środa, 15 maja 2013


Pamiętacie ten moment z filmu "Pan i Pani Smith", w którym główni bohaterowie w kilkanaście sekund zabijają cały oddział uzbrojonych zawodowców? Albo scenę z łapaniem kuli zębami w "Terminatorze 3"? A może - już w bardziej wojennych klimatach - "Bękarty wojny" i wielki zamach na Hitlera? 

No jasne, kino (zwłaszcza to współczesne) pełne jest niedorzeczności, po co więc czepiać się "Chłopca w pasiastej piżamie"? Powód jest bardzo oczywisty - to, na co w jednym gatunku można przymknąć oczy, w innym po prostu razi i uwiera.

I nie chodzi tu o prawdę historyczną, celowo podałam przed chwilą przykład filmu Quentina Tarantino, żeby to podkreślić. Problem polega na tym, że opowieść o Niemcu i Żydzie zawierających przyjaźń przez ogrodzenie oddzielające obóz koncentracyjny od reszty świata, aspiruje (a może tylko jest tak oceniana) do miana arcydzieła, a przynajmniej produkcji wzbudzającej silne emocje i wnoszącej jakieś wartości w życie widza. Przerabianie historii na potrzeby rozrywki zawsze jest trochę nie w porządku, ale niektórzy przynajmniej nie próbują udawać, że robią coś innego.


Może i ktoś potrzebuje "poznawać" wojnę z trochę innego punktu widzenia, może kogoś sam fakt śmierci tylu ludzi nie skłania do refleksji, nie wiem, ale czy alternatywną wersją musi być od razu "Chłopiec w pasiastej piżamie" z błędem logicznym na historycznym zahaczającym o kolejną niedorzeczność? 
 
/spoilery!/
 
Już nie mówię tutaj o faktach, pod tym względem film był wielokrotnie krytykowany, a jego zwolennicy nadal twierdzą, że kino rządzi się swoimi prawami, ale poważnie? Naprawdę jest ktoś, kto uważa, że śmierć głównych bohaterów miała głębsze znaczenie? Jasne, przecież to dzieci, można się wzruszać, płakać i tak dalej, ale przecież oni nie byli świadomi tego, że zaraz umrą. Bruno nie wszedł do komory, by pokazać, że nie może znieść tego, co robi jego ojciec, jego śmierć nie miała odmienić życia niemieckiego żołnierza, była zwykłym wypadkiem porównywalnym z potrąceniem przez samochód - po prostu pech. Jasne, można mieć z tego powodu traumę, ale pierwszą reakcją nie jest myśl: "Moje dziecko zginęło w wypadku, już nigdy nie wsiądę do auta.", ale raczej "Chcę, żeby ten, kto to zrobił, odpowiedział za swój czyn". A tym kimś jest w jego mniemaniu Żyd...
 
/koniec spoilerowania/
 
Nie można powiedzieć, że film nie ma w sobie niczego interesującego, ważnego, ale zostało to podane w takiej otoczce, że naprawdę ciężko patrzeć i nie unosić brwi. A przecież są tacy, którzy pokazali, że można pokazać wojnę z perspektywy dziecka i być przy tym rzetelnym, uczciwym w stosunku do odbiorcy (jak choćby Swietłana Aleksijewicz w jej "Ostatnich świadkach").

Naprawdę nie wiem, co zostaje w głowach entuzjastów tego filmu po jego obejrzeniu - jakie refleksje, przemyślenia? U mnie pojawiło się tylko zdziwienie, że tyle osób go poleca i spory niesmak. A głównemu bohaterowi współczułam tylko tego, że urodził się w nazistowskiej rodzinie i miał dziwną siostrę...
Może Wy patrzycie na "Chłopca w pasiastej piżamy" z innej perspektywy? Jestem bardzo ciekawa, co w nim zachwyca?
 
3/10

12 komentarzy:

  1. Z zainteresowaniem przeczytałam Twoją opinię nt. tego filmu. Sama wystawiłam mu 7/10; brakowało mi czegoś w nim, trudno właściwie powiedzieć czego ... Ale np. "Zycie jest piękno" również było trochę naciągane, ale mimo to zupełnie inna jakość. Z kolei "Bękarty wojny" można postrzegać jako alternatywną historię II WŚ, więc nawet specjalnie zamach i uśmiercenie Fuhrera mi specjalnie nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie szczególnie zakończenie tego filmu wzruszyło i zaszokowało. Nie wiem, jak to jest z tą krytyką faktów czy o błędzie logicznym, o których wspominasz. Może po prostu ta historia miała na celu wzruszyć odbiorcę i zwrócić jego uwagę ogólnie na II wojnę światową i to, w jaki sposób traktowano Żydów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Spoilery ominelam, bo moze i moglabym obejrzec. Jednak super mnie nie zachecilas ;p Pozdrawiam i zapraszam w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zakończenie zwróciło moją uwagę właśnie dlatego, że nietypowe jak na tematykę wojenną. Bezsensowna śmierć dwójki dzieci, przedstawicieli dwóch narodów, kata i ofiary, połączonych wspólnym losem, jaki zgotował jeden naród drugiemu MA znaczenie, ale jedynie jako symbol i tylko dla czytelnika/widza. Podkreśla - tak, w sposób wyciskający łzy, w nie najlepszym stylu - bezsens i okrucieństwo wojny, pewnie mówi też coś o równości wobec śmierci, choć nie jestem pewna, czy takie skojarzenia są właściwie w perspektywie Holokaustu. Chociaż z drugiej strony dopatrywanie się sensu w zbrodniach Holokaustu, jak może sugerować to finałowa scena, jest niewłaściwe. Zależy, jak kto ten obraz odbiera.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm, siostra puszczała nam to na religii, ale niestety nie udało się obejrzeć do końca. Trudno mi więc powiedzieć, jakie mam co do filmu odczucia ;) tyle, ile obejrzałam mi się podobało, choć nie był to zbyt długi fragment...

