czwartek, 14 marca 2013


Gdy o "Poradniku pozytywnego myślenia" zaczynało robić się głośno za sprawą nominacji do kolejnych nagród, spora część widzów oglądała ten film nie mając pojęcia, że został on nakręcony na podstawie książki o tym samym tytule. Ci, którzy poznali już historię Pata i Tiffany pewnie zastanawiają się, czy warto sięgać po pierwowzór, pozostali - od czego zacząć i czy w ogóle to robić? 

Dla jednych i drugich mam dobrą wiadomość. Obydwie wersje są na tyle podobne, że jeśli komuś spodobała się ekranizacja, nie zawiedzie się na lekturze, a jednocześnie różne do tego stopnia, że poznawanie tej samej historii dwa razy nie powinno znudzić. Ponadto dotyka ona tak wielu różnych spraw i problemów - od choroby psychicznej przez sport po miłość - że ma szansę trafić w bardzo różne gusta.

Tym, co łączy te niemające ze sobą zbyt wiele wspólnego tematy, jest postać głównego bohatera, Pata, dorosłego już mężczyzny, który uczy się pozytywnego myślenia i pracuje nad byciem miłym dla innych. Wszystko po to, by pewnego dnia odzyskać żonę, z którą został rozdzielony, gdy trafił do "niedobrego miejsca". Pat pracuje nie tylko nad swoim charakterem, ale też wyglądem fizycznym i intelektem. Codziennie ćwiczy i biega, a także czyta książki zaliczane do klasyki literatury, a wszystko to w oczekiwaniu na happy end.

Pat jest jedyną osobą, która wierzy, że jego małżeństwo można jeszcze uratować, podczas gdy wszyscy wokół starają się wybić mu ten pomysł z głowy. Osobą najbardziej walczącą o usunięcie Nikki z życia Pata jest jego matka. To ona ukrywa zdjęcia z ich ślubu i mocno kibicuje znajomości syna z młodą kobietą po przejściach: Tiffany.

Choroba psychiczna, łykanie tabletek podawanych w kubeczkach i wyznaczanie granicy pomiędzy wściekłością czy złym nastrojem a szaleństwem to dość popularny temat w literaturze i filmie. Połączenie go ze sportem i uzupełnienie całości historią miłosną z pewnością przyciągnęło więcej odbiorców niż każda inna komedia romantyczna, a Złoty Glob i Oskar dla Jennifer Lawrence za główną rolę kobiecą przesądziły o popularności filmu. Czy książka ma szanse na podobny sukces komercyjny?

No cóż, samej historii raczej nie sposób nazwać genialną, jest ona raczej dość prosta - dwójka ludzi z burzliwą przeszłością i wieloma problemami staje naprzeciwko siebie i chyba wszyscy wiemy, co będzie dalej. Trzeba jednak przyznać, że powieść Matthewa Quicka jest trochę inaczej skonstruowana, nie tylko pod tym względem. W książce najważniejsze są nie relacje Pata z Tiffany, a jego problem z zaakceptowaniem dorosłości i wypieraniem ze świadomości tego, że nie każda historia musi kończyć się szczęśliwie. Sam autor porównuje swojego bohatera do Holdena "Buszującego w zbożu" i mimowolnie sprowadzającego na siebie kłopoty. Pat jest dzieckiem, Piotrusiem Panem, ale w świecie, który nie godzi się na to, by w tym wieku żył po swojemu.

Film różni się trochę od lektury, inaczej przedstawiono w nim relacje z ojcem, odrobinę spłycono fabułę i wyjawiono przeszłość głównych bohaterów właściwie już na początku, co trochę zmienia sposób patrzenia na nich i może wpłynąć na inne ocenienie ich zachowań. Generalnie jednak "Poradnik pozytywnego myślenia" jest dość wierną ekranizacją.

Wydaje mi się, że w książce mimo wszystko jest trochę więcej tego "pozytywnego myślenia". Sięgnęłam po nią, bo po obejrzeniu filmu jego tytuł nieszczególnie pasował mi do treści oraz przekazu i zastanawiałam się, czy w powieści znajdę jego uzasadnienie. Polecam jako lekką, zabawną, ale też trochę trudną lekturę, ale muszę zaznaczyć, że moim zdaniem nie wyróżnia się ona jakoś szczególnie na tle innych - podobnie jak film, który jednak został bardzo pozytywnie przyjęty.

8 komentarzy:

  1. A ja nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że to film jest zbyt wygładzony i pozytywny, a to właśnie książka mocna. Zgadzam się, ze stwierdzeniem że to trochę lekka, a trochę trudna powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli spojrzałyśmy z dwóch różnych stron. No tak, w filmie wątek romantyczny sprawiał, że całość była bardziej lekka, ale ja jednak w książce bardziej czułam to pozytywne nastawienie Pata :)

      Usuń
  2. Czytałam już wiele recenzji tej książki, ale jakoś mnie nie przekonywały - twoja mnie utwierdziła w przekonaniu, że jednak bardzo chcę ją przeczytać! ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Film dobry, ale zdecydowanie nie zasługuje na nominację do Oscara. Zresztą jak większość tegorocznych nominowanych. No ale co robić, jak w kinematografii posucha? :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę książkę i bardzo mi się podobała! Nie sądziłam, że będzie to taka dobra książka:) (może nie najlepsza, ale potencjał w sobie ma). Film jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja obejrzałem film i dzięki temu nie sięgnę po książkę. Wynudziłem się w kinie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak na razie nie znam, ale coś czuję, że jeśli będzie w bibliotece to wypożyczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Film mi się bardzo podobał i jestem bardzo ciekawa, czy książka okaże się tak samo dobra. Chociaż zapowiada się nieco gorzej..

    OdpowiedzUsuń