piątek, 1 marca 2013

 
/ źródło zdjęcia

Dawniej o prowincji mówiło się złośliwie, z lekceważeniem. Wyśmiewano ją jako tę, która wlecze się w swoim rozwoju za metropolią i nie jest w stanie jej dorównać pod żadnym względem. Teraz ludzie coraz częściej w małych miejscowościach widzą szansę na ucieczkę od konsumpcyjnego stylu życia, a także odpoczynek. To podejście jest popularne zwłaszcza wśród autorek powieści obyczajowych. Ich bohaterki rzucają wszystko i biegną gdzieś na koniec świata – albo na Mazury, czemu nie? 

W jednym z takich domków na odludziu mieszka Ludmiła, którą niektórzy mieli okazję poznać w trakcie czytania poprzednich książek pani Katarzyny Enerlich. Kobieta zbliża się do magicznej granicy czterdziestych urodzin i przekonuje samą siebie, że to nic takiego. Próbuje także naprawić kontakty z byłym mężem, napisać pierwszą powieść, a także pracuje nad własnym szczęściem, a to wszystko oczywiście w towarzystwie córki i nowego partnera. Przede wszystkim jednak smakuje życia.

W jej zapiskach potrawy stoją niemal na pierwszym planie. Przygotowywanie ich jest sposobem na relaks, a dzielenie się nimi wpływa na dobre samopoczucie nie tylko tego, kto gotuje, ale też wszystkich wokół. Nowy smak to kolejny powód do radości, a inspiracji najlepiej szukać w naturze:
„Wiosna jest zielona natkami i sałatkami, początek lata żółto-zielony od papierówek, młodej fasolki i ogórków, a dojrzałe lato to fiolety śliwek, czerwienie pomidorów i głębokie żółcie cukinii i dyni.”
Chociaż „Prowincja pełna smaków” to trochę książka kucharska, a trochę obyczajówka, nie brakuje w niej także zazdrosnego faceta czy tajemnicy sprzed lat, wszystko w takich proporcjach, by czytelnik nie poczuł się znużony, ale też by nie zapomniał, o czym tak naprawdę Ludmiła chciała mu opowiedzieć - o swoim zagmatwanym życiu, o szukaniu inspiracji i zadowalaniu się każdą chwilą otrzymywaną od losu.

 Główna bohaterka jest postacią, którą można polubić za dążenie do bycia lepszym człowiekiem, ale ciężko nie zauważyć, że czasami zachowuje się tak, jakby jej słowa i czyny nie miały ze sobą nic wspólnego. W jednym z fragmentów opowiada byłemu mężowi o tym, że spędzamy zbyt wiele czasu przy włączonym telewizorze i radiu, a to dlatego, że boimy się samotności. Co robi kilka sekund po tym, jak Martin wychodzi z kuchni? Włącza radio.

Jest w niej mnóstwo sprzeczności, ale też trochę dziecinna naiwność. Wierzy, że może jednocześnie utrzymywać bliskie kontakty z byłym i obecnym facetem i jakby nie zauważa, że przy okazji rani każdego z nich. W jej opowieści brakuje czegoś jeszcze - opisów Mazur. 

Jestem pewna, że książka znajdzie mnóstwo miłośników zwłaszcza wśród osób, które lubią gotować - i od razu uprzedzam, że w trakcie lektury będziecie mieć niesamowitą ochotę na spróbowanie czegoś nowego. "Prowincję pełną smaków" czyta się bardzo szybko i z przyjemnością i chociaż powieści nie brakuje wad, myślę że spokojnie mogę ją polecić jako czytadło na każdą porę roku. 

I jeszcze dodam, że jej okładka wygląda niesamowicie, przyciąga. 

/ Wydawnictwo MG

14 komentarzy:

  1. Nie czytałam żadnej książki Enerlich, bo jakoś nie mam chęci na te wszystkie opowieści o odnajdywaniu na prowincji nowego sensu życia. Może powieści tej autorki jakoś się wyróżniają, ale na razie mnie do nich w ogóle nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawna planuje zabrać się za twórczość pani Enerlich, ale ciągle coś stoi na przeszkodzie. Muszę jednak nadrobić zaległości w tej kwestii, tym bardziej, że akcja jej książek rozgrywa się na Mazurach, które ja bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam za sobą pierwszą część tego tryptyku i może nie jest to dla mnie jakaś rewelacyjna powieść, ale czytało się ją fajnie i za jakiś czas z pewnością sięgnę po kontynuacje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czeka na mnie na półce. Mam nadzieję w przyszłym tygodniu ją przeczytać, bo Kasia Enerlich ma niezwykłe pióro i talent do przelewania historii na papier.

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż, ja się wychowałam w Bieszczadach i tamtejszy spokój bardzo cenię. Uwielbiam tam wracać, ale życia w mieście nie zamieniałbym na powrót w tamte rejony. W każdym razie nie teraz, kiedy dookoła tyle się dzieję, a ja mam energię, by z tego korzystać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam coraz większą ochotę na te książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam w planach całą serię, więc pewnie przeczytam , ale nie wiem jeszcze kiedy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie sielankowe książki!

    OdpowiedzUsuń
  9. Akurat tez dodałam recenzję "prowincji" :) ogólnie książka przypadła mi do gustu, ma ten swój swojski klimat, który tak lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię powieści tego typu, ale "Prowincja..." nie do końca mnie przekonuje. Choćby przez niekonsekwencję głównej bohaterki;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Każdy z nas potrzebuje od czasu do czasu takiej prowincji :) A już Mazury nadają się do tego szczególnie dobrze. Osobiście je uwielbiam :)
    P.S. Jak udało ci się wstawić to okno z twitterem na bocznej szpalcie? Czy tylko ja jestem takim zupełnym beztalenciem i nie umiem tego zrobić??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Mazury są świetne.

      Jeśli chodzi o twitterowe okienko, wpisałam w wyszukiwarce "Twitter Widgets" i przeniosło mnie na stronę, gdzie można sobie taki wygenerować :)

      Usuń
  12. lubię książki Katarzyny Enerlich już mam kilka przeczytanych fajne są takie lekkie no i pisze o "moich" mazurach a tej to akurat nie czytałam smaka mi narobiłaś podwójnego

    OdpowiedzUsuń