    OdpowiedzUsuń
  6. I książkę i film mam za sobą i oceniam wysoko :) Zgadzam się, że przerabianie historii na potrzeby rozrywki nie jest w porządku i jeśli chodzi o tą tematykę, do tej pory czytałam jedynie książki oparte o prawdziwe wydarzenia, ale pomimo wszystko Chłopiec w pasiastej piżamie mnie wzruszył i długo o nim nie zapomnę. Całość odbieram raczej symbolicznie i z przymrużeniem oka patrzę na oczywiste niedorzeczności. Myślę, że chodziło tutaj o pokazanie, że w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy równi, że niezwykle łatwo zmienić się z kata w ofiarę, że zło, które czynimy innym w końcu do nas powraca.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja na szczęście najpierw przeczytałam książkę, a następnie obejrzałam film. Książka zdecydowanie lepsza. Niestety film nie wstrząsnął mną tak jak książka, jednakże tez nie jest zły. :) Jak to się mówi - co kto woli. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Poryczałam się na tym filmie jak głupia i długo nie mogłam dojść do siebie... Podobał mi się, o ile taki film w ogóle może się podobać. Może dlatego, że nie analizowałam niczego, tylko dałam się wciągnąć w tę historię i uwierzyłam w bohaterów? Poza tym z góry wiadomo, że to ekranizacja fikcji literackiej, jakiej prawdy historycznej więc się tu doszukiwać? Niedorzeczności, jeśli były, nie zwróciły mojej uwagi na tyle, by cokolwiek zaczęło mnie mierzić.

    "Bękarty wojny" to jeden z moich ulubionych filmów :P

    OdpowiedzUsuń
  9. To mnie zaskoczyłaś, bo do tej pory czytywałam same pozytywne recenzje. Sama kupiłam sobie książkę w oryginale i miałam chęć ją połknąć, niesiona na fali ogólnego entuzjazmu. Teraz już nie wiem. Chyba muszę przetestować to na własnej skórze i wtedy się wypowiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na pewno nie odebrałem tego filmu w taki sposób. Owszem, zdawałem sobie sprawę, że historia została tu naciągnięta tylko po to, aby wywołać w widzu emocje i poruszyć go - poruszyć go przede wszystkim losem obu chłopców. I tyle. Nie został na długo w mojej pamięci, już teraz mało co mogę sobie z niego przypomnieć. Ale jednak w trakcie oglądania, dałem się na to wszystko łapać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jako entuzjastka powiem tak: ten film świetnie, choć bardzo przerysowanie, pokazuje w jaki sposób działała propaganda niemiecka na ich obywateli. Zestawienie małego niemieckiego chłopca z żydowskim i niezrozumienie przez tego pierwszego, przez jakie piekło przechodzi ten drugi.
    A samo zakończenie? Trafnie pokazało, jak ci ludzie byli traktowani. Nikt nie zwrócił uwagi na chłopca, który pomimo że ubrany jak inni, zdecydowanie się od nich wyróżniał, chociażby tym, że nie miał ogolonej głowy. Ale nikt się tym nie zainteresował, popędzając go razem z innymi na śmierć, jakby byli zwykłym bydłem.
    Film jest przerysowany bardzo, choćby ze względu, że nikomu nie udałoby się podkraść pod obóz i porozmawiać z więźniami. Ale z Twoją opinią, że niczego nie przekazuje, nie zgadzam się zupełnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O kurczę, nawet nie wiedziałam, że jest film oparty na tej książce. Ale teraz mam już mieszane uczucia. Nie czytałam jeszcze żadnej recenzji tego filmu, więc może najpierw poznam się z książką i zobaczymy, czy zachęci mnie do obejrzenia filmu. Jednak zgadzam się zupełnie z tym, że w pewnych filmach takie niedorzeczności nie powinny mieć miejsca i to na pewno jest ten film.

    OdpowiedzUsuń