niedziela, 28 kwietnia 2013


Jak w naszej „zabieganej, zdekoncentrowanej, superszybkiej kulturze” znaleźć trochę czasu na modlitwę? Nie jest to zadanie łatwe, a dla niektórych wręcz gra niewarta świeczki, bo przecież by wierzyć, trzeba być odrobinę szalonym. Z pewnością jednak nie jest to powód, dla jakiego książka Matta Woodleya otrzymała ten nietypowy tytuł -  „Szaleństwo modlitwy”. Po pierwsze, co do tego nie ma chyba wątpliwości, miał on przyciągnąć wzrok tej części społeczeństwa, która uważa religię za coś nudnego, „obciachowego” i zmusić do spojrzenia na nią od trochę innej strony. 

Po drugie wreszcie podpowiada on, co znajdziemy w środku książki ze skaczącym człowiekiem na okładce – sposoby na modlitwę, które różnią się od standardowego powtarzania słów zapamiętanych lata temu. Z pewnością nie będą one łatwiejsze czy mniej wymagające, ale zapoznając się z nimi każdy ma szansę znaleźć ten, który pomoże mu najpełniej poczuć Bożą obecność w swoim życiu, trafić do Niego i wsłuchać się w słowa, jakie otrzymuje w odpowiedzi. Wśród jedenastu sposobów - "ścieżek modlitwy" znalazły się te, które pokazują ją jako podejmowanie dyskusji ze Stwórcą, wydawanie z siebie jęków, smakowanie i dotykanie tego, co stworzył, czy wypłakanie się i wsłuchanie w bicie Jego serca.

Jak można wywnioskować z lektury, modlitwa powinna towarzyszyć nam w ciągu całego dnia, a jej forma nie musi się zamykać tylko i wyłącznie w układaniu pięknych zdań. Autor, na poparcie swoich słów, przytacza mnóstwo cytatów zaczerpniętych z Biblii czy wyjętych z dzieł słynnych pisarzy oraz filozofów, oczywiście z Lewisem na czele. Mat Woodley nie ogranicza się jedynie do szukania poparcia swoich słów i argumentów u klasyków, ale też obrazuje je za pomocą przeróżnych przykładów z własnego życia, a nawet z literatury (przecież kogoś, kto zaczyna się modlić, można porównać nawet do Bilba z "Hobbita, czyli tam i z powrotem").

Wbrew pozorom jednak "Szaleństwo modlitwy" to nie tylko opowieść o naszym czasie spędzonym z Bogiem i Jemu poświęconym. W książce znajdziemy także rozważania na tematy, z którymi teologia mierzy się już od wieków. Dowiemy się więc między innymi, jak autor tłumaczy to, że Stwórca nie zawsze odpowiada na nasze modlitwy:

"On chce zmienić mnie, a nie moje życie. Czasem Bóg postanawia zmienić sytuację, w jakiej się znajduję, a czasem postanawia nie zmieniać nic, by zmienić mnie."

Choćby po przeczytaniu tych słów można zauważyć, że książka nie została napisana w formie poradnika, trudno też byłoby doszukiwać się w niej przesadnie formalnego języka. Charakterystyczne dla Matta Woodleya jest to, że pisze on bardzo otwarcie, szczerze opowiada o swoim życiu, a wszystkie myśli, z którymi chciałby podzielić się z czytelnikiem, wykłada na stół w całkiem jasny i oczywisty, a przy tym obrazkowy sposób. Trudno więc byłoby mówić o niezrozumieniu przesłania jego słów.

Nie mogę powiedzieć, że zgadzam się z absolutnie każdym stanowiskiem autora. Były momenty, w których moje spojrzenie na modlitwę różniło się od jego, ale generalnie wyniosłam z tej książki dużo dobrego. Przede wszystkim nauczyłam się, na jak wiele sposobów mogę rozmawiać z Bogiem. "Szaleństwo modlitwy" polecam więc tym, którzy chcieliby umocnić się w budowaniu z Nim relacji. 

8 komentarzy:

  1. chociaż religia nie jest moją ukochaną tematyką, to książka zdaje się być intrygująca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lekki i przystępny język, jakim posługuje się autor, to niewątpliwy atut tej książki. Ze swojej strony również ją polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że warto się przyjrzeć bliżej tej pozycji.

    P.S.
    Chcę pomóc koleżance. Niesamowicie utalentowana bloggerka wydała książkę, ale w naszym kraju nie wspiera się debiutantów. Książka ma same pozytywne recenzje, więc na pewno spodoba się ludziom, jeśli ją przeczytają. Może i Ty się skusisz?
    Chociaż sprawdź: www.o-k.xn.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Przydałaby mi się ta książka. Nie trzeba w każdym przypadku zgadzać się z autorem...ale ważne jest, żeby znaleźć wśród opisanych sposobów coś dla siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka chyba daje sporo do myślenia, prawda?
    Lubię takie! A religią się interesuję od dawna więc.. czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i książka bardzo mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze, by z takich książek coś wynieść, by nie było tak, że przeczytamy i potem koniec. Dobrze, że coś wyniosłaś, mimo że nie ze wszystkim się zgadzałaś :)
    Podoba mi się okładka tej książki. Przykuwa wzrok.

    OdpowiedzUsuń