czwartek, 2 maja 2013

Film - Pociąg (1959)




Już w latach trzydziestych udowodniono, że film, którego akcja toczy się przede wszystkim w środku lokomocji, na niewielkiej przestrzeni i z mnóstwem nieznających się ludzi w środku, nie musi być nudny. Tutaj jednak podobieństwa między nagrodzonymi Oskarem "Ich nocami" (1934) z Clarkiem Gable, a polską produkcją "Pociąg" (1959) się kończą. Zamiast w autobusie, dwójka głównych bohaterów poznaje się w tramwaju, a łącząca ich historia ma niewiele wspólnego
z komedią romantyczną, właściwiej byłoby nazwać ją dramatem psychologicznym.


Wszystko dlatego, że Marta i Jerzy, podobnie jak inni pasażerowie, zabrali ze sobą w podróż nie tylko walizki, ale też emocje związane z tym, co zdarzyło się w ich życiu. W niektórych przypadkach ta przeszłość zmusiła kogoś do oduczenia się, czym jest uśmiech, w innych sprawiła, że spogląda się na miłość tylko i wyłącznie od ciemnej strony. Koszmary codzienności - żywe czy martwe - nie pozwolą o sobie zapomnieć choćby na chwilę.

Humoru nie poprawi też równie nieszczęśliwy człowiek, z którym trzeba spędzić mnóstwo czasu w jednym przedziale, zwłaszcza gdy został do niego przydzielony na siłę. Źle rozpoczętą znajomość trudno naprawić, gdy same z siebie na wierzch wypływają tylko złość, smutek i roztargnienie.

Nie wszystko jednak musi być aż tak szare (niedosłownie, bo film akurat jest), wystarczy, że jeden z bohaterów będzie prawdziwym dżentelmenem, a drugi piękną kobietą. Ich relacje osłodzą gorzkie przesłanie i wkomponują się w fabułę, w której nie zabraknie prasowych doniesień o morderstwie czy żony szukającej wytchnienia od męża.

W "Pociągu" pojawi się tak mnóstwo wątków, że widz będzie mógł mieć problem z wybraniem tego głównego. Być może zależy to tylko od tego, czego szukamy w filmie Jerzego Kawalerowicza. Dla niektórych będzie on opowieścią o tym, że każdy człowiek cierpi z jakiegoś powodu, inni zwrócą większą uwagę na wątki niby miłosne czy kryminalne. Jest w czym wybierać, wszystko zależy od nastawienia.

W trakcie oglądania najpierw pomyślałam, jak rewelacyjne u bohaterów jest to, że ciągle coś czytają, potem zwróciłam uwagę na niesamowitą sukienkę Marty (Lucyny Winnickiej), a wreszcie przyglądałam się Leonowi Niemczykowi (Jerzemu), którego większość z nas zna z ról granych już w późniejszym wieku. Bez przerwy po głowie biegała mi też myśl, że "Pociąg" to kawał dobrego, zdecydowanie wartego poznania kina (z mocnym zakończeniem). Jeśli tylko macie półtorej godziny i nie wiecie, co z nimi zrobić, dajcie się na niego namówić.

8/10

10 komentarzy:

  1. Kolejny rewelacyjny film do obejrzenia. A że muszę go zobaczyć to pewne - kocham stare kino w dobrym stylu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam mnóstwo lat temu, ale i teraz chętnie bym oglądnęła choćby dla wykonawców, ale nie tylko.)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie cierpię Niemczyka, po prostu nie cierpię, ale mimo to chętnie bym obejrzała ten film. W klasyce mam tyły, a znajomość klasyki polskiego kina, w ogóle woła o pomstę do nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem w swoich rolach jest im młodszy tym lepszy ;))

      Usuń
  4. Nie trzeba mnie namawiać;) Stare polskie kino, Zbigniew Cybulski...a tego filmu jeszcze nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Akurat Pociągu jeszcze nie miałem okazji oglądać, ale w planach mam od dawna. Swoja drogą dobrzy polscy reżyserzy nie mają problemu w oddawaniu emocji na ekranie, bez względu na to, czy w filmie pojawi się cała masa aktorów i statystów, czy zaledwie garstka zebrana na małej przestrzeni, jak w tym przypadku w pociągu. To samo zrobił Polański w swoim Nożu w wodzie z 1961 roku, gdzie cała akcja rozgrywa się na łodzi wokół trzech postaci (co ciekawe wśród nich również grał Niemczyk). I równie wielkie to kino. Winnicką także uwielbiam, a jej współpracę z Kawalerowiczem najbardziej doceniłem w Matce Joannie od Aniołów, gdzie grała dosyć demoniczną postać. Tak więc po Pociąg muszę sięgnąc zdecydowanie :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nóż w wodzie" zaczęłam oglądać zaraz po "Pociągu", ale zobaczyłam niecałą połowę i wywaliło mi korki w domu... Będę musiała do niego wrócić i dokończyć oglądanie. A "Matkę Joannę od Aniołów" mam w planach na przyszłość :)

      Usuń
  6. nigdy o filmie nie słyszałam, ale po Twoim entuzjazmie wnioskuję, że warto to zmienić. współczesne kino coraz bardziej mnie zawodzi, dlatego podróż do przeszłości będzie z pewnością wybawieniem. a ze środkiem transportu oglądam tylko speed, ale to zupełnie inna bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się, że kiedyś fragmentami oglądałam w telewizji, bo moja mama uwielbia takie filmy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W przeciwieństwie do polskiej literatury niezbyt lubię oglądać nasze rodzime kino. Nie wiem, czy to kwestia niskiego budżetu, czy niezbyt dobrze dopracowany scenariusz, ale jak dotąd nie znalazłam żadnej polskiej produkcji, którą mogłabym się zachwycić.
    O ,,Pociągu'' nie słyszałam nigdy wcześniej, ale zapowiada się interesująco. Wprawdzie wolę bardziej współczesne filmy ze środkiem transportu np. wszystkie części ,,Speed'', ale mimo wszytko z czystej ciekawości obejrzę również dzieło Jerzego Kawalerowicza.

    OdpowiedzUsuń