterek filmu stwierdziła nawet, że gangsterski świat i ten, w którym my żyjemy to dwie różne rzeczywistości. Zapomniała tylko, że niektórzy są zmuszani siłą do przekroczenia dzielącej je granicy i znalezienia się po ciemniejszej stronie Londynu.

Ważna tematyka i mroczność to jednak nie jedyne cechy charakterystyczne tej produkcji, nie można nie wspomnieć także o grze aktorskiej przede wszystkim Viggo Mortensena wcielającego się w postać człowieka, obok którego nie można byłoby stać bez gęsiej skórki na plecach, a jednocześnie mającego w sobie coś, co sprawia, że nie do końca pasuje do tego świata. Warto też wspomnieć o przekonującej roli nie do końca zdrowego psychicznie Kirilla (Vincenta Cassiela) i wreszcie o polskim akcencie - podstarzałym człowieku z twardymi poglądami (Jerzym Skolimowskim).

[1] Wróblewski Janusz, Reżyserzy, Wydawnictwo Wielka Litera, 2013, s. 16.

7/10

5 komentarzy:

  1. Nie oglądałam filmu, ale muszę przyznać, że mnie nim zaciekawiłaś... (No dobra, będę szczera, duża zasługa pana Mortensena w tym zachęceniu jest). Popatrzę sobie na wolnej chwili za tym filmem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Film na pewno warty obejrzenia, choć faktycznie stylistyka specyficzna i wymagająca sporego dystansu i też wydaje mi się otwartości. Mi osobiście odpowiadająca. Według mnie film jest bardzo w stylu reżysera, więc jak ktoś lubi Cronenberga, to powinien film obejrzeć z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z jednej strony taki "nie-cronenbergowski", a z drugiej jednak gdzieś tam te jego cechy da się wyczuć. Ale to taka dość kameralna produkcja, świetnie zagrana, Mortensen faktycznie wypada bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba tylko ze względu na Cronenberga mam ochotę na ten film. I chyba dlatego go zbyt szybko nie obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem pewna, czy to do końca moje klimaty. Ale tematyka ciekawa, więc może kiedyś spróbuję obejrzeć;)

    OdpowiedzUsuń