piątek, 19 kwietnia 2013


Utrzymanie głowy na swoim miejscu w chaosie rządów jednego z najsłynniejszych Tudorów, Henryka VIII, kojarzonego przede wszystkim z sześcioma małżeństwami i kościołem anglikańskim, to nie najłatwiejsze zadanie do wykonania. Życie członków rodzin walczących o uwagę króla, a w konsekwencji także o zwiększenie wpływów, może stracić na wartości, jeśli tylko dworskie intrygi i skandale wyjdą na jaw. Ci jednak, którzy z jednej strony kładą na szali los człowieka, a z drugiej władzę, dochodzą do wniosku, że między tymi dwoma wartościami jest ogromna przepaść.

Chłodna kalkulacja sprawia, że dumne i wyniosłe kobiety, a także przebiegli i chorobliwie ambitni mężczyźni zaczynają knuć przeciw sobie i traktują innych, zwłaszcza dzieci, jak pionki w grze. Wysyłają podopiecznych na dwór, gdzie młodzi uczą się życia bez prawa do okazywania uczuć czy wyrażania własnego zdania. Uległość jest ważna zwłaszcza w przypadku dziewczyn, dla których lekcja posłuszeństwa ma trwać wiecznie. Dość szybko odkrywa to Maria Boleyn, narratorka powieści Philippy Gregory, która przez kilka lat była jedną z tytułowych kochanic króla, by po czasie zejść na drugi plan za sprawą bardziej zapamiętanej przez historię siostry, Anny Boleyn.

Kilkunastoletnia Maria opowiada historię dziewczyny zakochanej w królu. Dla niej uwaga Henryka VIII nie ma wartości politycznej, ale czysto uczuciową. Chociaż główna bohaterka jest dość naiwna, by wierzyć, że będzie wiecznie szczęśliwa przy jego boku, bo łączy ich coś niezwykłego, potrafi także wykazać się bystrością umysłu, choćby przy ocenie charakteru swojego kochanka: „(…) był nie tylko uroczym złotowłosym chłopcem, który wyrósł na wielkiego męża, ale także głupcem i egoistą, i nade wszystko mniej miał z księcia aniżeli jego królewska małżonka z księżniczki.”

Relacje Marii z najważniejszym człowiekiem w kraju i wspomnianą żoną władcy, czyli Katarzyną Aragońską, wpływają nie tylko na jej wewnętrzne rozdarcie. Ich złożoność decyduje o tym, że trudno jednoznacznie określić, czy dziewczynę należy nazwać pozytywnym, czy raczej negatywnym charakterem. Oczywiście była ona winna zdrady wobec swojego małżonka i królowej, ale w jej obronie trzeba dodać, że nie została kochanicą z własnej woli, a jeśli tak, to tylko z miłości.

Również zachowanie Henryka można by usprawiedliwiać. W gruncie rzeczy wszystkim, czego pragnął, było posiadanie męskiego potomka, który zapewniłby sukcesję. Mimo wszystko on został ukazany w znacznie ciemniejszych barwach, jako kobieciarz i rozkapryszone dziecko tolerujące tylko tych, którzy osładzają mu życie.

(Kadr z filmu "Kochanice króla")

Nie trudno dziwić się różnobarwności charakterów każdego bohatera książki (od Marii i Henryka, przez Annę oraz Jerzego, aż do Katarzyny Aragońskiej opisanej jako kobieta potrafiąca
przymykać oko na szaleństwa męża) w sytuacji, gdy sama liczba jej stron jest zapowiedzią szczegółowo przedstawionej opowieści. Niejednego może zmęczyć wielość intryg w niej zawartych, ale właśnie ze względu na nie autorce należy się pochwała. Opierając się na faktach, stworzyła ona rys epoki uzupełniony o uczucia, które nie zmieniają się na przestrzeni wieków. Można jej zarzucać, że nadała sobie prawo ukształtowania w oczach czytelnika być może nieprawdziwego wizerunku postaci rzeczywiście istniejących w przeszłości poprzez przypisanie im słów, których przecież nie wypowiadali, ale wystarczy nie traktować „Kochanic króla” całkowicie dosłownie, by wynieść z nich trochę historycznej prawdy.

Lekko prowadzona akcja i mocna fabuła, obok ciekawego wyboru perspektywy należą do najmocniejszych stron książki jednej z najsłynniejszych autorek powieści historycznych. Chociaż „Kochanice króla” to druga (po „Wiecznej księżniczce”) część cyklu Tudorowskiego, może ona być również traktowana jako odrębna historia. Warto ją przeczytać przed zwróceniem uwagi na film o tym samym tytule, gdyż ekranizacja różni się od pierwowzoru. 

Recenzja napisana dla Szuflady ;)

13 komentarzy:

  1. Książkę czytałam dwa tygodnie temu. Bardzo mi się podobała, ale ja ogólnie trwam w uwielbieniu dla książek historycznych Gregory. Film widziałam już kilka lat temu, więc nie przeszkadzało mi to w czytaniu książki, ale szczerze mówiąc wolę Natalie Dormer jako Annę Boleyn. Bardziej mi pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyłączam się do uwielbienia mojej przedmówczyni :D
    Rzeczywiście, portret Henryka jest mało pochlebny, i faktycznie brakowało mu do szczęścia głównie następcy tronu, z drugiej jednak strony jego zachowanie i kapryśny charakter w połączeniu z nieograniczoną wręcz władzą stworzyły bardzo niebezpieczną kombinację; trudno chyba byłoby go przedstawić w innych barwach:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam twórczość Gregory.Mam w swojej biblioteczce kilka jej książek.
    Kochanice króla czytałam. Oglądałam także film, który również mnie zachwycił.Osobiście kocham książki i filmy historyczne,a w szczególności z okresu Tudorów:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam film (wieki temu), ale myślę, że i na książkę się skuszę w wolnej chwili :) Najpierw muszę się "przebić" przez te czytadełka, które mam u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam ekranizację tej powieści i zrobiła ona na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jestem pewna, że książka jest jeszcze lepsza, dlatego z pewnością wkrótce się z nią zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniała książka, jak zresztą wszystkie tej Autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja Mama przeczytała już niemal wszystkie książki tej autorki, tak jej się podobają. A ja niecierpliwie czekam, aż znajdę czas na te pozycję, bo do cienkich raczej nie należy XD No i muszę się przekonać do literatury historycznej, co pójdzie mi pewnie dość opornie, ale postaram się ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Film już widziałam. Całkiem niezły. Za książkę też się zamierzam zabrać, ale pojęcia nie mam kiedy. =)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwszą częścią jest "Wieczna księżniczka" o Katarzynie Aragońskiej, którą jakiś czas temu czytałam. Po kontynuację na pewno sięgnę. Bardzo lubię serial "Dynastia Tudorów", nie wiem, czy widziałaś?

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam tę książkę na liście życzeń i wierzę, że wreszcie nadejdzie czas na jej lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Philippy Gregory, ale chyba nie powinnam się do tego otwarcie przyznawać, zwłaszcza, że wszyscy mnie do niej zachęcają :) Ale obiecuję, że to nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  12. Film mi się bardzo podobał, oglądałam kilka razy, gdyż był taki świetny. Chciałabym przeczytać książkę, żeby zobaczyć jak to wszystko wygląda na kartach powieści pani Gregory. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię takie książki, które przenoszą mnie w dawne dzieje ;) z ekranizacją także chętnie bym się zapozznała.

    OdpowiedzUsuń